Szafy pełne ubrań, których nie nosimy
Badania pokazują, że przeciętny człowiek regularnie wykorzystuje około połowy swojej garderoby, ale rzeczywistość może wyglądać jeszcze gorzej. W wielu domach zalegają ubrania kupione pod wpływem chwili, rzeczy "na kiedyś", a także te, z którymi trudno się rozstać z sentymentu. Problemem nie jest wyłącznie to, że ubrania wiszą bezczynnie w szafach.
Kupujemy więcej, niż rzeczywiście potrzebujemy. Często decyzje zakupowe podejmujemy pod wpływem reklam, marketingu czy emocji. Skala zakupów jest dziś znacznie większa niż realne potrzeby – mówi Dominika Cieślar.
Coraz więcej osób wraca do filozofii kupowania mniejszej liczby ubrań, ale lepszej jakości. Klasyczne fasony, solidne materiały i ponadczasowy styl sprawiają, że ubrania służą przez wiele lat, a nawet kolejnym pokoleniom. To rozwiązanie dobrze znane starszym pokoleniom. Rzeczy kupowane kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu często nadal nadają się do noszenia, podczas gdy współczesna odzież coraz częściej projektowana jest z myślą o kilku sezonach. Swap party, second-handy czy przekazywanie ubrań bliskim stają się coraz popularniejszą alternatywą dla ciągłego kupowania nowych rzeczy.
Warto organizować wymiany odzieży z rodziną czy znajomymi. To nie tylko sposób na ograniczenie zakupów, ale również okazja do budowania relacji i przekazywania ubrań w dobre ręce – mówi Dominika Cieślar.
Kampania "Na glebę"
Hasło kampanii może kojarzyć się z policyjnym okrzykiem, ale właśnie o taki efekt chodziło. Twórcy kampanii postawili na humor i przewrotność, aby zwrócić uwagę na temat, który zwykle nie budzi emocji, czyli stan gleby. – "Chcieliśmy pokazać, że gleba ma ogromne znaczenie i wpływa na wiele obszarów naszego życia. Często nie dostrzegamy tych powiązań" – tłumaczy.
Co wspólnego ma bluzka z glebą? Na pierwszy rzut oka niewiele. W rzeczywistości droga od nowej koszulki do degradacji środowiska jest zaskakująco krótka. Produkcja odzieży wymaga wykorzystania ogromnych ilości chemikaliów – barwników, wybielaczy, rozpuszczalników czy środków konserwujących. Część tych substancji trafia do środowiska już na etapie produkcji, kolejne uwalniają się podczas użytkowania i prania. Do tego dochodzi mikroplastik uwalniany z syntetycznych tkanin. Zanieczyszczenia trafiają do rzek, mórz i oceanów, a następnie do gleby oraz żywności. Współczesna moda w ogromnym stopniu opiera się na włóknach syntetycznych.
Większość ubrań dostępnych dziś w sklepach zawiera poliester, czyli materiał produkowany z ropy naftowej – mówi Katarzyna Salus.
Poliestrowe ubrania bardzo trudno poddać recyklingowi, zwłaszcza jeśli zawierają domieszki innych włókien, takich jak elastan czy bawełna. Większość takich tekstyliów trafia ostatecznie na wysypiska, gdzie rozkłada się przez setki lat, podobnie jak plastikowe opakowania.
Nawet bawełna ma swoją ciemną stronę
Bawełna uchodzi za materiał naturalny i przyjazny dla środowiska. Rzeczywistość okazuje się jednak bardziej skomplikowana. Jej produkcja wymaga ogromnych ilości wody oraz pestycydów. Światowe plantacje bawełny zużywają około 6% wszystkich stosowanych na świecie pestycydów. Monokultury prowadzą do wyjaławiania gleby i jej erozji, a przywrócenie takich terenów do stanu umożliwiającego produkcję żywności trwa wiele lat. Bawełna musi zostać wybielona, zafarbowana i zabezpieczona na czas transportu. Do tego celu wykorzystuje się kolejne substancje chemiczne, w tym formaldehyd – związek wykorzystywany między innymi do konserwacji tkanin podczas wielotygodniowego transportu.
Substancje stosowane podczas produkcji odzieży nie pozostają wyłącznie w fabrykach. Niektóre z nich mogą przenikać przez skórę. Szczególne obawy budzą tzw. substancje zaburzające gospodarkę hormonalną, takie jak ftalany czy bisfenole. Ich budowa przypomina ludzkie hormony, przez co mogą wpływać na funkcjonowanie układu hormonalnego oraz zwiększać ryzyko wielu chorób, w tym nowotworów hormonozależnych.