Kiedy medycyna stwierdza śmierć?
Jak czytać to, co wydarzyło się w Miechowie?
W Miechowie u pacjentki stwierdzono śmierć mózgu zgodnie z obowiązującymi kryteriami stwierdzania trwałego, nieodwracalnego ustania czynności mózgu.
Śmierć, zgodnie z najczęściej przyjmowaną definicją, rozumiemy jako trwałą utratę przytomności oraz trwałą utratę wszystkich funkcji pnia mózgu. Odeszliśmy od definiowania śmierci tylko przez pryzmat ustania akcji serca. Wiemy bowiem, że funkcję serca i układu oddechowego jesteśmy w stanie bardzo długo podtrzymywać sztucznie. Natomiast narządem, który decyduje o tym, czy żyjemy, i którego funkcji nie jesteśmy w stanie w żaden sposób zastąpić, jest mózg.
Był pan na miejscu. Czy z pańskiej perspektywy procedury podjęte przez miechowskich lekarzy były właściwe?
Śmierć mózgu u pacjentki stwierdzono w sposób niebudzący żadnych wątpliwości. Procedura zaczyna się od potwierdzenia, że u pacjenta wystąpiło ciężkie, nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego. Stwierdzamy to na podstawie badania klinicznego, wywiadu, informacji o tym, co się wydarzyło, oraz badań obrazowych. Następnie musimy wykluczyć, że chory znajduje się pod wpływem leków, które mogłyby upośledzać czynność mózgu, że występują u niego zaburzenia krążenia mogące powodować przejściowe pogorszenie funkcji mózgu, zaburzenia metaboliczne, hormonalne czy hipotermia.
Dopiero jeżeli u takiego chorego stwierdzamy brak podstawowych odruchów, brak oddechu, odruchu kaszlowego i wymiotnego, szerokie, sztywne źrenice, a pacjent pozostaje głęboko nieprzytomny i nie reaguje na żadne bodźce, możemy przystąpić do procedury potwierdzania trwałego i nieodwracalnego ustania czynności mózgu. Ta procedura jest bardzo szczegółowo opisana. Składa się między innymi z okresu obserwacji wstępnej oraz dwóch serii badań klinicznych.
To nie jest decyzja jednego lekarza
Czyli nie jest tak, że jeden lekarz podejmuje taką decyzję?
Absolutnie nie. Na początku lekarz stwierdza brak podstawowych odruchów pniowych i wpisuje to do dokumentacji medycznej. Następnie powoływana jest komisja, w skład której wchodzi dwóch lekarzy. Po okresie określonym w przepisach przeprowadzana jest kolejna seria badań klinicznych. Uczestniczą w niej dwaj lekarze – specjalista anestezjologii i intensywnej terapii oraz specjalista neurologii, neurochirurgii albo neurologii dziecięcej. Bardzo często wykonujemy także dodatkowe badania instrumentalne. Jednym z najczęściej stosowanych w Polsce jest badanie pozwalające ocenić, czy zachowany jest przepływ krwi przez mózg.
Kiedy rozwija się ciężki, masywny obrzęk mózgu, ciśnienie śródczaszkowe rośnie do tego stopnia, że całkowicie ustaje przepływ krwi przez mózg. Możemy to sprawdzić na przykład za pomocą angiografii tomografii komputerowej czy angiografii mózgowej. W takim badaniu widzimy, że kontrast wypełnia naczynia biegnące na zewnątrz czaszki, natomiast krew w ogóle nie dociera do jej wnętrza, do mózgu. To bardzo silny dodatkowy dowód, który wraz z badaniem klinicznym potwierdza rozpoznanie śmierci mózgu. Jeżeli wiemy, że nie ma przepływu krwi przez mózg, wiemy również, że ten narząd nie może żyć.
„Dla rodziny to zawsze bardzo trudna sytuacja”
Czy często zdarza się, że to, co dla lekarza w takim przypadku jest oczywiste, jest nie do przyjęcia dla rodziny?
Dla rodzin jest to zawsze bardzo trudna sytuacja. Mówimy o osobie najbliższej, która często jeszcze kilka dni wcześniej normalnie funkcjonowała. Nic nie zwiastowało tego, że dojdzie do katastrofy. Większość przypadków trwałego i nieodwracalnego ustania czynności mózgu to sytuacje nagłe. Może dojść do ciężkiego urazu czaszkowo-mózgowego, zatrzymania krążenia albo katastrofy naczyniowej w obrębie ośrodkowego układu nerwowego.
Dla rodziny jest to szok i bardzo trudna emocjonalnie sytuacja. Dodatkowo chory leży pod respiratorem, nie rusza się, ale jego serce bije i jest wentylowany. To sytuacje, które wymagają bardzo szczegółowego, zaplanowanego i delikatnego przekazywania informacji rodzinie.
Pismo prokuratury a decyzje lekarzy
Gdyby dostał pan pismo od prokuratora, w którym – tak jak w przypadku miechowskim – pojawia się sformułowanie „wnoszę o wstrzymanie”, potraktowałby pan to jako sugestię czy jako nakaz?
Pismo od prokuratury traktujemy bardzo poważnie. Prokuratura jest ważną instytucją państwową.
My, lekarze, nie jesteśmy jednak prawnikami. W sytuacji otrzymania takiego pisma zawsze konsultujemy się z działem prawnym własnego szpitala i ewentualne decyzje podejmujemy w porozumieniu z prawnikami placówki. Jestem w stanie bardzo dużo powiedzieć o tym, jak wygląda procedura stwierdzania śmierci mózgu. Natomiast jeżeli chodzi o charakter prawny pism wydawanych przez prokuraturę, nie jestem ekspertem.
Czy sprawa z Miechowa wpłynie na lekarzy?
Czy ten przypadek może mieć przełożenie na pracę lekarzy?
Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Mam nadzieję, że nie będzie miał przełożenia na pracę lekarzy. Procedury stwierdzania śmierci mózgu funkcjonują w Polsce od ponad 40 lat. Są bardzo dokładnie dopracowane i dobrze wpisały się w pracę oddziałów intensywnej terapii. Lekarze mają z nimi duże doświadczenie. Cała procedura jest niezwykle starannie opracowana, właśnie po to, żeby absolutnie uniknąć sytuacji, w której stawiamy takie rozpoznanie, mimo że do śmierci mózgu nie doszło. Byłoby więc bardzo niedobrze, gdyby ta sytuacja doprowadziła do zmian w tej procedurze.
W przeszłości mieliśmy podobne sytuacje, które prowadziły też do problemów z transplantologią. Czy tego typu wydarzenia mogą odbić się na dawstwie organów?
Jestem przekonany, że nie. Tak jak mówiłem, sposób przeprowadzenia procedury i stwierdzenia śmierci mózgu w tym przypadku absolutnie nie budził żadnych wątpliwości klinicznych.
Czy przypadkiem z Miechowa powinno zająć się także Ministerstwo Zdrowia?
Trudno mi odpowiedzieć na pytanie, czy powinno się tym zająć ministerstwo. Wiem, że o przypadku został poinformowany konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Konsultacje na poziomie ministerstwa są już znacznie powyżej mojego poziomu jako konsultanta wojewódzkiego.