Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Rafała Nowaka-Bończy z Aleksandrą Karasińską.
Kongres Kobiet po raz pierwszy odbywa się w Krakowie.
- Tak się złożyło, że przez osiemnaście lat działalności Kongresu Kobiet Kraków, miasto Kraków, po raz pierwszy zaprosiło aktywistki i matki założycielki właśnie tutaj.
Prezydent Jacek Majchrowski nie był wcześniej szczególnie przychylny tej inicjatywie?
- Nie chcę rzucać żadnych oskarżeń ani podejrzeń w kierunku pana prezydenta Majchrowskiego. Zakładam, że lubi kobiety i wspiera równość albo robił to. Natomiast teraz miasto przychylnie spojrzało na naszą propozycję i bardzo się cieszymy, że jesteśmy w Krakowie. Mamy nadzieję, że i krakowianki, i krakowianie przyjdą jutro na Kongres Kobiet.
"To jest poczucie, ale można je mierzyć w badaniach"
Po co organizują panie ten kongres? 18 czy 20 lat temu taka potrzeba wydawała się oczywista. Wystarczy popatrzeć na filmy z lat 80., 90., a nawet z początku tego wieku, żeby zobaczyć, jak wyglądała tam pozycja kobiety. Dzisiaj naprawdę bije to po oczach, nawet w telenowelach czy filmach fabularnych. Ale czy nadal jest tak, że kobiety czują się dyskryminowane, traktowane gorzej? Czy dalej potrzebna jest walka o równe prawa kobiet, czy tę równość już mamy?
- Nie tylko kobiety w Polsce czują się dyskryminowane, bo samo poczucie trudno mierzyć. My to jednak widzimy w danych, i to w dużych danych. Jeżeli patrzymy na dane Unii Europejskiej, na kwestie dotyczące przemocy wobec kobiet, czyli po prostu statystyki dotyczące przemocy, jeżeli patrzymy na to, jak duża jest przemoc cyfrowa, jeżeli patrzymy na lukę płacową, na dostęp kobiet do najwyższych stanowisk politycznych i biznesowych (tam, gdzie są władza i pieniądze), to kobiet wciąż tam nie ma.
Nie mówiąc już o codziennej dyskryminacji - seksizmie, uprzedzeniach, które sprawiają, że dziewczyny, studentki, uczennice mają po prostu gorzej i pod górkę. To jest to poczucie, ale można je zmierzyć w badaniach. Dowody są.
Co ciekawe, weszliśmy w okres cofki, czyli backlashu praw kobiet. Profesor Magdalena Środa nazywa to właśnie „cofką”, czyli cofaniem się praw kobiet. Obserwujemy to od paru lat na całym świecie. Nie tylko w Afganistanie, Iraku czy Iranie, ale też w Ameryce. Bardzo wyraźnie było to widać od pierwszej kadencji Donalda Trumpa, kiedy cofnięto prawo do aborcji wynikające ze sprawy Roe przeciwko Wade.
Widzimy to też w Polsce. Po ośmiu latach rządów prawicy Polki mają najgorsze prawa reprodukcyjne, te dotyczące swojego zdrowia i życia (oprócz niewielkiej Malty). Spośród dużych krajów europejskich Polki są więc w najgorszej sytuacji.
Zawsze jest jakieś „ale”. Z drugiej strony można powiedzieć, że kobiety w Polsce i na świecie żyją o wiele dłużej niż mężczyźni. Mają znacznie lepszy dostęp do opieki zdrowotnej - do ginekologa idą bez skierowania. Mężczyzna, jeśli chce iść na przykład do proktologa na NFZ, musi dostać skierowanie. Po trzecie, i to już jest polska specyfika, przynajmniej w Unii Europejskiej, kobiety przechodzą na emeryturę pięć lat wcześniej niż mężczyźni, chociaż żyją o wiele dłużej.
- To są argumenty ruchów maskulinistycznych, które mówią: „No ale mężczyźni, nie zapominajmy o mężczyznach”. Ja na to odpowiadam: kto ten świat tak urządził? Kto zarządził wcześniejszą emeryturę dla kobiet? Otóż były to w 1954 roku władze komunistyczne, w pełni męskie. To mężczyźni tak właśnie zarządzili i ten świat tak urządzili.
