Na początek cytat z wczorajszego wystąpienia Adriana Zandberga z partii Razem w Sejmie. „To jest naplucie w twarz ludziom, którzy stali do późnych godzin w kolejkach, żeby zagłosować. Liczyli na zmianę, a okazało się, że teraz hordy aparatczyków z PSL-u, Lewicy i Platformy najzwyczajniej w świecie rozkradają publiczne pieniądze. Doszło do złodziejstwa, dojenia publicznych pieniędzy i nikt nie poniósł za to politycznej odpowiedzialności. Czy naprawdę uważacie, że to wam ujdzie na sucho?”. Powtórzę za Adrianem Zandbergiem. Czy myśli pan, że afera szpitalna ujdzie koalicji rządzącej na sucho, czy to będą państwa nowe ośmiorniczki?
- Po pierwsze, szybko były podejmowane decyzje personalne ws. kierownictwa Szpitala Południowego. Zarząd i rada spółki zostały odwołane. To samo dotyczy konsekwencji stosunku do osoby, która te czyny popełniła. Oczywiście trwają kontrole, jest postępowanie prokuratury, więc ja nie wykluczam, że będą tutaj dalsze decyzje. Pewnie nawet ich oczekujemy. Ważniejsze jest to, jakie wnioski systemowe tutaj wyciągniemy. Dziś jest spotkanie z minister zdrowia. Będziemy o tym rozmawiali. Tak, uważam, że to jest odpowiedni moment, żeby te plany i pomysły wreszcie wdrożyć.
Wracając jeszcze do tego Szpitala Południowego, tam na milionerskich zarobkach lekarza bez specjalizacji, za to z legitymacją Koalicji Obywatelskiej się nie kończy. Onet wczoraj opisał proceder nielegalnego handlu zwłokami w prosektorium tego szpitala. Koordynator prosektorium, Artur Habowski, miał pobierać opłaty za wydanie ciała, ubranie, balsamizację itd. Wszystko pod stołem, wszystko nielegalnie. Do tego podobno szantażował zakłady pogrzebowe i utrudniał odebranie zwłok rodzinom, które nie chciały skorzystać z jego usług. To wszystko w szpitalu zarządzanym przez polityków Koalicji Obywatelskiej, szpitalu, który jest pod prezydentem Trzaskowskim, bo to jest szpital miejski warszawski.
- Mówi pan o procederze pewnie przestępczym. Sprawa jest dla prokuratury. Ona powinna się tym zająć. Jak ktoś ma wiedzę o przestępstwie, powinien zawiadomić o tym odpowiednie organy, nie czekać. Ten przypadek opisany nie wydarzył się dzisiaj. Zapewne takie sytuacje są w wielu miejscach. Powinno to być zgłaszane. Trzeba to wypalać. Nic innego ode mnie pan nie usłyszy. Znamy z historii aferę „Łowców Skór”, która miała swoje konsekwencje. Ja się dziwię, że jak taki proceder gdziekolwiek ma miejsce, on jest tolerowany. Te czyny mają znamiona przestępstwa. Powinno być zawiadomienie, prokurator musi się tym zajmować. Przyzwolenia na takie działania być nie może.
Mówił pan o spotkaniu z ministrą zdrowia i o zmianach, jeśli chodzi także o wynagrodzenia lekarzy. Oprócz tej ewidencji czasu pracy, która już została przegłosowana, coś państwo szykują nowego?
- Więcej pewnie powiem po spotkaniu. Ono jest przed nami. Będziemy rozmawiać. Bez wątpienia opinia publiczna o tym rozmawia. Jest rozregulowanie systemu wynagrodzeń. To wpływa na wycenę świadczeń, sytuację finansową i na końcu zależy od tego, ile badań profilaktyki, diagnostyki będziemy w stanie sfinansować z budżetu. W roku 2023 mieliśmy 170 miliardów, w tym roku to już jest 250 miliardów, w przyszłym pewnie 270 miliardów. Kwoty są wielkie. W relacji do PKB możemy zobaczyć, jak to wzrasta. Nie można mówić, że w Polsce mało wydajemy na służbę zdrowia. W tym roku to znacznie powyżej 6% PKB. Mówię o ujęciu realnym. Wielkie środki są na ochronę zdrowia. To najważniejszy sektor publiczny, jedna z najważniejszych polityk państwa. Oczekujemy też, żeby pieniądze były efektywnie wydatkowane, żeby takich sytuacji, z którymi mamy do czynienia – to nie są jednostkowe sytuacje – było mniej. W Polsce w ochronie zdrowia się zarabia znakomicie. To nie jest tajemnica.
Jeśli chodzi o ten procent PKB przeznaczany na ochronę zdrowia, to wciąż mimo wszystko w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej, tak dobrze nie jest.
- Uczciwość nakazuje popatrzeć, jaką drogę przechodzimy w ciągu ostatnich lat. Mówię o radykalnym wzroście w stosunku do PKB.
Nakłady rosną. Za poprzednich rządów rosły, za tych też...
