Dmitrij Miedwiediew, znany z ostrego języka, zamieścił listę firm opublikowaną przez rosyjski resort obrony na swoim profilu internetowym i napisał: „To, kiedy ataki staną się rzeczywistością, zależy od dalszego rozwoju sytuacji. Śpijcie spokojnie, europejscy partnerzy”. Zastanawiam się, czy to jest taka stara radziecka metoda zastraszania.
Miedwiediew jest znany również ze skłonności do nadużywania alkoholu. A im bardziej tego alkoholu nadużywa, tym bardziej buńczuczne są jego wypowiedzi. W tej skomplikowanej siatce rosyjskiej propagandy pełni funkcję takiego zagończyka, który mówi to, czego Putinowi, Pieskowowi albo Ławrowowi nie wypada powiedzieć wprost.
Więc owszem, należy traktować ten sygnał poważnie, tak jak poważna jest sytuacja. Trwa wojna pomiędzy Ukrainą a Rosją, trwa wojna, w której jesteśmy sojusznikami Ukrainy. W związku z tym nic dziwnego, że Rosjanie próbują wykorzystywać - i nie pierwszy raz zresztą, bo to przecież nie jest początek - narzędzia terroru i zastraszania, które dotykają nie tylko Ukraińców, ale również Polaków.
Bardzo mocno zareagowała także Unia, która odpowiedziała, że nie da się zastraszyć i dalej będzie pomagać Ukrainie, a Rosja powinna zająć się upadającą gospodarką, zamiast siać terror. To dość mocna reakcja. Narracja także po stronie Brukseli się wzmacnia?
Cieszy to, że Bruksela nie schodzi z obranego w 2022 roku kursu i pewnie wybory na Węgrzech sprawią, że ten kurs będzie trochę łatwiej kontynuować. I nie daje się zastraszyć osobnikom w rodzaju Miedwiediewa. Ja tylko dodam, że à propos tych pogróżek - one nie są czcze, rzecz jasna. Przypomnę, że jakiś czas temu do mediów przedostały się informacje o tym, że celem zamachu miał być szef niemieckiego koncernu Rheinmetall. Więc Rosjanie potrafią takie rzeczy robić. Polska też była areną i pewnie będzie areną ataków terrorystycznych. To nie oznacza jednak, że powinniśmy stulić uszy po sobie i powiedzieć: dobrze, to w takim razie robimy krok w tył i niech Ukraińcy radzą sobie sami.
Jednak sama Rosja podejmuje odpowiednie kroki. Wielokrotnie podkreślali, iż są zmuszeni np. do zwiększenia obecności przy granicach państw bałtyckich. I to się dzieje, jeśli chodzi o wojsko, bez względu na wojnę w Ukrainie. Eksperci twierdzą, że w ciągu trzech, może pięciu lat mogą zbudować tam dość pokaźny przyczółek. Co my mamy na ten temat myśleć?
Trzeba się przygotować, biorąc pod uwagę bardzo różne scenariusze. Niestety, jak się jedzie do Wilna, to widać wyraźnie, że na przesmyku suwalskim rosyjska propaganda i zagrożenie ze strony Rosji już wywołały spodziewany przez Rosjan efekt. Przesmyk suwalski od strony litewskiej pustoszeje. W znaczący sposób spadły ceny nieruchomości, ludzi jest tam jeszcze mniej niż wcześniej, więc niczego nie możemy tutaj wykluczyć.
Ale z drugiej strony trzeba wskazać na to, że Unia Europejska i NATO nie pozostają bierne. Jeśli jedzie się po wschodniej flance NATO i Unii Europejskiej, to widać wyraźnie, że są takie miejsca, w których przygotowania trwają. Najlepszym przykładem jest Finlandia, w której wybudowano np. kilkukilometrową ścianę w lesie, która ma spowolnić ewentualne uderzenie Rosjan. Dużo dzieje się na granicy polsko-białoruskiej, dużo dzieje się na granicy polsko-rosyjskiej.