Równy wiek emerytalny?
Czy Kongres Kobiet postuluje zrównanie wieku emerytalnego?
- Mogę mówić za siebie, jako Aleksandra Karasińska. Uważam, że trzeba powoli wyrównywać wiek emerytalny. Dlaczego? Dlatego, że tak naprawdę obecne rozwiązanie jest finansową dyskryminacją kobiet. Profesor Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH od lat prowadzi długoterminowe badania na dużych grupach populacji i pokazuje, że wcześniejsza emerytura powoduje, iż grupą najbardziej zagrożoną ubóstwem, prawdziwym ubóstwem w Polsce, są starsze kobiety.
Dlaczego? Bo dłużej żyjemy i mniej zarabiamy. Wszystkie dyskryminacje ekonomiczne zaczynają się właściwie już zaraz po podjęciu pracy. Jest luka płacowa. potem przychodzi urlop macierzyński, dzieci chorują. Często kobiety po prostu są opiekunkami, za co nie dostają żadnego wynagrodzenia, tylko zajmują się rodziną. To jest tak zwana niepłatna praca kobiet.
To wszystko, razem z wcześniejszą emeryturą, kumuluje się i na starość właśnie tą grupą najbardziej zagrożoną ubóstwem są kobiety. Więc z tego powodu ekonomicznego uważam, że wiek emerytalny powinno się wyrównać.
Ale kiedy ponad dziesięć lat temu poprzedni rząd Donalda Tuska wprowadzał bardzo stopniowe, delikatne wyrównywanie wieku emerytalnego, to w jakiej grupie społecznej podniosło się larum? Protestowały kobiety. I między innymi przez to ówczesna Platforma przegrała wybory. To był jeden z bardzo ważnych powodów.
- To prawda. Nie ma zgody społecznej, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, na wyrównanie wieku emerytalnego.
Głównie kobiet.
- Tak, ale dlatego, że brakuje nam dyskusji społecznej na ten temat. I bardzo dobrze, że o tym rozmawiamy. Trzeba również uświadamiać kobiety, że wcześniejsza emerytura to nie jest prezent od rządu. Rząd PiS też dał kolejny „prezent”, pogłębiając jeszcze tę lukę. Musimy więc mówić, że to nie jest dobry wujek, który daje wcześniejszą emeryturę, tylko że wcześniejsza emerytura oznacza mniej pieniędzy.
Tak naprawdę dzisiaj w Polsce bardzo potrzebujemy, żeby kobiety i mężczyźni dłużej pracowali, bo mamy starzejące się społeczeństwo, mamy taką demografię. I z tym nic nie można zrobić.
Trzeba więc namawiać seniorów, żeby podejmowali pracę, nawet na pół etatu, nawet na ćwierć etatu, ale żeby byli aktywni. Bo to nie tylko jest opłacalne dla państwa. To też dobre dla każdego człowieka - bycie aktywnym, spotykanie się z ludźmi, a nie siedzenie samemu w domu. Można nadal wykorzystywać swój potencjał, talent i doświadczenie w pracy.
Co nie zmienia faktu, że po tym, co stało się osiem, 10 czy 12 lat temu, żaden rząd w Polsce już do tego nie wróci.
- Politycy się tego tematu boją. Dziennikarze, naukowcy, aktywiści społeczni powinni ten temat podejmować.
Nie wyważać otwartych drzwi
To właśnie kobiety powinny go podejmować, bo mężczyźni nie mogą tego zrobić za nie. Może głównym tematem, hasłem przyszłorocznego Kongresu Kobiet powinien być równy wiek emerytalny?
- Ten temat jest obecny. Mamy całe centrum ekonomiczne, mamy centrum przywództwa i te dyskusje się toczą. Ale oczywiście myślę, że potrzeba głębszej debaty, również politycznej. I dzisiaj nie widzę na polskiej scenie politycznej partii, nawet na lewicy, która podjęłaby ten temat.
Tymczasem tematów, które mają państwo poruszać przez te dwa dni, jest tak dużo, że nie wiem, czy na każdy wystarczy nawet pół godziny.
