Pamiętajmy, że na wodzie nie jesteśmy sami. Jest tak samo jak na drodze - mówi gość Radia Kraków. Fot. pexels
Po tragicznych zdarzeniach z udziałem skuterów wodnych wraca pytanie o bezpieczeństwo, szkolenia i odpowiedzialność osób korzystających z takich jednostek. O zasadach obowiązujących na wodzie, uprawnieniach motorowodnych i najczęstszych przyczynach utonięć z Adrianem Ptakiem, wiceprezesem Krakowskiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, rozmawiał dziennikarz Radia Kraków.
Skuter wodny i motorówka to nie zabawki
W ostatnim czasie doszło do dwóch tragedii na wodzie związanych ze sprzętem. Na Mazurach nastolatek na skuterze wodnym zderzył się z motorówką i nie przeżył. W naszym regionie, na Jeziorze Rożnowskim, 43-letnia kobieta spadła ze skutera. Nie miała kamizelki ratunkowej. Mimo kilkugodzinnej akcji poszukiwawczej ratownikom udało się wydobyć z wody jedynie jej ciało. Życia tych ludzi nie da się przywrócić, ale z tych dramatów można wyciągnąć lekcję. Po pierwsze: sprzęt wodny to nie jest zabawka.
Adrian Ptak: Dokładnie. Jednostki pływające, skutery wodne czy motorówki należy traktować podobnie jak pojazdy mechaniczne na drodze. Samochody, motocykle, ale też skutery wodne i motorówki wymagają od nas odpowiednich uprawnień.
Pamiętajmy również, że woda jest żywiołem i potrafi zebrać swoje żniwo. Zdrowy rozsądek jest podstawą. Do tego, żeby dobrze i przyjemnie spędzać czas, potrzebne są nie tylko umiejętności i uprawnienia, ale również dbanie o własne bezpieczeństwo.
Kamizelki są właśnie po to, żeby w razie zdarzenia na wodzie, niezależnie od tego, co się wydarzy albo co stanie się z naszym zdrowiem, utrzymały nas na powierzchni. Są skonstruowane tak, żeby obrócić nas twarzą do powietrza i udrożnić drogi oddechowe.
Mówił pan o zdrowym rozsądku i kamizelkach. Bezpieczeństwo to jednak także przygotowanie i wiedza. Wspomniał pan o uprawnieniach. Jak w Polsce wygląda kwestia dopuszczenia ludzi do takiego sprzętu jak skutery wodne czy motorówki?
Przede wszystkim trzeba przystąpić do szkolenia na patent motorowodny i zdać egzamin, który uprawnia do otrzymania patentu sternika motorowodnego. Dopiero wtedy możemy pływać na takich akwenach i korzystać z takiego sprzętu.
Pamiętajmy, że uprawnienie musi mieć formę fizycznego dokumentu potwierdzającego nasze kwalifikacje.
Sam sprzęt ma także zabezpieczenia techniczne. W razie wypadku czy innego zdarzenia może się wyłączyć. Motorówka się zatrzyma, a silnik przestanie pracować w momencie, kiedy wypadniemy do wody i zerwiemy z kierownicy tzw. zrywkę.
Jednodniowy kurs wystarczy? „Szkolenie szkoleniu nierówne”
Wystarczy jednak wpisać w wyszukiwarkę „jednodniowe szkolenie skuter wodny” i można znaleźć mnóstwo ofert kursów, które w ciągu jednego dnia mają przygotować mnie do korzystania z takiego sprzętu.
Szkolenie szkoleniu nierówne. Osobiście znam bardzo dużo firm, które oferują naprawdę bardzo dobre szkolenia i są w stanie właściwie przygotować żeglarzy czy sterników do użytkowania takich jednostek.
Oczywiście zdarzają się również oferty, które kuszą terminem, krótkim czasem trwania szkolenia czy ceną. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze jakość idzie w parze z ceną.
Uczulamy osoby, które chcą korzystać z takiego sprzętu, żeby odpowiedzialnie wybierały ośrodki szkoleniowe i zwracały uwagę na poziom przekazywanej wiedzy. Korzystanie ze sprzętu pływającego to nie tylko nauczenie się pływania i posługiwania daną jednostką. Potrzebna jest również znajomość prawa i przepisów obowiązujących na wodzie.
Czy takie szkolenia są w jakiś sposób ujednolicone przez prawo i narzucone przez ustawodawcę?
Zakres takiego szkolenia jest określony przez ustawodawcę. Istnieje ramowy plan zajęć określający, co kursant, czyli kandydat na sternika, musi umieć, żeby zdobyć patent.
Gdyby po takich tragicznych zdarzeniach miało się coś zmienić w prawie dotyczącym korzystania ze sprzętu, co pana zdaniem warto byłoby poprawić?
Przede wszystkim większy nadzór nad wydawaniem takich dokumentów, a także nad samymi egzaminami. Być może spowodowałoby to, że ludzie otrzymywaliby odpowiednią jakość szkolenia za cenę, którą płacą.
Czyli chodziłoby o to, żeby zniknęła taka szara strefa?
To jest jakieś rozwiązanie. Pole do działania pozostawmy ustawodawcom, którzy mają za zadanie dbać o nasze bezpieczeństwo i odpowiednio regulować te kwestie prawnie.
My apelujemy przede wszystkim o zdrowy rozsądek, bezpieczeństwo i odpowiedzialne korzystanie ze sprzętu. Pamiętajmy, że na wodzie nie jesteśmy sami. Jest tak samo jak na drodze – są tam również inni uczestnicy. Potrzebna jest więc także kultura pływania.
Utonięcia w Polsce. Wciąż powtarza się ten sam schemat
Spójrzmy szerzej na statystyki dotyczące utonięć i bezpieczeństwa nad wodą. W ostatnich latach liczba utonięć wynosiła od około 400 do 450 osób rocznie. Wyjątkiem był ubiegły rok, kiedy spadła do niespełna 300 przypadków. Czy to oznacza, że bezpieczeństwo nad wodą w Polsce się poprawia? Czy Polacy mają większą świadomość?
Wydaje mi się, że sezon sezonowi nierówny. Statystyki się wahają – raz są niższe, raz wyższe. Jeżeli jednak spojrzymy na to z perspektywy wielu lat i weźmiemy pod uwagę dłuższy okres, niestety wszystko się wypłaszcza. Można powiedzieć, że pozostajemy prawie na tym samym poziomie. Oczywiście zdarzają się większe spadki czy wzrosty.
Cały czas powtarza się ten sam schemat: brawura, alkohol, używki, a niestety także problemy emocjonalne.
Jeśli spojrzymy na statystyki, około 90 procent osób, które toną w Polsce, to mężczyźni. Czasem przyczyną jest chęć popisania się, czasem nierozważne korzystanie z wody, spożywanie alkoholu i wchodzenie do wody po jego wypiciu.
Do tragedii prowadzą też inne sytuacje. Jest bardzo gorąco, chcemy szybko się schłodzić i gwałtownie wchodzimy do wody. To gotowy przepis na tragedię.