Mam nadzieję, że nasze służby poważnie potraktują postulaty - i tu uwaga - ekologów i specjalistów od ochrony przyrody. To postulaty, które zostały wzięte pod uwagę w Finlandii od początku, od momentu wybuchu wojny. Do Ministerstwa Obrony Narodowej w Polsce przychodzili specjaliści od bagien i torfowisk, którzy mówili, że mamy idealny moment, żeby pożenić ochronę środowiska z obronnością. Jeśli zalejemy dużą część obszarów, które z natury są bagienne, na granicy Polski i Rosji oraz Polski i Białorusi, to uzyskamy dodatkową barierę przed potencjalną ofensywą.
Dużo dzieje się też na Litwie, ale to są akurat działania, które mają charakter raczej nastawiony na przeczekanie. Możemy Litwinom pozazdrościć tego, w jaki sposób podeszli do obrony cywilnej i do doktryny skierowanej na przetrwanie. Litwini budują sieć schronów, budują sieć miejsc, w których dostępna będzie woda, konserwy i podstawowe środki higieniczne po to, żeby przetrwać czas konieczny do przybycia wojsk NATO.
I w końcu ostatnia rzecz: żaden z tych krajów, które wymieniliśmy - czy to będzie Finlandia, Litwa, Polska czy Łotwa - nie poradzi sobie bez wsparcia. Dlatego bardzo ważne jest to, co dzieje się na poziomie brukselskim, głównie za sprawą komisarza ds. obrony Andriusa Kubiliusa. Trwają np. prace dotyczące militarnego Schengen. Dzięki temu czas transportu wojsk natowskich z dowolnego punktu na terenie NATO czy Unii Europejskiej do miejsca, gdzie rozpoczyna się ofensywa rosyjska, ma zostać skrócony. W tym momencie procedury są tak skomplikowane, że transport wojsk z Hiszpanii na granicę polsko-białoruską, gdybyśmy chcieli go przeprowadzać lege artis, mógłby trwać nawet czterdzieści dni.
Rosja wprowadziła także kluczowe zmiany w swoim ustawodawstwie, które rozszerzają podstawy do interwencji wojskowej poza granicami kraju pod pretekstem ochrony swoich obywateli. Nie jest to dobry sygnał dla całego świata, ale być może jest to na użytek wewnętrzny.
Powiedziałbym tak: każdy reżim ma to do siebie, że lubi sprawiać wrażenie legalistycznego. Wszystko, co robi zbrodniczy reżim rosyjski w Ukrainie, ma bardzo mocne umocowanie prawne - rosyjskie. Podobnie zresztą jak było przed wybuchem II wojny światowej, a nawet po jej wybuchu. Wszystko, co robił reżim nazistowski, wszystko, co robili naziści, było obudowane skomplikowaną aparaturą prawną. W związku z tym bardzo często jest tak, że nawet jeśli dochodzi do ludobójstwa, do zbrodni wojennej, do bestialskiego wtargnięcia na teren sąsiedniego kraju, to jest to obudowane odpowiednią ramą prawną. Każdy satrapa, każdy car, każdy przestępca wojenny lubi mieć podkładkę prawną.
A jak wyglądają rozmowy pokojowe Rosji z Ukrainą? Czy już cały świat patrzy tylko na Bliski Wschód?
Cały świat patrzy na Bliski Wschód i te rozmowy, jeśli trwają, to trwają pełzająco. Po pierwsze zostały zepchnięte w cień i rzeczywiście znajdują się w cieniu rozmów pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi oraz Iranem i Libanem. Warto wspomnieć, że to są dwa równie istotne kierunki. Ale jednocześnie mam nadzieję, że Stany Zjednoczone zdały sobie sprawę z tego, że rozmowy prowadzone przez Rosjan są kompletnie bezprzedmiotowe, ponieważ Rosjanie pokoju nie chcą.
Péter Magyar deklarował, że odblokuje pieniądze dla Ukrainy po wygranych wyborach swojej partii TISZA, a chodzi przecież o niebagatelną kwotę 90 miliardów dolarów - czy tak się stanie?
Myślę, że tak się stanie, ale jest coś jeszcze. Umyka nam, że Węgry uniemożliwiały nie tylko odblokowanie tej pożyczki, ale blokowały również postęp w negocjacjach akcesyjnych Ukrainy, która chce być częścią Unii Europejskiej. Istnieje szansa, że w tej chwili te negocjacje - które, nie ukrywam, są trudne - potoczą się szybciej.
Gościem Radia Kraków był Michał Olszewski, szef działu zagranicznego „Gazety Wyborczej”.