Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Szkoła zmieniła się razem ze społeczeństwem. Pandemia, nowe technologie, AI, przemiany społeczne i pojawienie się dzieci z Ukrainy sprawiły, że funkcjonuje dziś w zupełnie innych warunkach niż kilkanaście lat temu.
- Rodzice stawiają szkole wiele, często sprzecznych wymagań. Chcą dobrych wyników egzaminacyjnych, ale także wychowania, praktycznych umiejętności i rozwiązywania problemów dzieci. Szkoła nie jest w stanie realizować wszystkich tych zadań.
- Presja na wyniki wzmacnia „egzaminozę”. Koncentracja na egzaminach ogranicza przestrzeń na wychowanie, relacje i rozwijanie kompetencji społecznych.
- Kompas Jutra jest, zdaniem Kędzierskiego, bardzo dobrze przygotowany na poziomie diagnozy i celów, ale o powodzeniu reformy zdecydują nauczyciele, którzy są przeciążeni i nie zostali przygotowani do tak dużej zmiany.
- Jednym z największych problemów systemu jest luka pokoleniowa wśród nauczycieli. Niskie zarobki utrudniają pozyskiwanie młodych osób, a część tych, które rozpoczynają pracę w szkole, odchodzi po kilku latach. Brakuje zwłaszcza nauczycieli po trzydziestce.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z dr. Marcinem Kędzierskim.
Szkoła jest taka, jakie jest społeczeństwo
Polska szkoła w ciągu ostatnich kilkunastu lat znalazła się pod wpływem zmian, które znacznie wykraczają poza sam system edukacji. Marcin Kędzierski z Uniwersytetu Ekonomicznego wskazuje między innymi na przemiany obyczajowe, strajk nauczycieli w 2019 roku, pandemię i nauczanie zdalne, rozwój nowych technologii i sztucznej inteligencji oraz pojawienie się w szkołach dużej liczby dzieci z Ukrainy. Jego zdaniem nie można więc mówić o współczesnej szkole tak, jakby była tą samą instytucją co 15 llat temu.
W centrum tych zmian znaleźli się także rodzice. Kędzierski zwraca uwagę, że część z nich zaczęła traktować szkołę jak usługę publiczną, wobec której ma prawo formułować konkretne wymagania. Problem pojawia się wtedy, gdy oczekiwania różnych grup rodziców są nie tylko bardzo duże, ale również wzajemnie sprzeczne.
Rodzice chcą, żeby szkoła przygotowała dziecko do egzaminu i zwiększyła jego szanse na dostanie się do dobrej szkoły na kolejnym etapie edukacji. Jednocześnie oczekują rozwijania praktycznych umiejętności, rozwiązywania problemów wychowawczych, budowania relacji i pełnienia funkcji społecznych.
Zdaniem Kędzierskiego szkoła nie jest w stanie spełnić wszystkich tych oczekiwań. Przywołuje hasło „Odpuśćmy szkole”, które pojawiło się w raporcie Centrum Edukacji Obywatelskiej. Jak tłumaczy, przy obecnej liczbie problemów i zadań samo utrzymanie sprawnego funkcjonowania systemu staje się wyzwaniem.
- Rodzice oczekują wszystkiego, ale rodzice wzajemnie oczekują czegoś innego. [...] Tych oczekiwań jest tak dużo, że nauczyciele nie są w stanie ich spełnić - uważa dr Kędzierski.
Egzaminoza zabiera czas na wychowanie
Kędzierski uważa, że szkoła w dużej mierze wycofała się z funkcji wychowawczej już w latach 90., choć rodzice nadal oczekują, że będzie ją pełnić.
Nastolatki potrafią spędzać w szkole 38–40 godzin tygodniowo, a później uczestniczą jeszcze w zajęciach dodatkowych i korepetycjach. Ogranicza to zarówno czas spędzany z rodzicami, jak i przestrzeń na rozwijanie kompetencji społecznych czy zwykłą, jak określa ją Kędzierski, „kreatywną nudę”.
Źródłem tego paradoksu jest również koncentracja na wynikach egzaminów. To właśnie rodzice – jak mówi Kędzierski - należą do grup najmocniej naciskających na szkołę, żeby przygotowywała dzieci przede wszystkim do kolejnych egzaminów.
