Odyseusz i Syreny. Fragment antycznej wazy (źródło: wikipedia)
Posłuchaj podcastu Wychowanie plastyczne
Cieszy Cię ten trend?
Olga Śmiechowicz: Zainteresowanie starożytnością zawsze będzie mnie cieszyć. Antyczne narracje mają we współczesnym świecie ogromną konkurencję. Wbrew pozorom, Grecja wcale nie jest aż tak bardzo atrakcyjna z perspektywy współczesnej popkultury. Kojarzy się przede wszystkim z białymi kolumnami, które – jak dziś wiemy – najprawdopodobniej wcale nie były białe, oczywiście ze światem filozofii, teatru i demokracji. Trudno wskazać element, który można byłoby łatwo wypromować i uczynić atrakcyjnym dla szerokiego grona odbiorców. Dlatego każdy pretekst, który pozwala zainteresować współczesną publiczność starożytną Grecją, należy uznać za wartościowy. Pojawia się jednak pytanie, jaki obraz tej rzeczywistości jest nam przekazywany, i co stanowi jego treść. W tym miejscu sprawa staje się znacznie bardziej problematyczna.
A jak wygląda kwestia przekładów Homera, "Iliady" i „Odysei” na język polski? Co polecasz?
Jeśli chodzi o przekłady literatury antycznej na język polski, sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Gdy spojrzymy na rynek anglosaski, mamy do wyboru kilkanaście współczesnych przekładów „Odysei”, przygotowanych według różnych strategii tłumaczeniowych. Każdy może znaleźć coś dla siebie. W Polsce mamy natomiast stosunkowo świeży przekład Roberta Chodkowskiego, który przełożył zarówno „Iliadę”, jak i „Odyseję”. Książki ukazały się kilka lat temu. Dosłownie chwilę temu, w lipcu, nowy przekład "Odysei" wydała Anna Maciejewska.
Próbowałam kupić przekład Chodkowskiego, nakład wyczerpany.
I słusznie, bo to rzeczywiście bardzo dobry przekład: komunikatywny i klarowny w lekturze. Jeżeli sięgniemy po starsze przekłady, choćby te wydawane przez Bibliotekę Narodową, lektura staje się znacznie trudniejsza. Nie chcę powiedzieć, że potrzeba dziesięciu lat, żeby czytać o dziesięcioletniej wojnie trojańskiej, ale są tam fragmenty, które trzeba czytać po kilka razy, żeby je zrozumieć. Tłumacz trzymał się szyków właściwych nie tylko dla języka oryginału, ale również dla kunsztownej poezji.
To prowadzi do pytania: dlaczego właściwie warto dziś czytać Homera? Czy jest to rzeczywiście autor na nasze czasy?
Przede wszystkim trzeba zadać sobie pytanie, co oznacza „na nasze czasy”. Czy to znaczy, że wprowadzamy Iliadę jako obowiązkową lekturę szkolną w liceum? I czego młody człowiek, który przebrnie przez ten utwór, ma się z niego nauczyć? Lektura szkolna powinna być przede wszystkim formą promocji czytelnictwa. Jakie wartości ma jednak przekazywać? Czy chcemy, aby współczesny nastolatek chciał być jak Achilles i myślał: „pójdę zginąć za ojczyznę, nie dożyję starości, bo to bardziej pociągające”? Chyba nie o to chodzi.
To, co teraz powiem, zapewne nie spodoba się filologom klasycznym, ale wynika z tego, jak sama funkcjonuję w świecie starożytności. Jest to przecież bardzo odległa epoka — VIII wiek przed naszą erą. W rzeczywistości, mimo badań, wciąż wiemy o niej stosunkowo niewiele. Dlaczego więc nie spojrzeć na starożytność nieco inaczej? Skoro mamy różnego rodzaju uniwersa — Marvela czy Władcy Pierścieni — to dlaczego nie potraktować starożytności jako swoistego quasi-fantastycznego uniwersum? Przecież wojna trojańska, powroty do domów najprawdopodobniej nie rozegrały się dokładnie tak, jak u Homera.