- Co roku tak jest. Na kongres przyjeżdża kilka tysięcy kobiet. I to bardzo różnych kobiet, bo przyjeżdżają sołtyski, przyjeżdżają koła gospodyń wiejskich, przyjeżdżają rady kobiet, różne lokalne fora i organizacje kobiece. Lokalne liderki, które bardzo serdecznie pozdrawiam, ale też naukowczynie, intelektualistki, dziennikarki, artystki. One po prostu gromadzą się w poszczególnych centrach i tam dyskutują o swoich sprawach.
Myślę, że to jest wielka zaleta Kongresu, który jest inicjatywą społeczną. Kongres jest za darmo. Każdy może się zarejestrować, przyjść, posłuchać czy wziąć udział w debatach, a przede wszystkim spotkać się. Chodzi o to, żeby uczyć się od siebie nawzajem, żeby nie wyważać otwartych drzwi, bo może jakaś lokalna organizacja już pewne rzeczy zrobiła i pewną drogę przeszła.
Te kobiety są różne, więc tematów jest bardzo dużo. A tematy generują właśnie oddolnie lokalne kongresy kobiet. Ogólnopolski Kongres, który w tym roku odbywa się w Krakowie, daje więc przestrzeń, platformę dla bardzo różnych kobiet z Polski i zagranicy, żeby były ze sobą chociaż raz w roku przez dwa dni.
Może właśnie to jest głównym celem tych kongresów, a nie tylko szeroko rozumiana walka o prawa kobiet i walka z dyskryminacją? Żeby po prostu się spotkać, nawiązać kontakt i mieć do kogo odezwać się przez kolejne 12 miesięcy?
- Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Walka o prawa kobiet oraz wzajemne spotykanie się, dyskutowanie i wzmacnianie się. Wręcz przeciwnie, po to właśnie jest Kongres. Chcę zresztą powiedzieć, że Kongres Kobiet przez 18 lat odniósł kilka bardzo znaczących sukcesów, które zmieniły życie kobiet w Polsce. Jednym z nich była ustawa o kwotach na listach wyborczych. Dzięki Kongresowi od 2011 roku mamy 35 procent kobiet na listach wyborczych. Kongres Kobiet wprowadził ten temat i lobbował za tym rozwiązaniem.
Kongres lobbował także za ustawą żłobkową. Dzięki temu zmieniło się prawo i można łatwiej otworzyć żłobek. Przekonaliśmy polityków, że również w ich interesie jest to, żeby kobiety mogły pracować. Bardzo ważnym osiągnięciem Kongresu jest lobbowanie za przyjęciem międzynarodowych regulacji dotyczących przemocy wobec kobiet.
Teraz kolejnym sukcesem jest wprowadzenie dyrektywy Women on Boards, czyli dotyczącej kobiet w zarządach. To również są kwoty. Polski rząd właśnie tę dyrektywę przyjął. Nie można zapominać, że Kongres przez 18 lat bardzo mocno kształtuje zarówno życie społeczne, jak i polityczne w Polsce.
19 milionów kobiet
Wspomniała pani o kwotach na listach wyborczych. Może powinniśmy pójść dalej? Może powinien być parytet: 50 procent kobiet i 50 procent mężczyzn, ale nie już tylko na listach, lecz na przykład w Sejmie?
- Myślę, że na listach. I tego właśnie się domagamy. To jest jeden z naszych postulatów. W Polsce jest 19 milionów kobiet. Myślę, że skoro jesteśmy połową społeczeństwa, to powinnyśmy mieć połowę wpływu, połowę szans, połowę możliwości, ale też połowę władzy. I tego właśnie domaga się Kongres Kobiet.
Kongres Kobiet odbywa się w Krakowie w ICE. Czy każdy może przyjść?
- Absolutnie każdy. Wystarczy się zarejestrować albo po prostu podejść do recepcji i zarejestrować się na miejscu. Serdecznie wszystkich zapraszam. Przyjdźcie z mamą, z siostrą, z sąsiadką, z chłopakiem, z mężem, z dziećmi. Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich na Kongres Kobiet do Krakowa.