„Najważniejszym w systemie powinien być pacjent. W pewnym momencie o tym pacjencie zapomnieliśmy” – mówi gość Radia Kraków. Fot. pexels
Prof. Andrzej Matyja: problemem nie są kontrakty, lecz ich nadużycia
Dyskusja o zarobkach lekarzy wróciła po doniesieniach dotyczących Szpitala Południowego oraz kolejnych badaniach opinii publicznej. Prof. Andrzej Matyja, były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, uważa jednak, że sam system kontraktowy nie jest źródłem problemów.
Jak podkreśla, kontrakty sprawiły, że lekarze zaczęli otrzymywać wynagrodzenie za konkretnie wykonaną pracę. Jego zdaniem wypaczenia pojawiają się wtedy, gdy dochodzi do rozliczania świadczeń, które nie zostały wykonane.
„Jeżeli ktoś otrzymywał wynagrodzenie za niezrealizowaną pracę, to jest przestępstwo” – zaznacza.
Dodaje, że odpowiedzialność spoczywa nie tylko na lekarzu, ale również na osobach zarządzających placówką, które powinny kontrolować sposób rozliczania świadczeń.
Kontrakty mogą skracać kolejki
Prof. Matyja przekonuje, że nie należy walczyć z samymi kontraktami, jeśli są realizowane zgodnie z zasadami i służą pacjentom.
Przypomina, że w wielu krajach funkcjonują zespoły specjalistów wykonujących określone zabiegi w różnych placówkach, co pozwala skracać czas oczekiwania na leczenie. Zwraca jednak uwagę, że lekarze muszą pracować w warunkach gwarantujących bezpieczeństwo. „Lekarz musi być wypoczęty, bo to gwarantuje bezpieczeństwo dla naszych pacjentów” – podkreśla.
Odnosząc się do pomysłu oddzielenia pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia, wskazuje, że podobne rozwiązania funkcjonują za granicą. Jego zdaniem system wynagrodzeń można uporządkować w oparciu o wielokrotność średniej krajowej. Jednocześnie zaznacza, że najważniejsze jest takie zorganizowanie ochrony zdrowia, aby na pierwszym miejscu zawsze pozostawał pacjent.
„Najważniejszym w systemie powinien być pacjent. W pewnym momencie o tym pacjencie zapomnieliśmy” – mówi.
Agresja wobec medyków narasta
Były prezes Naczelnej Rady Lekarskiej zwraca uwagę, że kolejne informacje o nieprawidłowościach w ochronie zdrowia przekładają się na rosnącą niechęć wobec całego środowiska medycznego.
Jego zdaniem lekarze, pielęgniarki i ratownicy coraz częściej stają się ofiarami agresji, choć nie mają związku z nagłaśnianymi patologiami.
„Możemy ją tylko ograniczyć i róbmy wszystko, by ograniczyć to zjawisko agresji, a nie stymulować do agresji” – apeluje.
Prof. Matyja podkreśla również, że konieczne jest eliminowanie nieprawidłowości organizacyjnych. Wskazuje między innymi na sytuacje, w których młodzi lekarze wykonują czynności bez wymaganego nadzoru specjalisty.
Trwają prace nad większym bezpieczeństwem medyków
Prof. Matyja kieruje zespołem powołanym przez ministra sprawiedliwości do przygotowania zmian zwiększających bezpieczeństwo osób wykonujących zawody medyczne. Jak informuje, kończą się prace nad raportem zawierającym rekomendacje legislacyjne.
Zespół przygotował między innymi propozycje monitorowania przypadków agresji, nowe definicje oraz rozwiązania prawne. Wśród postulatów znalazło się objęcie wszystkich medyków ochroną przysługującą funkcjonariuszom publicznym podczas wykonywania obowiązków, zakaz wnoszenia niebezpiecznych narzędzi do miejsc udzielania świadczeń zdrowotnych oraz wprowadzenie systemu no fault. „Bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent” – podkreśla prof. Matyja.
Żaden rząd nie rozwiązał problemów systemu
Prof. Matyja nie zgadza się również z opinią, że rolą środowiska lekarskiego jest walka z kolejnymi rządami. Jak podkreśla, lekarze powinni współpracować z administracją państwową przede wszystkim dla dobra pacjentów.
„My mamy się dogadywać dla dobra naszych pacjentów, a nie dla dobra nas lekarzy” – mówi.
Jednocześnie zaznacza, że problemy ochrony zdrowia narastały przez lata i nie są odpowiedzialnością wyłącznie obecnie rządzących.
„Żadnej ekipie politycznej do tej pory nie udało się tak zorganizować systemu ochrony zdrowia, żeby był przyjazny dla naszych pacjentów. To nie jest wina aktualnie rządzących. To pokłosie wielu lat gaszenia pożarów zamiast wprowadzania zmian organizacyjnych, które służyłyby pacjentowi” – ocenia.