Nie było żadnego drewnianego konia i podstępu Odysa pod Troją?Kto wie, jak było naprawdę? Podobnie jest z „Władcą Pierścieni” – profesor z Oksfordu stworzył, wykreował własny świat, własne uniwersum. Może jednak warto spojrzeć na historie trojańskie, jak na opowieść o superbohaterach? Wracając jednak do „Iliady” i „Odysei” – nie są to przecież XIX-wieczne powieści realistyczne. Nie przedstawiają wiernego obrazu czasów mykeńskich ani epoki Homera. Wojna trojańska miała przecież rozegrać się około czterystu lat wcześniej. To, co Homer przekazuje przede wszystkim w „Iliadzie”, jest obrazem świata mentalnego. Nie znajdziemy tam prostego podziału na bohaterów pozytywnych i negatywnych. Nie ma przeciwstawienia bohaterskiego Achillesa i tchórzliwego Hektora. Wszyscy są herosami. To świat oparty na określonym systemie wartości i wyobrażeń.
Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy można odczytywać go anachronicznie, dostrzegając kulturę wstydu, toksyczną męskość czy patriarchat. Rola kobiet w „Iliadzie” jest ograniczona – występują przede wszystkim jako niewolnice seksualne albo matki martwiące się o swoich synów. Nie zmienia to jednak faktu, że „Iliada” przedstawia męski świat. Można go dziś krytykować, ale należy pamiętać, że jest świadectwem swojej epoki.
No właśnie, jak to wygląda u Christophera Nolana w filmie "Odyseja"?
W dyskusjach na temat tego filmu, jednym z najczęściej poruszanych wątków stał się sposób przedstawienia kobiet. Warto pamiętać, że film Nolana jest wysokobudżetową produkcją komercyjną, która musi dotrzeć do bardzo szerokiej publiczności i odnieść sukces finansowy. Twórcy starają się więc odpowiadać na zróżnicowane oczekiwania widzów, a producenci kierują się również współczesnymi standardami oraz wymaganiami dotyczącymi reprezentacji określonych grup społecznych. Wydaje się, że Nolan w pewnym stopniu uległ tym uwarunkowaniom. Problem polega jednak na tym, że współczesna wrażliwość, nasze standardy i sposób postrzegania świata zasadniczo różnią się od realiów świata Homera. Nakładanie dzisiejszych oczekiwań na dzieło powstałe w VIII wieku p.n.e. prowadzi do anachronizmów - w filmie Penelopa staje się niemal pierwszą feministką starożytnej Grecji. No, niestety, wygląda to jak typowa próba "odhaczenia" kolejnego punktu na produkcyjnej liście obowiązkowych tematów. Być może można było zrobić to po prostu inteligentniej? Na pewno na takie rzeczy warto patrzeć krytycznie.
To może jeszcze temat, o który podobno często pytasz studentów. Jest ważny, bo w perspektywie historii literatury, homeryckie wątki niesie dalej. Jaki był wpływ tego autora na grecką tragedię?
Był ogromny. Jeśli popatrzymy choćby na spuściznę wielkiej tragediową trójki: Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa, znajdziemy tu naprawdę wiele tekstów, inspirowanych postaciami, wątkami i wydarzeniami z „Iliady”. Oczywiście nie wszystkie te dramaty zachowały się do naszych czasów.
Do końca nie wiemy, dlaczego "Iliada" była tak popularna wśród dramaturgów: czy chodziło o system wartości zapisany w tekście, o jego "pedagogiczność", czy raczej decydowały względy praktyczne i ograniczone wtedy możliwości techniczne teatru? „Odyseja” jest jakby rewersem, jeżeli chodzi o wartości z „Iliady”. To też mogło być ciekawe, ale z perspektywy praktyki wykonawczej, okazało się pewnie zbyt skomplikowane do zrealizowania na scenie.
