-
„Troje do pary” — małżeństwo przeżywane z Bogiem porządkuje hierarchię relacji i decyzji.
-
Trudne rozmowy przed ślubem (o chorobie, niepłodności, rodzinach pochodzenia) tworzą realny fundament na lata.
-
Najpierw „my” — rodzicielstwo nie zastępuje więzi małżeńskiej; dzieci potrzebują widzieć miłość rodziców.
-
Komunikacja i rytuały (randki, planowanie tygodnia, nazwanie temperamentów, języki miłości) to „technika miłości” na co dzień.
-
Finanse i bliskość wymagają narzędzi i szczerości; czasem najlepszym dowodem siły jest prośba o pomoc.
- A
- A
- A
Troje do pary - o co chodzi w sakramencie małżeństwa w Kościele
Rodzina to ważny mikrokosmos, tworzony przez jej członków i istniejące między nimi relacje oraz przekazy międzypokoleniowe. Jak w tym gąszczu zależności nie zgubić własnych potrzeb i indywidualności, równocześnie budując wspólny świat. O chrześcijańskim małżeństwie - czy tam powinno być "Troje do pary" - Anna Łoś rozmawia z Pauliną i Damianem Szmaglińskimi, prowadzącymi rozmowy małżeńskie , w których nikt nie lukruje rzeczywistości. Często dostrzeganie słabości poszerza perspektywę. Co małżeństwo sakramentalne ma dziś do zaproponowania? Statystyki mówią, że młodzi ludzie nie tylko nie biorą ślubu kościelnego, ale w ogóle nie jest im potrzebne żadne zobowiązanie czyli papierek. Ślub w Kościele jest często praktyką rytualną i zachowaniem tradycji. Czy to w ogóle ma sens?Gdzie będziemy, gdy zachorują rodzice?
Dlaczego troje?
Idea wzięła się z książki abp. Fultona Sheena oraz z przekonania, że chrześcijańskie małżeństwo to relacja „we troje”: dwoje małżonków i Bóg. Ten „trójkąt” - jak mówią Paulina i Damian Szmaglińscy - jest zdrowy, bo porządkuje hierarchię miłości i odpowiedzialności.
Jeżeli decydujemy się na związek małżeński przed ołtarzem, to ta trzecia osoba jest realnie obecna w naszym małżeństwie
- mówi Damian Szmagliński.
Paulina dodaje:
Są różne modele trójkątów niezdrowych - ten jest zdrowy i gwarantuje powodzenie.
Szmaglińscy opowiadają o własnym, wymagającym przygotowaniu do małżeństwa w kościele św. Anny w Warszawie. Długie kursy pozwalały poruszać tematy „niewygodne, ale konieczne” — od choroby i niepłodności po opiekę nad rodzicami.
Na dłuższym kursie padają pytania, których na randkach się nie podejmuje: co, jeśli nie będziemy mogli mieć dzieci? co, gdy urodzi się chore? co, kiedy jedno z nas stanie się niepełnosprawne? Gdzie będziemy, gdy zachorują rodzice — moje z Krakowa, męża z Chojnic?
- wspomina Paulina.
Były też tematy ‘tu i teraz" - żeby nazwać swoje cechy, stanąć w prawdzie. To buduje fundament na później
- dorzuca Damian.
Mówi się o otwartości, ale często brakuje empatii
Dziś Szmaglińscy sami prowadzą kursy dla narzeczonych. Spotykają pary, które żyją razem od lat, mają dzieci, ale nagle dojrzewają do tego, żeby wziąć ślub kościelny. „W ich sercach zrodziła się myśl, że chcą budować razem z Bogiem” - mówi Damian. To nie jest, jak tłumaczy, kwestia rytuału, tylko decyzji, by włączyć Boga w codzienność.
Paulina dodaje, że na takich spotkaniach często pyta wprost: „Po co wam ślub kościelny? Czy macie świadomość zobowiązań - modlitwy, wspólnej odpowiedzialności, gotowości do świadectwa?”.
A co z tematem niepłodności? Jak Kościół rozmawia o tym z przyszłymi małżonkami? Szmaglińscy mówią, że to sfera, w której potrzeba ogromnej delikatności. Paulina przypomina, że w Kościele wciąż wiele mówi się o „otwartości na życie”, ale czasem zbyt mało o empatii wobec tych, którzy dzieci mieć nie mogą.
Damian przytacza historię pary, którą poznali:
Byli małżeństwem 20 lat, przez 18 nie mogli mieć potomstwa. Zaadoptowali siedmioro dzieci. A kiedy przyjęli tyle życia, Bóg obdarzył ich biologicznym synem.
Oboje przekonują, że rodzina zaczyna się od dwojga - i to więź między nimi stanowi fundament dla dzieci. Jak mówi Damian: "Zapomina się, że ślubowałem żonie, nie dziecku. Dla dziecka najpiękniejszy widok to kochający się rodzice”. Paulina dopowiada, że dbanie o codzienne drobiazgi - pocałunek, gest, wspólny posiłek - to inwestycja w relację: „Bo najczęstszy powód, dla którego ludzie się rozstają, to po prostu brak rozmowy”.
