Piłka w bramce, a w głowie oberki
Nierodzinna Kapela Ostrowskich skupia się na tradycji trzech, świętokrzyskich powiatów: pińczowskiego, jędrzejowskiego i kazimierskiego. Zanim jednak zebrało się pięcioro muzyków z różnych stron Polski , którzy postanowili przyjrzeć się jej bliżej historii tej części Świętokrzyskiego, we wsi Dzierążnia rósł Przemysław Ostrowski. Akordeon miał w domu, po dziadku. Trzeba było tylko poszukać nauczyciela i tak Przemek trafił pod opiekę muzykanta z Działoszyc.
Moja miłość do muzyki ludowej wzięła się z muzyki, którą grał pan Adam Kocerba, W szkole, gdy mieliśmy zajęcia z wf-u i stałem na bramce, a usłyszałem, jak pan Adam gra na akordeonie to natychmiast zamierałem. Piłka wpadała do bramki, a ja słuchałem polek i oberków.
- wspomina Przemek.
Choć artysta ukończył później Wydział Wokalno-Aktorski Akademii Muzycznej w Gdańsku, to właśnie krakowiaki, polki i oberki z rodzinnych stron uważa za najbliższe sercu.
Orkiestry dworskie i urok klarnetu
Charakterystycznym elementem kapel z pogranicza krakowsko-świętokrzyskiego jest bogate instrumentarium dęte, w którym trąbka i klarnet brzmią donośnie, obok kontrabasu skrzypiec i czasem barabanu. Taka tradycja sięga przełomu XIX i XX wieku, gdy instrumenty trafiały pod strzechy za sprawą muzyków, wracających z armii, lub dawnych orkiestr dworskich, na przykład z podmiechowskiego Deszna. Początkowo używano krótszych klarnetów w stroju C, brzmiących bliżej skrzypiec, które z czasem ustąpiły miejsca łagodniejszym instrumentom w stroju B. To właśnie ten specyficzny, rzewny ton potrafił bez reszty zauroczyć przyszłych mistrzów.
Chodziłem na zabawy jako taki chłopak szesnastoletni, słyszałem jak grał klarnecista. To były lata siedemdziesiąte . Grał tak żałośnie, że po prostu mnie urzekł tym graniem, i postanowiłem, że muszę grać na klarnecie, muszę.
- mówi Zygmunt Kazimierz Lędźwa, klarnecista kapeli Małopolanie.
Wściekłe tempo na zmęczenie
Ruchliwość, techniczna trudność i zawrotne tempo to znaki rozpoznawcze melodii z okolic Jędrzejowa czy Pińczowa, które wyraźnie odróżniają je od spokojniejszej, śpiewnej nuty kieleckiej. Muzyka ta od zawsze miała konkretne, bardzo bliskie człowiekowi zadanie, miała nieść ulgę po morderczej pracy.
Muzyka ludowa musi być radosna, bo niesie za sobą pewne emocje, które kiedyś ludzie na nią przekładali. Młodzież się spotykała na tak zwanych muzykach, na zabawach. Ludzie, po ciężkim dniu, chcieli wytańczyć ten trud życia na roli. Mówi się o muzyce jędrzejowskiej, że to jest muzyka wściekła, bo tam grają w takich szybszych tempach
-tłumaczy Przemysław Ostrowski
Współczesne zespoły, choć czerpią z nagrań archiwalnych, nie chcą jedynie kopiować dawnych mistrzów. Przepuszczają dawne melodie przez staranną edukację, ale przede wszystkim przez osobiste doświadczenia i emocje.
Z estrady prosto do ludzi
Przez dekady tradycyjne kapele znajdowały schronienie w domach kultury i na festiwalowych estradach, co uchroniło wiele unikalnych utworów od zapomnienia. Dzisiaj jednak młode pokolenie muzyków dąży do tego, by wyrwać muzykę z ram festiwali i ludowych przeglądów, by przywrócić jej pierwotną, użytkową funkcję.
Wielkim marzeniem gościa Radia Kraków jest powrót muzyki tradycyjnej do naturalnego środowiska, granie jej w stylu in crudo, bez współczesnych, upiększeń i prosto do tańca. Okazją do takiego powrotu do korzeni będzie Ponidziański Tabor w Zagajach Stradowskich, zaplanowany od 29 lipca do 2 sierpnia, gdzie pod okiem dawnych mistrzów będzie można uczyć się gry, śpiewu oraz tańców, w tym krakowiaka.