Dlaczego komunistom przeszkadzała rocznica uchwalenia pierwszej w Europie i drugiej na święcie konstytucji? Była przecież nowoczesna i demokratyczna, no ale wkurzyła Rosjan...
1-majowe pochody po stanie wojennym zamierały, zamieniały się w wiece. Może sami PRL-owscy władcy zobaczyli, że te symbole pychy nie były spontanicznymi manifestacjami, a ludzie coraz częściej buntowali się i zamiast defilować, woleli spędzać wolny dzień z rodziną i przyjaciółmi, najlepiej za miastem. Tak powoli rodziły się polskie długoweekendowe majówki.
My zaczęliśmy je wcześniej, w latach 70-tych. Byliśmy w liceum i mieliśmy to szczęście mieć swojego prywatnego Johna Keatinga ze Stowarzyszenia Umarłych Poetów. Z naszym ulubionym nauczycielem uciekaliśmy od 1-majowego zgiełku, robiąc wielokilometrowe wycieczki, Czytaliśmy razem Gombrowicza, Herberta i wielu innych autorów niedostępnych w ówczesnych księgarniach.
Również później, na uczelni, nikt nas do świętowania 1 maja nie zmuszał, ale Akademia Muzyczna różniła się od pozostałych szkół wyższych. Nikt z władz uczelni do partii nie należał, a sama partyjna komórka była zabawnie skromna, chyba kilkuosobowa. Między studentami a wykładowcami swobodnie krążyły książki drugiego obiegu. Znalazły się one zresztą dość licznie w bibliografii mojej pracy magisterskiej.
Po 89 roku 1-majowe pochody i manifestacje odpłynęły w historyczny niebyt niepamięci. Jedynie pod pomnikiem Czynu Zbrojnego Proletariatu Krakowa zbiera się rankiem 1 maja, z roku na rok coraz mniejsza grupa. Pomnik odsłonięto 3 lata przed upadkiem komuny i przez te ostatnie trzy lata, kiedy składano tam kwiaty, jeden z okolicznych mieszkańców wystawiał na parapet głośnik, racząc zebranych pieśniami Jacka Kaczmarskiego.
Dla większości ten dzień jest już tylko rocznicą przystąpienia do Unii Europejskiej, albo pierwszym dniem najpiękniejszego miesiąca roku. I takiego właśnie słonecznego, pełnego kwiatów i ciepłego maja Państwu życzę i - do przeczytania po moim urlopie.