Cieszy Cię ten trend?
Zainteresowanie starożytnością zawsze będzie mnie cieszyć. Antyczne narracje mają we współczesnym świecie ogromną konkurencję. Wbrew pozorom, Grecja wcale nie jest aż tak bardzo atrakcyjna z perspektywy współczesnej popkultury. Kojarzy się przede wszystkim z białymi kolumnami, które – jak dziś wiemy – najprawdopodobniej wcale nie były białe, oczywiście ze światem filozofii, teatru i demokracji. Trudno wskazać element, który można byłoby łatwo wypromować i uczynić atrakcyjnym dla szerokiego grona odbiorców. Dlatego każdy pretekst, który pozwala zainteresować współczesną publiczność starożytną Grecją, należy uznać za wartościowy. Pojawia się jednak pytanie, jaki obraz tej rzeczywistości jest nam przekazywany, i co stanowi jego treść. W tym miejscu sprawa staje się znacznie bardziej problematyczna.
A jak wygląda kwestia przekładów Homera, "Iliady" i „Odysei” na język polski? Co polecasz?
Jeśli chodzi o przekłady literatury antycznej na język polski, sytuacja nie jest zbyt ciekawa. Gdy spojrzymy na rynek anglosaski, mamy do wyboru kilkanaście współczesnych przekładów „Odysei”, przygotowanych według różnych strategii tłumaczeniowych. Każdy może znaleźć coś dla siebie. W Polsce mamy natomiast stosunkowo świeży przekład Roberta Chodkowskiego, który przełożył zarówno „Iliadę”, jak i „Odyseję”. Książki ukazały się kilka lat temu. Dosłownie chwilę temu, w lipcu, nowy przekład "Odysei" wydała Anna Maciejewska.
Próbowałam kupić przekład Chodkowskiego, nakład wyczerpany.
I słusznie, bo to rzeczywiście bardzo dobry przekład: komunikatywny i klarowny w lekturze. Jeżeli sięgniemy po starsze przekłady, choćby te wydawane przez Bibliotekę Narodową, lektura staje się znacznie trudniejsza. Nie chcę powiedzieć, że potrzeba dziesięciu lat, żeby czytać o dziesięcioletniej wojnie trojańskiej, ale są tam fragmenty, które trzeba czytać po kilka razy, żeby je zrozumieć. Tłumacz trzymał się szyków właściwych nie tylko dla języka oryginału, ale również dla kunsztownej poezji.
To prowadzi do pytania: dlaczego właściwie warto dziś czytać Homera? Czy jest to rzeczywiście autor na nasze czasy?
Przede wszystkim trzeba zadać sobie pytanie, co oznacza „na nasze czasy”. Czy to znaczy, że wprowadzamy Iliadę jako obowiązkową lekturę szkolną w liceum? I czego młody człowiek, który przebrnie przez ten utwór, ma się z niego nauczyć? Lektura szkolna powinna być przede wszystkim formą promocji czytelnictwa. Jakie wartości ma jednak przekazywać? Czy chcemy, aby współczesny nastolatek chciał być jak Achilles i myślał: „pójdę zginąć za ojczyznę, nie dożyję starości, bo to bardziej pociągające”? Chyba nie o to chodzi.
To, co teraz powiem, zapewne nie spodoba się filologom klasycznym, ale wynika z tego, jak sama funkcjonuję w świecie starożytności. Jest to przecież bardzo odległa epoka — VIII wiek przed naszą erą. W rzeczywistości, mimo badań, wciąż wiemy o niej stosunkowo niewiele. Dlaczego więc nie spojrzeć na starożytność nieco inaczej? Skoro mamy różnego rodzaju uniwersa — Marvela czy Władcy Pierścieni — to dlaczego nie potraktować starożytności jako swoistego quasi-fantastycznego uniwersum? Przecież wojna trojańska, powroty do domów najprawdopodobniej nie rozegrały się dokładnie tak, jak u Homera.