- Jeżeli nie odejdziemy od tego myślenia wynikowego czy egzaminowego, tej egzaminozy polskiej edukacji, to tak naprawdę wiele się nie zmieni - przekonuje gość Radia Kraków.
Zmieniła się również społeczna pozycja nauczycieli. Kędzierski mówi o ich niskim statusie i braku szacunku ze strony części rodziców i uczniów. Jednocześnie rewolucja informacyjna odebrała nauczycielowi rolę, która przez lata wzmacniała jego autorytet – przestał być jednym z niewielu dostępnych źródeł wiedzy.
Problem polega na tym, że sposób przygotowywania nauczycieli do zawodu nie zmienił się równie szybko. System nadal w znacznej mierze kształci ich do przekazywania wiedzy, choć uczniowie mogą dziś dotrzeć do informacji niemal natychmiast.
Kiedyś nauczyciel był nośnikiem wiedzy, był jedynym, który tę wiedzę posiada, i to też budowało jego pozycję społeczną. Dzisiaj ta wiedza jest dostępna na wyciągnięcie ręki, a tak naprawdę my wciąż kształcimy nauczycieli tak, jakbyśmy byli w tej erze
- mówi Kędzierski.
Ucieczka ze szkoły publicznej nie zawsze rozwiązuje problem
Część rodziców, rozczarowana szkołą publiczną, wybiera szkoły społeczne, prywatne albo edukację domową. Kędzierski zwraca jednak uwagę na istotną różnicę między tradycyjną edukacją domową a nauką w szkołach platformowych, takich jak Szkoła w Chmurze.
Klasyczną edukację domową określa jako wymagającą niszę, w której dużą rolę odgrywają relacje i wsparcie dziecka. Znacznie bardziej krytycznie ocenia model oparty głównie na platformie internetowej. Sam dostęp do materiałów dydaktycznych nie zastępuje funkcjonowania w grupie ani pomocy potrzebnej w procesie wychowawczym.
To, że dziecko otrzyma dostęp do platformy internetowej, gdzie będzie mogło realizować podstawę programową, ale nie będzie mogło funkcjonować w szerszej wspólnocie, nie będzie mogło korzystać z tego wsparcia, to jest prosty przepis na katastrofę - zauważa Kędzierski.
Rozmówca bardzo wysoko ocenia diagnozę i założenia reformy Kompas Jutra - w ciągu 35 lat III RP nie pamięta reformy edukacyjnej przygotowanej równie dobrze pod względem określenia problemów i celów.
Samo przygotowanie zmian nie przesądza jednak o ich powodzeniu. Reformę muszą wdrożyć nauczyciele, a tych – zdaniem rozmówcy – system do takiej zmiany nie przygotował. Wielu jest po pięćdziesiątce, brakuje skutecznych zachęt finansowych do dodatkowego wysiłku i szkoleń, a kolejne zmiany nakładają się na presję ze strony rodziców i codzienne problemy szkół:
Podstawowy problem z reformami edukacyjnymi jest taki, że są wprowadzane przez nauczycieli. Sukces reformy nie zależy od tego, jak my sobie ją zaplanujemy, tylko od tego, jak ją wdrożymy na dole.
W szkole brakuje trzydziestolatków
Najpoważniejszą barierą dla napływu młodych nauczycieli pozostają – według Kędzierskiego – pieniądze. Absolwent może w innych sektorach zarobić znacznie więcej niż początkujący nauczyciel. Do szkół trafiają więc często pasjonaci, ale część z nich po kilku latach rezygnuje z zawodu także ze względu na trudne warunki pracy.
Efektem jest luka pokoleniowa. W szkołach pracuje wielu nauczycieli po pięćdziesiątce, pojawiają się osoby dwudziestokilkuletnie, ale brakuje trzydziestolatków. A właśnie ta grupa – przekonuje Kędzierski – powinna odgrywać ważną rolę we wprowadzaniu zmian. Bez niej nawet dobrze zaprojektowana reforma może napotkać podstawową przeszkodę: brak ludzi, którzy będą ją realizować:
Możemy wymyślić najcudowniejsze reformy. Problem jest taki, że po prostu nie będzie komu ich wdrażać.