Turbopatriotyzm coraz bliżej nacjonalizmu
Punktem wyjścia do rozmowy był udział Narodowej Straży Kamrackiej w Małopolskim Marszu Wołyńskim w Krakowie. Zdaniem dr. Doległy takie środowiska nie są już pojedynczymi przypadkami, ale coraz bardziej widocznym elementem polskiej przestrzeni publicznej.
Ekspert przypomniał, że pojęcie „turbopatriotyzmu”, spopularyzowane przez prof. Marcina Napiórkowskiego, opisuje szczególny rodzaj patriotyzmu oparty na silnym odwoływaniu się do przeszłości, poczuciu narodowej dumy i nieufności wobec zmian.
- Turbopatrioci zakładają, że „kiedyś było lepiej”, a współczesny świat, integracja europejska czy otwartość na różnorodność prowadzą w złym kierunku. Taka narracja bardzo często wiąże się również z wrogością wobec inności - mówił.
Politycy nie znaleźli skutecznej odpowiedzi
Zdaniem dr. Doległy obecna władza nie tyle ulega środowiskom nacjonalistycznym, ile nie potrafi skutecznie odpowiadać na ich przekaz.
Przypomniał, że przez wiele lat politycy tolerowali rozwój takich środowisk, dostrzegając w nich potencjalne źródło poparcia. Dziś skutki tej polityki są widoczne zarówno na ulicach, jak i w mediach społecznościowych.
Ekspert zwrócił uwagę, że ugrupowania prawicowe przez lata budowały własne zaplecze komunikacyjne, podczas gdy obecna koalicja nie stworzyła równie skutecznego systemu docierania do odbiorców.
- Narracje pokazujące alternatywną wizję patriotyzmu nie są dziś atrakcyjne ani przekonujące dla wielu młodych ludzi - ocenił.
Potrzebna jest strategia, a nie tylko reakcje
Według dr. Doległy największym problemem jest brak długofalowej strategii komunikacyjnej.
Jak podkreślał, obecny przekaz rządu ma przede wszystkim charakter reaktywny. Odpowiada na bieżące wydarzenia, ale nie buduje własnej opowieści o przyszłości.
Ekspert uważa, że kontrnarracja wobec nacjonalizmu powinna opierać się na pokazywaniu korzyści płynących z rozwoju kraju i wspólnoty europejskiej.
- Trzeba mówić o tym, co dobrego jest jeszcze przed nami. Pokazywać, jak inwestycje czy rozwój przełożą się na życie zwykłych ludzi. Sama zmiana projektów nie wystarczy – ludzie muszą wiedzieć, co dzięki temu zyskają - podkreślał.
Emocje wygrywają z argumentami
Dr Doległo zwrócił uwagę, że środowiska turbopatriotyczne bardzo sprawnie budują przekaz oparty na emocjach.
Ich narracja wykorzystuje poczucie wykluczenia, zagrożenia i niesprawiedliwości społecznej. Jednocześnie potrafi przejmować hasła, które wcześniej kojarzyły się z lewicą, dotyczące nierówności czy wykluczenia.
- Znacznie łatwiej jest wzbudzić strach przed migrantami niż przekonać ludzi do pozytywnych skutków dużych projektów inwestycyjnych. Dlatego państwo potrzebuje bardziej przekonującej opowieści o przyszłości - mówił.
Czy media powinny zapraszać radykałów?
Rozmowa dotyczyła również odpowiedzialności mediów. Zdaniem eksperta całkowite ignorowanie radykalnych środowisk mogłoby przynieść odwrotny skutek i jeszcze bardziej wzmacniać ich przekaz o wykluczeniu z debaty publicznej.
Nie oznacza to jednak, że media powinny bezrefleksyjnie udostępniać im swoje anteny.
- Dziennikarze powinni zapraszać przedstawicieli takich środowisk tylko wtedy, gdy są gotowi stanowczo konfrontować ich wypowiedzi z faktami. Dzisiaj dziennikarz musi być również fact-checkerem - podkreślił dr Doległo.
Jak dodał, szczególnie niebezpieczne są sytuacje, gdy w mediach pojawiają się nawoływania do nienawiści lub przemocy, a prowadzący nie reagują. W jego ocenie to właśnie media ponoszą odpowiedzialność za wyznaczanie standardów debaty publicznej.