Codzienność za drzwiami
Las Zabierzowski na Garbie Tęczyńskim to jedno z wielu miejsc, gdzie można zanurzyć się w zieleni. Kąpiel leśna zaczyna się jednak inaczej niż zwykła przechadzka. Zanim naprawdę zanurzymy się w naturze, trzeba podjąć próbę porzucenia tego, co na co dzień nas zajmuje, spraw do załatwienia, problemów czy listy zadań.
Na początek leśnej kąpieli warto otworzyć wszystkie zmysły na naturę
– mówi Sylwia Tałach-Kubas, przewodniczka kąpieli leśnych i edukatorka dobrostanu.
Nie chodzi przy tym o specjalne umiejętności. Nie trzeba umieć medytować ani znać technik relaksacyjnych. Ważniejsze jest wyciszenie trybu zadaniowego, w którym przez większość dnia funkcjonujemy. W lesie zamiast zastanawiać się, co jeszcze trzeba zrobić, można przez chwilę po prostu patrzeć, słuchać, dotykać i wąchać.
To właśnie różni kąpiel leśną od spaceru z konkretnym celem. Nie idziemy dokądś. Nie musimy wrócić z pełnym koszykiem grzybów ani pokonać określonej liczby kilometrów.
Las działa na nas
Pierwszym ze zmysłów, który pomaga nam orientować się w świecie, jest wzrok. Rozglądamy się, obserwujemy drzewa, światło, liście. Potem można świadomie przenieść uwagę na inne doznania. Dotknąć kory, mchu albo leśnego poszycia. Zamknąć oczy i skupić się na zapachach. Posłuchać wiatru w koronach drzew albo śpiewu ptaków.
Brzmi prosto, ale właśnie w tej prostocie tkwi siła praktyki. Kiedy skupiamy uwagę na tym, co dzieje się wokół nas, na moment przestajemy analizować codzienne sprawy. Jak mówi przewodniczka, już 15–20 minut uważnego zanurzenia w lesie, z wykorzystaniem różnych zmysłów, wiąże się ze spadkiem poziomu kortyzolu.
Las przyciąga naszą uwagę bezwysiłkowo. To pozwala rozluźnić ciało i daje układowi nerwowemu przestrzeń do odpoczynku.
– mówi gościni Radia Kraków.
Przytulanie drzew nie jest obowiązkowe
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych skojarzeń z kąpielami leśnymi jest przytulanie drzew. I rzeczywiście, dotyk ma tutaj znaczenie. Nie trzeba jednak od razu obejmować największego pnia w okolicy. Wystarczy świadomie poczuć pod palcami korę, mech czy leśne poszycie.
Podobnie jest z zapachem. Leśna ściółka może nie wydawać się najbardziej oczywistym obiektem do wąchania, ale właśnie tam znajdują się bakterie, które, jak wyjaśnia Sylwia Tałach-Kubas, mogą wpływać na uwalnianie endorfin. Kontakt z naturalnymi zapachami może też wzmacniać poczucie bezpieczeństwa i pogłębiać relację z naturą.
Las nie musi być przy tym dziki i oddalony od miasta. Kąpiel leśną można praktykować także w parku, a nawet na niewielkim skwerze. Wystarczy kilkanaście minut uważnej obserwacji, słuchania czy dotykania roślin. Ważne, żeby znaleźć coś, co naprawdę przyciągnie naszą uwagę, i przez chwilę przy tym zostać.
Bez wyścigu za grzybami i bez presji.
Grzybobranie jest ciekawym przypadkiem. Z jednej strony trudno o bardziej uważną aktywność. Żeby znaleźć grzyby, trzeba przecież dokładnie patrzeć pod nogi, zaglądać w różne zakamarki i wypatrywać szczegółów. Z drugiej strony pojawia się cel, który może całkowicie przejąć naszą uwagę.
W kąpielach leśnych chodzi o to, żeby być bez presji
– stwierdza przewodniczka.
Jeśli idziemy po grzyby i nie znajdujemy ani jednego, łatwo pojawia się frustracja. Jeśli natomiast idziemy do lasu bez konkretnego zadania, znalezienie grzyba może być po prostu miłym dodatkiem.
Ta różnica dobrze pokazuje, o co chodzi w całej praktyce. Nie o to, żeby zrobić coś perfekcyjnie, wytrzymać określony czas w bezruchu czy osiągnąć jakiś stan umysłu. Chodzi raczej o zgodę na bycie bez obowiązków i przyjemność obcowania z tym, co ma dla nas las.