Autorstwa Karol Chrzanowski - Private archive, CC BY 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24911943
Miasteczko, które było czymś więcej niż akademikami
Tomasz Mańkowski nie należał do architektów, których twórczość można zamknąć w jednym budynku. W jego pracach spotykają się klasyczne zasady kompozycji, rygor geometrii, modernistyczna wiara w możliwości nowych technologii, szacunek dla miejsca i przekonanie, że architektura powinna jednocześnie być trwała i piękna. Miasteczko studenckie AGH zaczęto realizować w latach 60. Założenie projektowano z myślą o około 10 tysiącach mieszkańców. Sama skala przedsięwzięcia była wówczas dla Krakowa czymś nowym, ale o wyjątkowości projektu nie decydowała wyłącznie liczba miejsc. Powstawał nie zbiór przypadkowo ustawionych domów studenckich, lecz przemyślany zespół urbanistyczny, podporządkowany jednej idei kompozycyjnej. Architektura, przestrzeń między budynkami, komunikacja i funkcje społeczne miały tworzyć całość.
To raczej podsumowanie i dopełnienie wielu lat zmagań z niezwykłą materią, jaką jest architektura. Za opus magnum uznałbym miasteczko studenckie Akademii Górniczo-Hutniczej – mówi Michał Wiśniewski.
To ważne rozróżnienie, ponieważ pozwala spojrzeć na architekturę PRL-u bez automatycznego wartościowania jej wyłącznie przez pryzmat systemu politycznego, w którym powstawała. Przez lata przyzwyczailiśmy się do opowieści, według której po 1945 roku polska architektura została sprowadzona do wielkiej płyty, szarości i kompromisów. Tymczasem rzeczywistość była znacznie bardziej złożona. Zwłaszcza po 1956 roku pojawiła się przestrzeń dla nowoczesnego projektowania, eksperymentowania z technologią i poszukiwania nowych form urbanistycznych. Miasteczko studenckie Tomasza Mańkowskiego było jednym z najbardziej interesujących przykładów tej zmiany.
Jesteśmy tak nauczeni, że po 1945 roku w Polsce zgasło światło. Tak, działo się wiele strasznych rzeczy w Polsce w okresie powojennym, ale ten kraj też bardzo się zmienił i przeszedł odbudowę, został zurbanizowany – mówi Michał Wiśniewski.
Miasteczko AGH było spełnieniem modernistycznego marzenia, stworzeniem nowego środowiska życia dla wielkiej społeczności akademickiej. Jego znaczenie potwierdzało także zainteresowanie zagranicy. Do Krakowa przyjeżdżali architekci z Europy Zachodniej, aby zobaczyć rozwiązania zastosowane w zespole AGH. Później poszczególne rozwiązania i całe fragmenty tej idei były naśladowane w innych miastach.
Michał Wiśniewski, Ewa Mańkowska i Piotr Lewicki/fot. Sylwia Paszkowska
Nowoczesność zakorzeniona w tradycji
Sposób myślenia Tomasza Mańkowskiego wyrastał z powojennej krakowskiej szkoły architektury, tworzonej przez środowisko skupione wokół Akademii Sztuk Pięknych i Politechniki Krakowskiej. Jej ważnym patronem i nauczycielem był Adolf Szyszko-Bohusz. W tej tradycji nowoczesność nie oznaczała zerwania ze wszystkim, co było wcześniej. Przeciwnie, można było korzystać z nowych technologii, nowych materiałów i nowych idei, a jednocześnie pozostawać wiernym zasadom kompozycji, proporcji i harmonii. W projektach Mańkowskiego powracają podstawowe figury geometryczne: kwadrat, koło, trójkąt. Nie jako dekoracja, lecz jako element budowania porządku. Jego uczeń, architekt Piotr Lewicki, zwraca uwagę na jeszcze jedną cechę – odporność tych projektów na upływ czasu.
Projekty autorstwa profesora Mańkowskiego i jego licznych współpracowników mają tę cechę, że one jakby znoszą bez większego kłopotu próbę czasu – mówi Piotr Lewicki.
Nie chodziło o banalne dopasowanie budynku do otoczenia, ale o próbę odczytania jego charakteru i wykorzystania go w projekcie. Doskonale widać to w Kolegium Polonijnym w Przegorzałach. Pomysł powstał dzięki Hieronimowi Kubiakowi, który chciał stworzyć w Krakowie ośrodek edukacyjny dla Polonii i osób zainteresowanych językiem oraz kulturą polską. Lokalizacja była niezwykła. Na wzgórzu, wśród zieleni, w sąsiedztwie willi Adolfa Szyszko-Bohusza i budynków powstałych w czasie okupacji. Mańkowski nie próbował tej historii wymazać. Włączył istniejącą zabudowę do większej koncepcji, a nowy gmach zaprojektował jako silną, geometryczną formę. Realizacja trwała około siedemnastu lat. Projekt musiał mierzyć się z niedoborem materiałów, zmianami technologicznymi i politycznymi, a także z kolejnymi kompromisami. Kiedy je otwierano w 1991 roku, projekt wywodził się jeszcze z innej epoki estetycznej. Po latach okazało się jednak, że budynek się nie zestarzał w taki sposób, jak wiele innych realizacji swojej epoki.
Cztery lata w wojsku zamiast Nowej Huty
Tomasz Mańkowski urodził się jako Tomasz Eibenschütz. Nazwisko Mańkowski przyjął w czasie wojny, korzystając z dokumentów przekazanych jego rodzinie przez hrabianki Mańkowskie. Była to zmiana, która miała ratować życie. Jego rodzina była pochodzenia żydowskiego. Wojna przyniosła jej niemal całkowitą zagładę. Ojciec Tomasza, Stanisław Eibenschütz, przeżył jako jeniec wojenny w Murnau. Po wojnie nazwisko pozostało. Nie zniknęła natomiast pamięć o tym, co wydarzyło się podczas okupacji, ani lęk przed powrotem antysemityzmu. Mańkowski był w Kielcach w czasie pogromu. To doświadczenie miało ogromny wpływ na jego późniejsze życie. W latach 50. złożył wniosek o wyjazd do Izraela. Odpowiedzią władz było powołanie do wojska. Zamiast uczestniczyć w budowie Nowej Huty, jak wielu architektów swojego pokolenia, spędził lata w Ludowym Wojsku Polskim. Nawet tam jednak zajmował się projektowaniem i pracował jako inspektor budowy.
Tata był przykładem żydowskiej miłości do Polski. Nieodwzajemnionej miłości. Chciał tę Polskę odbudowywać, tworzyć nowoczesną – mówi Ewa Mańkowska.