- Nie. Jak inflacja rosła o 15% rocznie, to wcale te nakłady w relacji do PKB nie rosły. Dzisiaj mamy radykalny wzrost w relacji do PKB. Statystyka nie kłamie.
Ryszard Terlecki, były wicemarszałek Sejmu, kilka dni temu w Radiu Kraków powiedział wprost, że afera ze Szpitalem Południowym w Warszawie ma duży wpływ także na politykę w Krakowie, bo premier Donald Tusk będzie odwlekał jak tylko możliwe wybory krakowskie, bo teraz szanse na wygraną Koalicji Obywatelskiej, delikatnie mówiąc, nie są duże. Czy Ryszard Terlecki ma rację?
- Premier ogłosi wybory pewnie w pierwszych dniach, kiedy będzie mógł to zrobić. Musi być zakończony proces referendalny. Nie wiem, na jakim etapie są kwestie odwołań. Na pewno było oddalenie…
Jeszcze nie ma odwołania od tego wyroku, ale pewnie będzie.
- Nie wiem, czy jest uzasadnienie. Procedura nie jest w rękach premiera. Rzecznik mówił, że jak będzie taka możliwość i będzie sugestia PKW co do kalendarza, decyzja zostanie podjęta. To jest opisane w ustawach. Dotyczy to wszystkich referendów w kraju i wyborów. To prawo obywatelskie, które jest należne. Jak ktoś widzi nieprawidłowości, ma prawo z tego skorzystać i złożyć skargę. Sądy mają terminy. Powinny działać szybko. Kalendarz jest krótki, bodaj 60 dni. Wybory nie będą przesuwane w nieskończoność. Zostaną ogłoszone, jak premier będzie miał taką możliwość. Nie będzie gry na zwłokę.
Czy są rozważania w Koalicji Obywatelskiej, że można jednak zmienić kandydata na kogoś bardziej rozpoznawalnego i doświadczonego niż Monika Piątkowska? Na przykład na Stanisława Kracika?
- Pani Monika Piątkowska jest bardzo doświadczona w wielu instytucjach publicznych i nie tylko. Zna krakowski Magistrat. Pracowała tam przez dekadę. To nasza kandydatka. Jest zdeterminowała. Będzie przedstawiała plan rozwoju Krakowa. Jestem przekonany, że wygra wybory.
W ubiegłym tygodniu Senat przegłosował przyjęcie ustawy o statusie osoby najbliższej.
Wczoraj współautorka tej ustawy, posłanka PSL Urszula Pasławska, spotkała się z Karolem Nawrockim. Myśli pan, że prezydent podpisze tę ustawę?
- Zobaczymy. Zapowiedzi z otoczenia prezydenta są takie, że będzie weto. Prezydent wetuje kilkanaście procent wszystkich ustaw. Ma czas ustawowy na podpisanie lub odmowę podpisania ustawy. Raczej należy się spodziewać weta. Były takie zapowiedzi. Nie wiem, czy politykom PSL udało się przekonać prezydenta do zmiany jego nastawienia. Czas pokaże. Ta ustawa była wypracowywana. Jest większość parlamentarna dla niej. Ona pewnie wszystkich nie zadowala, ale to duży krok do przodu. To reguluje wiele kwestii ważnych. Daje to prawo do informacji medycznych, wspólnego rozliczania. Jest tam szereg praktycznych rzeczy. Ustawa ta jest potrzebna. Ona dotyczy dużej części społeczeństwa. Jak będzie odmowa prezydenta, będzie to jego stanowisko polityczne, że te osoby mają nie mieć żadnych praw. Tyle mojego komentarza. Zobaczymy jak będzie.
Pana zdaniem ta ustawa to jest jakiś rozsądny kompromis, a może bardziej kompromitacja…?
- Dlaczego kompromitacja?
W ubiegłym tygodniu w studiu Radia Kraków wicewojewoda Ryszard Śmiałek z Lewicy przyznał, że jest mu wstyd, że taka ustawa wyszła z koalicji rządzącej, bo tam prawie nic nie ma. Tam jest informacja medyczna i troszkę ulg podatkowych.
- Nie. Ja nie będę odpowiadał za pana wojewodę. On jest przedstawicielem Lewicy. Znamy ich poglądy. Ja się za równością małżeńską nie opowiadam. Mnie ta ustawa satysfakcjonuje. Ona ma większość dzięki posłom PSL. Oni byli tu najbardziej powściągliwi. Trzeba było przekonywać polityków PSL. To odzwierciedla maksimum tego, co było możliwe do zrealizowania teraz. Jest duży krok naprzód. Jak pan wojewoda uważa, że kwestia wspólnego rozliczenia, prawo do informacji, prawo do pochówku i szereg innych rozwiązań to za mało, ja to rozumiem. On jest z Lewicy, jest progresywny i chciałby równości małżeńskiej. Ja jestem przeciwnikiem równości małżeńskiej, adopcji. Każda ustawa musi mieć większość parlamentarną za sobą. Ta ma. Czy będzie miała podpis prezydenta? Tego nie wiemy. To jednak krok milowy w przywróceniu praw obywatelskich dla znacznej części naszego społeczeństwa.