Uroczystość, którą poprowadził prof. Mariusz Sielski, rektor AMKP, okazała się wielkim świętem społeczności uczelnianej. Zgromadziła ona nie tylko świat akademicki, ale także dyrektorów wielu instytucji muzycznych oraz licznych znanych śpiewaków z różnych stron polskich, z legendarnym prof. Ryszardem Karczykowskim na czele. Był to szesnasty doktorat honorowy tej uczelni. Wcześniej to wyróżnienie otrzymali m.in. Krzysztof Penderecki, Paul Sacher, Helmuth Rilling, Peter-Lukas Graf, Henryk Mikołaj Górecki, Sir Neville Marriner, Anne-Sophie Mutter a także Barbara Świątek-Żelazna i Kaja Danczowska. Te dwie ostatnie artystki, wzięły udział w piątkowej uroczystości.
– Jego głos, pełen potęgi, subtelności, wyrazistości i emocjonalnej głębi, pozwala mu przełamać granice tradycyjnych oczekiwań wobec śpiewaka operowego. Przez lata wykształcił własny, unikalny styl pozwalający mu tworzyć role w sposób, który nie tylko zachwyca, ale i porusza do głębi. Jego występy są doznaniem, które na długo pozostaje w pamięci publiczności, a same recenzje podkreślają jego niezrównany talent, technikę i zdolność wczucia się w postać – mówił wygłaszając laudację prof. Mariusz Kwiecień, który z Jonasem Kaufmannem występował na największych scenach operowych.
„Supergwiazda, tenor Jonas Kaufmann to typ mężczyzny, przed którym ostrzegała cię twoja mama. Jego wygląd rockowego idola, to połączenie Antonia Banderasa, Georga Clooneya i Erica Bany – ma hiszpańskie spojrzenie, pełną godności postawę Clooneya i jest jak filmowy niesamowity Hulk, jeśli chodzi o wysokie tony. Z twarzą, która zdobiła okładkę Vogue, ten tenor jest operowym przykładem hollywoodzkiego przystojniaka” – można było przeczytać w 2014 roku w recenzji The Guardian, którą w laudacji przytoczył Mariusz Kwiecień.
I rzeczywiście tenor, który niebawem będzie obchodził 57. urodziny, swoją karierę oparł na trzech głównych elementach. Pierwszym jest przede wszystkim głos, o ciemnej barwie, która łączy włoską miękkość z niemiecką ekspresją. To dar boży, ale mistrzowsko wyszkolony potrafi oddać niezwykłe niuanse każdej postaci, każdej frazy muzycznej. Drugi element, to aktorstwo, które jest przekonywujące, intensywne, ukazuje dramaty postaci, jakie realizuje na scenie. Trzeci zaś to uroda, przez co artysta idealnie nadaje się do ról amantów. A właśnie takie zadania na scenie operowej stawiają kompozytorzy tenorom i to od ponad dwustu lat. Wszystkie te elementy sprawiają, że w każdej roli Jonas Kaufmann jest nie tylko precyzyjny i doskonały, ale także wiarygodny, bo identyfikuje się z postacią. Oglądając go na scenie publiczność wierzy w historię jaką opowiada.
Jego repertuar obejmuje m.in. Pucciniego (Tosca, Turandot), Verdiego (Otello, Don Carlo, Aida), Wagnera (Lohengrin, Parsifal, Tannhäuser), Bizeta (Carmen) i Masseneta (Werther). Jesienią 2026 roku będzie można go zobaczyć w roli Otella w operze Verdiego na scenie wiedeńskiej Staatsoper, a wiosną 2027 roku zadebiutuje w roli Dicka Johnsona w Dziewczynie z Zachodu Pucciniego w Opernhaus w Zürichu. Kaufmann jest także niezwykłym interpretatorem pieśni, ponadto ma na swoim koncie wiele płyt. Ostatnia wydana wiosną tego roku, to album Magische Töne z operetkowymi i operowymi przebojami. Płyta nagrana z Orkiestrą Węgierskiej Opery Państwowej pod dyrekcją Dirka Kaftana, obok ponadczasowych utworów Emmericha Kálmána, Franza Lehára i Paula Abrahama, zawiera również jedną z najpopularniejszych arii w repertuarze tenorów: utwór tytułowy Magische Töne z opery Karla Goldmarka Królowa Saby.
Piątkowa uroczystość przerodziła się w święto muzyki. Atmosfera była serdeczna i ciepła, a Jonas Kaufmann był wyraźnie wzruszony. Dziękując mówił, że czuje ogromną odpowiedzialność, a nawet, że czuje się zobowiązany do działania na rzecz sztuki, zwierzył się także że widzi się w roli ambasadora sztuk pięknych. Podkreślił, że uhonorowanie go godnością doktora honoris causa przyciągnie do uczelni nowych studentów.
Jonas Kaufmann po raz pierwszy był w Polsce. Przyleciał tu prywatnym odrzutowcem swojej wiernej szwajcarskiej fanki, która towarzyszyła mu podczas uroczystości. Dzień wcześniej wystąpił w Rzeszowie, w ramach Festiwalu w Łańcucie. I jeżeli można czegoś żałować, to jedynie, że artysta nie zaśpiewał choćby jednej pieśni czy jednej arii podczas uroczystości w Krakowie. Niestety. Jego kunszt wokalny podziwialiśmy jedynie z nagrań.