Nie było żadnego drewnianego konia i podstępu Odysa pod Troją?
Kto wie, jak było naprawdę? Podobnie jest z „Władcą Pierścieni” – profesor z Oksfordu stworzył, wykreował własny świat, własne uniwersum. Może jednak warto spojrzeć na historie trojańskie, jak na opowieść o superbohaterach? Wracając jednak do „Iliady” i „Odysei” – nie są to przecież XIX-wieczne powieści realistyczne. Nie przedstawiają wiernego obrazu czasów mykeńskich ani epoki Homera. Wojna trojańska miała przecież rozegrać się około czterystu lat wcześniej. To, co Homer przekazuje przede wszystkim w „Iliadzie”, jest obrazem świata mentalnego. Nie znajdziemy tam prostego podziału na bohaterów pozytywnych i negatywnych. Nie ma przeciwstawienia bohaterskiego Achillesa i tchórzliwego Hektora. Wszyscy są herosami. To świat oparty na określonym systemie wartości i wyobrażeń.
Oczywiście, z dzisiejszej perspektywy można odczytywać go anachronicznie, dostrzegając kulturę wstydu, toksyczną męskość czy patriarchat. Rola kobiet w „Iliadzie” jest ograniczona – występują przede wszystkim jako niewolnice seksualne albo matki martwiące się o swoich synów. Nie zmienia to jednak faktu, że „Iliada” przedstawia męski świat. Można go dziś krytykować, ale należy pamiętać, że jest świadectwem swojej epoki.
No właśnie, jak to wygląda u Christophera Nolana w filmie "Odyseja"?
W dyskusjach na temat tego filmu, jednym z najczęściej poruszanych wątków stał się sposób przedstawienia kobiet. Warto pamiętać, że film Nolana jest wysokobudżetową produkcją komercyjną, która musi dotrzeć do bardzo szerokiej publiczności i odnieść sukces finansowy. Twórcy starają się więc odpowiadać na zróżnicowane oczekiwania widzów, a producenci kierują się również współczesnymi standardami oraz wymaganiami dotyczącymi reprezentacji określonych grup społecznych. Wydaje się, że Nolan w pewnym stopniu uległ tym uwarunkowaniom. Problem polega jednak na tym, że współczesna wrażliwość, nasze standardy i sposób postrzegania świata zasadniczo różnią się od realiów świata Homera. Nakładanie dzisiejszych oczekiwań na dzieło powstałe w VIII wieku p.n.e. prowadzi do anachronizmów - w filmie Penelopa staje się niemal pierwszą feministką starożytnej Grecji. No, niestety, wygląda to jak typowa próba "odhaczenia" kolejnego punktu na produkcyjnej liście obowiązkowych tematów. Być może można było zrobić to po prostu inteligentniej? Na pewno na takie rzeczy warto patrzeć krytycznie.
To może jeszcze temat, o który podobno często pytasz studentów. Jest ważny, bo w perspektywie historii literatury, homeryckie wątki niesie dalej. Jaki był wpływ tego autora na grecką tragedię?
Był ogromny. Jeśli popatrzymy choćby na spuściznę wielkiej tragediową trójki: Ajschylosa, Sofoklesa i Eurypidesa, znajdziemy tu naprawdę wiele tekstów, inspirowanych postaciami, wątkami i wydarzeniami z „Iliady”. Oczywiście nie wszystkie te dramaty zachowały się do naszych czasów.
Do końca nie wiemy, dlaczego "Iliada" była tak popularna wśród dramaturgów: czy chodziło o system wartości zapisany w tekście, o jego "pedagogiczność", czy raczej decydowały względy praktyczne i ograniczone wtedy możliwości techniczne teatru? „Odyseja” jest jakby rewersem, jeżeli chodzi o wartości z „Iliady”. To też mogło być ciekawe, ale z perspektywy praktyki wykonawczej, okazało się pewnie zbyt skomplikowane do zrealizowania na scenie.