Wieczorem mecz otwarcia
Wieczorny (godz. 21) mecz współgospodarzy Meksyku z reprezentacją RPA otworzy 23. edycję mistrzostw świata w piłce nożnej. W turnieju, który odbywać się będzie też w USA i Kanadzie i potrwa do 19 lipca, bierze udział 48 drużyn.
Do 2022 roku Meksyk zasłynął siedmioma kolejnymi awansami do 1/8 finału. Jego passę w Katarze przerwała Polska, która zajęła drugie miejsce w grupie, za Argentyną. Z kolei RPA wraca na mundial po 16-letniej przerwie. W 2010 roku została pierwszym w historii gospodarzem, który odpadł z turnieju w fazie grupowej. 12 lat później dołączył do niej Katar.
Na godzinę 4 czasu polskiego zaplanowano drugie spotkanie grupy A, w którym zmierzą się Korea Południowa i Czechy.
W sumie w trzech krajach Ameryki Północnej rozegrane zostaną 104 spotkania. Finał zaplanowano na 19 lipca w East Rutherford koło Nowego Jorku.
Zapis rozmowy Marcina Ryszki z Januszem Michalikiem
Nadchodzący mundial budzi skrajne emocje, m.in. przez ceny biletów czy geopolitykę. Czy grożą nam mecze przy pustych trybunach?
- Mam nadzieję, że nie, ale wiadomo – ta atmosfera jest, jaka jest, jeśli chodzi o całą politykę, działania FIFA i to, ile kosztują bilety. Mówi się o tym często, że to nie są mistrzostwa dostępne dla wszystkich, bo ceny są naprawdę kosmiczne. Wszyscy mają jeszcze nadzieję, że w tych ostatnich dniach ceny biletów trochę spadną, ale w dalszym ciągu to jest droga impreza.
Ciężko mi powiedzieć, bo to są duże stadiony. Smak na mistrzostwa chyba jednak jest, skoro wczoraj na meczu Argentyny było około 80 tysięcy ludzi. Miejmy nadzieję, że – jak to na Mistrzostwach Świata, które przeważnie są wielką imprezą – będą pełne trybuny. Trzeba się jednak liczyć z tym, że to są 104 mecze, więc tych spotkań jest dużo więcej. Nie zdziwiłbym się, gdyby w niektórych miejscach stadiony były puste. Sami Amerykanie – nie sprawdziłem tego do końca, ale jeszcze parę dni temu nie mieli sprzedanego pierwszego meczu z Paragwajem, a mówimy o jednym z gospodarzy. Wiem też, że Kanadyjczycy mieli jakieś problemy ze sprzedażą biletów na swoją drużynę.
Wyjechał Pan do USA jako nastolatek i pamięta Pan mundial z 1994 roku. Jak przez te 32 lata zmienił się tam odbiór piłki nożnej? I jak w końcu na nią mówić: futbol czy soccer?
U nas mówi się soccer, ale też dużo ludzi mówi football. Mamy w Ameryce tyle różnych nacji, że każdy ma tam swoje przyzwyczajenia i coraz częściej sami Amerykanie używają słowa football. Oglądając mecze różnych lig na świecie, widać, że tych kibiców przybywa i jest ruch na meczach.
Ja pamiętam, że wtedy w telewizji nie było w sumie żadnej ligi. Często mówię w wywiadach, że my jako drużyna amerykańska chodziliśmy do barów, żeby oglądać jakieś ważne mecze, jak Liga Mistrzów, albo po prostu żeby zobaczyć rywali, z którymi przyjdzie nam grać. Teraz jest zupełnie inaczej. Liga zawodowa istnieje już 30 lat, więc odbiór piłki ogólnie jest zupełnie inny niż w 1994 roku.
Komu będzie Pan kibicował i co realnie może ugrać reprezentacja Stanów Zjednoczonych? Czy sukces gospodarzy nakręci jeszcze większy boom na ten sport?
Na pewno, bo Amerykanie lubią zwycięzców – tam liczy się tylko zwycięstwo. Realnie mówiąc – jako były piłkarz, a teraz osoba pracująca w tym sporcie – uważam, że wyjście z grupy jest najważniejsze. Na tych mistrzostwach jest o to dosyć łatwo, bo więcej drużyn wychodzi z grupy, niż jedzie do domu.
