Jak podkreślał rozmówca Radia Kraków, potrzeba snu jest kwestią indywidualną i zależy między innymi od wieku oraz kondycji psychofizycznej. Nie da się też całkowicie oddzielić długości snu od jego jakości.
– Są osoby, które potrzebują mniej snu, są osoby, które potrzebują go więcej. Czasem komuś wydaje się, że wystarcza mu niewiele, bo nauczył się funkcjonować przy niedostatku snu, ale skutki mogą odezwać się później – tłumaczył.
Znaczenie ma również to, czy sen jest ciągły. Szafrański zwracał uwagę, że regularnie przerywany sen może być mniej regenerujący niż krótszy, ale niezakłócony.
Nocny marek czy ranny ptaszek?
Różnimy się także pod względem rytmu dobowego. Jedni lepiej funkcjonują rano, inni wieczorem. Zdaniem psychologa wpływają na to zarówno czynniki biologiczne, jak i wyuczone nawyki.
– Istnieje silny czynnik biologiczny, który to warunkuje. Różnimy się między sobą pod względem tego, w jaki sposób nasz wewnętrzny zegar reaguje na potrzebę snu – mówił Szafrański.
Te preferencje mogą jednak zmieniać się z wiekiem albo pod wpływem stylu życia. Zmienia się też samo zapotrzebowanie na sen. Najważniejsze jest to, czy organizm rzeczywiście ma możliwość odpocząć i się zregenerować.
Social jet lag. Dlaczego weekend nie zawsze pomaga?
Jednym z tematów rozmowy był także tak zwany social jet lag, czyli rozjazd między naturalnym rytmem organizmu a godzinami snu narzuconymi przez pracę, szkołę czy inne obowiązki.
Przykładem może być sytuacja, w której przez cały tydzień wstajemy bardzo wcześnie, a w weekend śpimy kilka godzin dłużej. Choć wydaje się, że w ten sposób nadrabiamy niedobór snu, organizm nadal funkcjonuje w nieregularnym rytmie.
– Jeżeli nie poświęcamy wystarczającej liczby godzin na sen, pewnych rzeczy nie nadrobimy. To nie znaczy, że nie powinniśmy odsypiać, ale przede wszystkim należy zadbać o regulację snu w ciągu tygodnia – zaznaczał psycholog.
„Jeszcze jedna rolka” i sen znów się przesuwa
Duża część rozmowy dotyczyła również wieczornego korzystania z telefonu. Media społecznościowe często traktujemy jako sposób na odpoczynek po stresującym dniu, jednak – jak tłumaczył Szafrański – mogą one utrzymywać nasz poziom pobudzenia zamiast go obniżać.
Problemem nie jest wyłącznie niebieskie światło ekranu. Znaczenie ma także samo przewijanie treści, angażowanie uwagi i ciągłe dostarczanie kolejnych bodźców.
– Scrollujemy social media, poziom pobudzenia nam wcale nie spada. To może jeszcze bardziej nasilać czynniki związane z bezsennością – mówił.
W ten sposób łatwo wpaść w mechanizm prokrastynacji przedsennej. Odkładamy moment pójścia spać, oglądając kolejną rolkę czy następny odcinek serialu, choć wiemy, że rano będziemy niewyspani. Czasem nie chodzi nawet o niechęć do samego snu, ale o próbę przedłużenia dnia i odsunięcia w czasie kolejnych obowiązków.
– Nie chcemy odsunąć snu. Chcemy odsunąć następny dzień – tłumaczył psycholog.