Jeż i nosorożec
Ale w małżeństwie, jak w każdym innym związku/relacji, ludzie się różnią. Jak godzić różnice? Różne style reagowania (wycofanie vs. natychmiastowa ekspresja) i zmienne „języki miłości” wymagają pracy i rozmowy — najlepiej zanim emocje przejmą ster.
Ja mam model jeża - kulę się, potrzebuję czasu. Paulina ma model nosorożca - mówi od razu. To trzeba nazwać, żeby się nie ranić. I pamiętać, że pięć języków miłości to nie polszczyzna - one się z czasem zmieniają
- tłumaczy Damian.
Mój język miłości też się zmienia. Muszę rozpoznać, czego dziś potrzebuje on - czy docenienia, czy pomocy, czy wspólnego czasu
- dodaje Paulina.
Randki wpisane w kalendarz, niedzielne „przeglądy tygodnia”, rytuały po zaśnięciu dzieci - to sposób na pielęgnowanie „my”, obok indywidualnych pasji i samotnych chwil, które ładują baterie. Paulina chodzi na basen rano i to jest jej czas, ma go też w sypialni (kwadrans tylko dla siebie), Damian gra w piłkę. Wychodzą romantyczne na randki, dzieci zostawiają pod opieką,
Noc jak wisienka na torcie
Bywa, że w małżeństwie ludzie kłócą się o pieniądze. Normalna sprawa. Ważne, jak rozwiązuje się konflikt.
Finanse to często pole konfliktu. Dobry model to jeden rozrzutny i jeden oszczędny, bo wtedy się równoważą
- żartuje Paulina.
Damian wspomina kurs Crown, uczący gospodarowania pieniędzmi w duchu Biblii:
W Piśmie Świętym jest 2350 wersetów o finansach. To gotowa instrukcja, jak podchodzić do zasobów z odpowiedzialnością.
Bliskość fizyczna? Paulina mówi otwarcie o intymności. Nie w kategoriach tabu, lecz jako przedłużeniu czułości z całego dnia:
Kobieta patrzy, jaki był dzień. Czy była doceniona, czy ktoś ją zauważył. Noc jest wtedy wisienką na torcie.
Zwraca też uwagę, że są pary, które latami nie współżyją, bo boją się o tym mówić: „A przecież są narzędzia, jest terapia. To żaden wstyd.”
Damian dodaje: „Rozpad relacji to nie wybuch, tylko powolne gotowanie żaby. Wszystko zaczyna się od drobiazgów, które przestajemy robić.”
Komentarze (0)
Najnowsze
-
21:05
Odkryj krakowskie kawiarnie, które warto znać - gdzie napić się kawy w Krakowie?
-
19:47
Strażacy walczą z pożarem przy ulicy Miodowej w Krakowie
-
18:41
Tarnów na rosyjskiej liście. Prezydent miasta apeluje o spokój
-
18:11
Polska na rosyjskiej liście. Czy Mielec i Tarnów mogą być zagrożone?
-
17:41
Morawiecki szykuje się do większej gry? Politolog nie ma wątpliwości
-
17:27
9 tysięcy biegaczy i meta na Rynku. Kraków szykuje się na wyjątkowy maraton
-
17:18
Wawel uczy nauczycieli. Zbliża się VI Akademia Wawelskiego Dziedzictwa
-
16:50
Rośliny potrafią manipulować środowiskiem
-
16:31
Klimat tworzy się lokalnie. Spotkajmy się na V Małopolskim Dniu dla Klimatu w Przegini Duchownej
-
16:26
Velo Huta wraca na ulice Nowej Huty. Rowerowa parada w stylu lat 60. i 70.
-
16:18
„Widzieli własne kości”. Świadkowie testów atomowych o skutkach wybuchów
-
16:10
„Niedopuszczalny atak”. Kard. Dziwisz reaguje na wypowiedzi Trumpa
-
15:41
Trzeci przetarg bez rozstrzygnięcia. Lokale przy dworcu w Trzebini wciąż puste
-
15:33
"Rabbi z Nazaretu". Léonide Grilikhès.
-
15:22
Kard. Ryś i wicepremier Kosiniak-Kamysz z tytułami Człowieka Roku 2025
-
14:59
Kościól i Synagoga - wspólna droga?
-
14:45
Karetki utknęły w korkach, teraz ma być zmiana. Nowa lokalizacja podstacji
-
14:38
To może być hit uzdrowiska. Będzie plaża, ogród deszczowy i inne atrakcje
-
13:58
Mniej dzieci, więcej możliwości? "Z roku na rok liczba dzieci w przedszkolach drastycznie spada"
-
10:45
Kraków dr Moniki Widzickiej - odc. I - Słuchanie miasta