Każdy tam mówi o ćwierćfinałach, ale to się tak łatwo mówi. Trzeba patrzeć realnie. Wiemy, że nawet wielkie drużyny – te, które miały przez lata dużo lepsze wyniki niż Amerykanie – będą miały z tym problem. Niby mówi się „ćwierćfinał”, ale ja zawsze powtarzam – czy to jest Ameryka, czy Polska – pierwszy krok to wyjść z grupy. Później to jest jeden mecz i dużo można zdziałać.
Żyjemy w niespokojnych czasach, głośno jest chociażby o napięciach na linii USA–Iran. Czy w amerykańskich mediach sportowych wątki polityczne mocno przeplatają się z turniejem?
O tym się mówi, ale raczej sport jest oddzielny. Ja na przykład w swojej telewizji, w ESPN, o tym nie mówię. Rozmawiamy o piłce. Nikt z nas nie chce o tym mówić, bo w sumie powinniśmy być ekspertami piłkarskimi, a nie politycznymi. Czasami człowiek może powiedzieć coś głupiego, nie znając się na temacie, więc trzeba uważać. Na pewno w stacjach typu CNN mówi się o tym, że idą Mistrzostwa Świata i przy tej okazji wspomina się czasem o wizach, ale jeśli chodzi o programy sportowe, to nie porusza się tego tematu.
Kiedyś w mundialu grało 16 drużyn, potem 32, a teraz aż 48. Podoba się Panu ta decyzja FIFA, czy to już maszynka do robienia pieniędzy kosztem poziomu sportowego?
Powiem panu, że to ma dwie strony medalu. Ktoś mnie już o to pytał i tak się zastanawiałem, czy zmieniłem zdanie. Oczywiście piłkarsko zawsze chcemy mieć najlepsze drużyny na świecie, bo wtedy te mecze są inne niż te, które siłą rzeczy będą słabsze.
Ale z drugiej strony może być jakaś bardzo fajna niespodzianka. Dużo się mówi o Haiti, które w 1974 roku pokonaliśmy 7:0, a dzisiaj to jest zupełnie inna drużyna, która naprawdę może sprawić jakąś małą niespodziankę w swojej grupie, wygrywając mecz. A poza tym, jako piłkarz wiem, że każdy chce być na Mistrzostwach Świata. Mnie to uciekło sprzed nosa dosłownie na parę dni przed turniejem – byłem jednym z ostatnich, który się nie załapał. I to się tak ciągnie za człowiekiem przez całe życie, to marzenie się nie zrealizowało. Myśląc o zawodnikach z jakiejkolwiek drużyny, zwłaszcza tych słabszych czy bardziej egzotycznych, to jako człowiek i były piłkarz rozumiem ich i cieszę się dla nich, bo będą mieli co opowiadać przez całe życie.
Na koniec: jaki jest Pana finał marzeń i kto według Pana sięgnie po puchar?
Wiadomo, że Stany Zjednoczone. A tak później, jako komentator, muszę wszystkim dawać szanse, więc nie będę oryginalny mówiąc, kto to może wygrać, bo mieliśmy chyba osiem czy dziewięć drużyn w historii, które zdobywały tytuł.
Trzeba też powiedzieć, że to będą mistrzostwa bardzo specyficzne, bo pogoda może dużo zmienić. Stadiony, które są pod dachem, to jest coś innego, ale jest sporo stadionów, które dachu nie mają. Finał będzie rozgrywany w Nowym Jorku na stadionie, który nie będzie zadaszony. Pogoda może mieć znaczenie w tak wielkim kraju, gdzie praktycznie wszędzie będzie gorąco i przede wszystkim duszno. Nie zapominajmy też o Kanadzie i Meksyku – na Aztece, jeśli chodzi o wysokość, sam grałem i wiem, że tam nie jest łatwo.
Przypuszczam jednak, że faworytami będą Hiszpania, Niemcy – te same drużyny. Anglicy mogą znowu coś zwojować. Oni te ostatnie Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa Europy byli bardzo, bardzo blisko. Ta drużyna cały czas jest dobra i cały czas jeszcze nie osiągnęła tego celu, a byli tak blisko dwa razy. Oni mogą mieć znowu sporo do powiedzenia. Ale Francja, Hiszpania, Brazylia – oni ostatnio może nie są tą samą drużyną, ale z Carlo Ancelottim zawsze będą mieli szanse. Na tej półkuli, tam gdzie są mistrzostwa, to tylko Niemcy raz wygrali, o ile dobrze pamiętam. Przeważnie to były drużyny południowoamerykańskie. Zobaczymy, czy Argentyna z Messim, która już osiągnęła ten swój cel, nie będzie miała teraz łatwiej, bo może będą grali bez takiej presji. Kto wie.