To fejk i to taki wyjątkowo perfidny. Jeśli dostałeś wiadomość od rzekomej administracji Meta, że w nagrodę za twoją wspaniałą twórczość czeka upragniona, błękitna odznaka, a wystarczy tylko kliknąć link i potwierdzić tożsamość, wstrzymaj konie i weź głęboki oddech. Cyberprzestępcy doskonale wiedzą, że niebieski znaczek to internetowy Święty Graal. Symbol prestiżu i dowód, że ja to naprawdę ja. Właśnie na tę naszą próżność zarzucili haczyk.
Eksperci z CERT Polska ostrzegają. To klasyczny phishing. Link z wiadomości prowadzi do strony łudząco podobnej do panelu Facebooka. Jednak jedyne co ona weryfikuje to tempo, w jakim oddasz uszustom swój login i hasło. Co dzieje się, gdy klikniesz i wpiszesz dane? Scenariusz z horroru takiego administratora. Złodzieje przejmują prywatne konto oraz fanpage'e, nad którymi pracował latami.
Zamiast prestiżu mamy nagle profil, z którego przestępcy piszą do naszych znajomych. "Cześć, stoję przy kasie, zabrakło mi na zakupy, podeślij szybko kod BLIK. Z kolei naszą stronę biznesową zalewa fala spamu, podejrzanych reklam i treści dla dorosłych. Odzyskanie dostępu graniczy właściwie z cudem, a wiarygodność leci na łeb i na szyję.
Jak nie dać się złapać? Po pierwsze, Facebook nigdy nie rozdaje weryfikacji w tajemniczych wiadomościach na Messengerze, ani w mailach z podejrzanych domen. Wszelkie statusy najlepiej sprawdzać wyłącznie bezpośrednio w ustawieniach aplikacji.
Po drugie, należy włączyć weryfikację dwuetapową. To jest taki cyfrowy rygiel w drzwiach. Nawet jeśli złodziej podpatrzy hasło, bez kodu z telefonu nie wejdzie do środka.
Jeśli dostaniesz taką wiadomość, nie kasuj jej po cichu. Zgłoś sprawę ekspertom na stronie incydent.cert.pl albo jednym kliknięciem w aplikacji mObywatel w zakładce Bezpiecznie w sieci.
Niech błękitny znaczek pozostaje symbolem wiarygodności, a nie darmową wejściówką dla sieciowych naciągaczy.