Projekt zakładał odejście od konnych zaprzęgów na Rynku Głównym i wprowadzenie alternatywnych środków transportu. Zwolennicy zmian, głównie z klubów Nowa Lewica i Kraków dla Mieszkańców, przekonywali, że konie nie są przystosowane do pracy w głośnym, zatłoczonym centrum miasta. Ich zdaniem zwierzęta są narażone na stres, a wielogodzinna praca w takich warunkach negatywnie wpływa na ich zdrowie i długość życia.
Zwolennicy zmian, głównie z klubów Nowa Lewica i Kraków dla Mieszkańców, przekonywali, że konie nie są przystosowane do pracy w głośnym, zatłoczonym centrum miasta. Ich zdaniem zwierzęta są narażone na stres, a wielogodzinna praca w takich warunkach negatywnie wpływa na ich zdrowie i długość życia.
Z takim stanowiskiem nie zgadzali się dorożkarze oraz przedstawiciele środowiska jeździeckiego. Podkreślali, że konie pracujące na Rynku są odpowiednio przygotowane do wykonywania tego rodzaju obowiązków, a same dorożki od lat stanowią jeden z symboli Krakowa.
– Konie są stworzone przede wszystkim do pracy, hodowane przez wieki. Te konie, które widzimy na Rynku, są przystosowane i hodowane do tego typu pracy – mówiła Anna Bronisz, zootechnik i instruktorka jazdy konnej.
W debacie uczestniczyli także mieszkańcy oraz obrońcy praw zwierząt. Przekonywali, że Kraków powinien pójść śladem wielu europejskich miast, które zrezygnowały z wykorzystywania koni do przewozu turystów.
Ostatecznie projekt nie uzyskał poparcia większości rady. Za likwidacją konnych zaprzęgów z Rynku Głównego głosowało 13 radnych, przeciw było 20, a 4 wstrzymało się od głosu. Oznacza to, że dorożki pozostaną na krakowskim Rynku Głównym.