„Wchodzę w to jeszcze raz”
Motocykle pojawiły się w życiu Jana Folgi jeszcze przed wyjazdem za ocean. W Polsce zdobył medal mistrzostw kraju i otrzymał powołanie do kadry narodowej w rajdach enduro. Na trzecim roku studiów postanowił jednak przerwać naukę i wyjechać do Kanady. Chciał sprawdzić się w miejscu, gdzie sporty motocyklowe mają znacznie większe zaplecze i możliwości rozwoju. Szybko zaczął odnosić sukcesy, a rywale nadali mu przydomek „The Polish Nightmare”.
Pojawiłem się trochę znikąd i zacząłem wygrywać w czołowych klasach. Nie mówiłem jeszcze zbyt płynnie po angielsku, więc trochę odstawałem, ale trzymałem gaz i musieli się ze mną liczyć.
Za sportową przygodą szły również kontuzje i pobyty w szpitalu, szczególnie trudne podczas życia za oceanem, z dala od domu i codziennego wsparcia bliskich. Folga wielokrotnie ulegał wypadkom, a sport motorowy zabrał również kilku jego przyjaciół. Mimo tych doświadczeń nie żałuje lat spędzonych na motocyklu. Najważniejsze pozostają dla niego emocje związane z jazdą, których – jak mówi – nie da się zastąpić żadnym innym sportem.
Jakby ktoś mnie pyta, czy pomimo tego, że jeżdżę teraz na wózku inwalidzkim, zdecydowałbym się jeszcze raz jeździć na motocyklu, to mówię, że wchodzę w to 100%. Te lata, które dostałem, ścigając się na motocyklach, były najwspanialsze.
Prawie sześć lat temu, podczas testowania nowego motocykla Kanadzie, Folga uległ poważnemu wypadkowi. Złamał kręgosłup i uszkodził rdzeń kręgowy, czego konsekwencją jest paraliż dolnej części ciała. Po wypadku znalazł się za wzniesieniem, przez co pozostałe osoby go nie słyszały. Na pomoc czekał około pół godziny. – Przyjmuję konsekwencje tego wypadku, bo to ja przez wiele lat trzymałem kierownicę w rękach, to ja otwierałem gaz i to ja czerpałem ogromną frajdę z jazdy – mówi.