Widzimy rezultat, nie widzimy kosztu
Jeszcze kilkanaście lat temu informacje o tym, co dzieje się w karierach naszych znajomych, docierały do nas stosunkowo rzadko. Dowiadywaliśmy się o awansach, zmianach pracy czy sukcesach podczas spotkań towarzyskich, rozmów telefonicznych albo okazjonalnych spotkań absolwentów. Wystarczy otworzyć popularne aplikacje w mediach społecznościowych, by zobaczyć, że ktoś został menedżerem, ktoś inny właśnie zmienił firmę, a kolejna osoba poinformowała, że rozpoczęła studia. Jeszcze ktoś inny właśnie ogłosił, że po kilkunastu latach pracy w korporacji rozpoczął własny biznes. Dla osoby, która jest mniej więcej w tym samym wieku, pracuje na podobnym stanowisku i właśnie przeżywa zawodowy zastój, taki strumień informacji może być bardzo silnym bodźcem do porównywania się.
Szczególnie mocno dotyczy to osób między 25. a 34. rokiem życia. To właśnie wtedy wiele osób intensywnie buduje swoją pozycję zawodową. Kończą studia, zdobywają pierwsze doświadczenia, zmieniają firmy, specjalizują się, próbują awansować. Jeden z największych problemów z zawodowym obrazem świata w social mediach polega na tym, że jest on selektywny. Media społecznościowe premiują sukces. Znacznie rzadziej pokazujemy tam nieudane rozmowy rekrutacyjne, odrzucone CV, konflikt z szefem, stres przed prezentacją, nadgodziny, zmęczenie, problemy ze znalezieniem klientów czy miesiące spędzone na nauce.
Widzimy sam rezultat, nie widząc kosztu i wysiłku, jaki dana osoba ponosi. Ten obraz jest nierealistyczny i może budzić w nas poczucie, że mamy gorzej – mówi Agnieszka Sławska.
Pokolenie, które nie chce już tylko pensji
Wpływ mediów społecznościowych nakłada się na jeszcze jedną zmianę. Młodzi pracownicy mają dziś bardzo wysokie i jednocześnie bardzo różnorodne oczekiwania wobec pracy. Chcą dobrze zarabiać, rozwijać się, mieć poczucie sensu, pracować w dobrej atmosferze i zachować życie prywatne. Problem w tym, że te oczekiwania nie zawsze łatwo pogodzić. Media społecznościowe mogą jednak sprawić, że zaczynamy wierzyć, iż wszystkie te elementy da się połączyć bez większych kosztów. Prawdziwe życie zawodowe zazwyczaj jest bardziej skomplikowane.
Nie widzimy całej trudnej części. Rozmów z klientami, zabiegania o klientów, rozmów z przełożonymi czy pracownikami – dodaje.
Dlatego media społecznościowe mogą pompować oczekiwania, które później zderzają się z rzeczywistością. Jednym z najbardziej charakterystycznych paradoksów współczesnego rynku pracy jest oczekiwanie jednocześnie bardzo wysokich zarobków i bardzo dużej równowagi między pracą a życiem prywatnym. Oczywiście można znaleźć stanowiska, które oferują jedno i drugie. Nie jest jednak tak, że zawsze jest to standard. Szczególnie w okresie budowania pozycji zawodowej rozwój może wymagać dodatkowego wysiłku.
Przez lata rekrutacja była sytuacją, w której przede wszystkim pracodawca oceniał kandydata. Kandydat miał znacznie mniej informacji o tym, co dzieje się po drugiej stronie stołu. Dzisiaj to częściowo się zmieniło. Kandydat może przeczytać opinie o firmie. Może sprawdzić, jak długo pracują w niej poszczególne osoby. Może zobaczyć, jak firma komunikuje się z pracownikami. Może poszukać informacji o zmianach organizacyjnych. Może nawet napisać bezpośrednio do osoby, która pracuje w interesującym go dziale.
Ten dostęp do wiedzy jest teraz na rynku pracy bardzo istotny – mówi.
To szczególnie ważne w sytuacji, kiedy zmiana pracy oznacza rezygnację ze stabilnej umowy na czas nieokreślony. Nowy pracodawca może świetnie wyglądać podczas rozmowy rekrutacyjnej. Może obiecywać rozwój, atmosferę i benefity, ale kandydat chce dziś wiedzieć także, co wydarzy się za pół roku.