Dzisiaj spotkają się szefowie MSZ-u Polski i Ukrainy. W tle tego spotkania jest oczywiście wspólna historia. Jakiego gestu ze strony szefa ukraińskiej dyplomacji pani by oczekiwała po tym, gdy ukraiński parlament zdecydował o powołaniu Panteonu Narodowego?
- Do powołania Panteonu Narodowego mają prawo. Druga wątpliwość jest taka, czy powinny tam być osoby z wątpliwym autorytetem historycznym. Mówimy o osobach, które mordowały Polaków. To poważne kwestie natury dobrych kontaktów międzynarodowych. Oby doszło do opamiętania i te kwestie zostały rozwiązane.
To spotkanie i wcześniejsze, łagodniejsze wypowiedzi prezydenta Zełeńskiego, czy to wszystko pani odbiera jako zapowiedź deeskalacji? Z drugiej strony mamy słowa choćby byłego premiera Mateusza Morawieckiego o polityce transakcyjnej i tej wymianie pięćdziesięcioletnich czołgów na ukraińską krew.
- Trzeba brać pod uwagę, że prezydent Zełeński jednoczy nacjonalistyczne nastroje w Ukrainie przed wyborami. To przemyślane działanie. To jestem w stanie zrozumieć. Nie rozumiem, dlaczego w dobie, gdy Polska uczyniła wielki krok w stronę Ukrainy, pomogliśmy gdy Europa nie rozumiała, co tam się dzieje… Mając z tyłu głowy otwarte serca Polaków, nie rozumiem tej zawziętości ze strony Ukraińców. Wydaje mi się, że historię musimy oczyścić. Ludobójstwo trzeba nazwać, ale żyjemy w XXI wieku. Nie możemy budować współczesnych relacji polsko-ukraińskich na bazie niewyjaśnionych sytuacji i nieoddania czci zamordowanym przez Ukraińców. Oby te spotkania jakoś tę sytuację wyjaśniły. Oby był wykonany krok wstecz przez stronę ukraińską.
Dalsza eskalacja mogłaby jakoś wpłynąć na sytuację Ukraińców mieszkających i pracujących w Polsce?
- Ukraińcy, którzy legalnie pracują w Polsce, są częścią naszej gospodarki. To wzmocnienie. Ci, którzy czują się Polakami i chcą tu zostać, nie powinni być karani za nieodpowiedzialne decyzje strony ukraińskiej.
Tymczasem mamy kolejne weta prezydenta, ale też kolejne ustawy podpisane. Wśród tych drugich jest ustawa metropolitalna dla Pomorza, która obejmie Trójmiasto. W zasadzie to pytanie powinienem skierować do parlamentarzystów z Krakowa, ale być może pani wie, jak to jest, że Trójmiasto się doczekało, a o Krakowie nic nie słychać?
- Uczestniczyłam w pracach komisji, które analizowały zapisy tych ustaw. To była determinacja wszystkich samorządów, które się porozumiały, ustaliły pewne oczekiwania. One tak dążyły do podjęcia tej ustawy. Dyskusje były głębokie. Skoro na Pomorzu się udało, oby w Małopolsce też do tego doszło.
Można domniemywać, że skoro prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę metropolitalną dla Pomorza, dla Trójmiasta - on sam jest mieszkańcem Trójmiasta - to podpisałby także dla Krakowa. Co się dzieje w tej sprawie dzisiaj?
- W tej sprawie wiele się nie dzieje. Nie przypominam sobie, żeby ostatnio były jakieś spotkania, które by mały rozwinąć ten temat. Do tego trzeba samorządów i instytucji – Urzędu Marszałkowskiego, Wojewódzkiego, miasta Krakowa. Kraków jest skoncentrowany na kampanii przed wyborami prezydenckimi. Faktycznie to temat, który by wymagał ponad politycznej debaty i takich też ustaleń.
Jest ustawa Górnośląsko-Zagłębiowska, teraz jest Pomorska. Nasi parlamentarzyści z takimi hasłami ustawy metropolitalnej dla Krakowa szli do wyborów parlamentarnych. 1,5 roku zostało...
- Ja jestem posłem z okręgu południowej Małopolski. My skupiamy się tam na inwestycjach, na pracy. W poniedziałek będzie wydarzenie w Rożnowie – podpisanie listu intencyjnego do budowy elektrowni pompowo-szczytowej, która będzie miała ogromne znaczenie w systemie stabilizacji dostaw prądu i znaczenie przeciwpowodziowe. My pracujemy. Te kwestie, o których pan mówi, muszą być dobrze przygotowane i przemyślane. Wymaga to jednego głosu samorządów. Chodzi tu o dobre skomunikowanie i korzyści gospodarcze. Do tego trzeba wielu stron.
Prezydent zawetował natomiast ustawę o prawie oświatowym, zawierającą m.in. zapisy o rzeczniku praw ucznia. Według prezydenta jest to dublowanie instytucji, bo mamy kuratorów oświaty, rzecznika praw dziecka. Potrzebny jest w pani ocenie rzecznik praw uczniów?
- Wydaje mi się, że tak. Skoro jest rzecznik pacjentów… Czasem niektóre działania wymagają takiej pracy. Rzecznik praw uczniów miałby robotę. To decyzja pana prezydenta i jego otoczenia. Moim zdaniem błędna.
Ludowcy są w miarę blisko otoczenia prezydenta Karola Nawrockiego. Wczoraj nawet doszło do spotkania przedstawicieli PSL-u z prezydentem w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej. W którą stronę skłania się prezydent? Raczej zawetuje? Słyszymy najczęściej, że zawetuje tę ustawę, ale być może ma pan jakieś nowe informacje?
- To decyzja pana prezydenta. Rozmawiać trzeba, przedstawiać argumenty obronne. Zobaczymy, jaka będzie decyzja. Wiele środowisk mówi o wecie, ale poczekajmy.
Dziennik Rzeczpospolita spekuluje, z kim PSL może wystartować w wyborach parlamentarnych. Bezpartyjni Samorządowcy to dla pani byłby dobry wybór?
- Za każdym razem jak jestem u pana w programie, o to mnie pan pyta. Niezmiennie mówię, że PSL idzie pod swoim szyldem. Na naszych listach mogą być inne środowiska. PSL z samorządami zawsze było związane. Wsparcie samorządowców nie byłoby złe.
A powrót do grupy Szymona Hołowni? Sam Hołownia w tym tygodniu mówił, że idea Trzeciej Drogi nie jest martwa, przynajmniej tak do końca.
- Dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi, ale zobaczymy. To wymaga ustaleń.
Dyskusji wymaga także wspólna lista z Koalicją Obywatelską? Czy to wszystko zależy od sondaży i choćby od tego, jakie będą efekty afery w Szpitalu Południowym?
- Jako PSL mamy zasadę, że nie wrzucamy kamieni nie do swojego ogródka. To nie jest nasza afera. Potępiamy takie praktyki. To niedopuszczalne. Smutną jest dla mnie informacja, że ktoś ocenia całe środowisko lekarskie. Przez jedną patologię nie można oceniać wszystkich lekarzy i pielęgniarek. Ci, którzy robią źle, muszą być rozliczeni.
Sama pani była związana z opieką zdrowotną...
- Dlatego z taką determinacją mówię to, co mówię.