Zakopane w ostatni weekend przeżyło prawdziwe oblężenie. Według Tatrzańskiej Izby Gospodarczej turystów było prawie 20% więcej niż w Sylwestra. Czy Zakopane nie doszło już do pewnej granicy wytrzymałości, głównie infrastrukturalnej? Czy aby nie pora już powiedzieć - więcej osób, w tym samym czasie już nie chcemy?
- Zachęcam wszystkich do przyjazdu w okresie niższego sezonu. 90% mieszkańców żyje jednak z turystyki. Zapraszamy wszystkich. Ja proponuję przyjazd we wrześniu, październiku, kwietniu. Wtedy jest pięknie, nie ma tłumów. Ludzie wolą jednak tłumy. Sylwester i 15 sierpnia – wszyscy muszą być. To fenomen, ale tak działa.
Tygodnik Podhalański publikował list mieszkańca, w którym ten pytał gdzie ci wszyscy ludzie mają się zmieścić. Korki, góry śmieci, trudności z zaopatrzeniem. Czy takich głosów w Zakopanem jest już dzisiaj więcej?
- Jest mały procent ludzi, którzy narzekają na turystów, ale bardziej by narzekali, gdyby turystów nie było. My nie mamy przemysłu, fabryk. Wszyscy żyjemy z turystyki. Wszystkie chodniki, cała infrastruktura powstała dzięki turystyce. Jest wpływ do gminy z podatków, są inwestycje. Jesteśmy uzależnieni od turystyki. Ograniczanie turystyki w Zakopanem to piłowanie gałęzi, na której siedzimy.
W maju wprowadził pan kartę turysty. Ile osób z niej skorzystało? Czy są jakieś wstępne szacunki, co ten zakończony weekend mógł przynieść?
- Z tego weekendu danych jeszcze nie mam. Karta turysty się rozwija. Jest więcej partnerów, kilka tysięcy ludzi z tego skorzystało. Prawie 1700 obiektów akceptuje te karty. Ten proces wdrażamy. Trzeba przejść na system cyfrowy, potem wejść w system karty turysty, żeby ją wydawać. To się rozwija. Ja to traktuję podobnie jak kartę mieszkańca. Musi to potrwać, żeby działało w pełni, ale działa całkiem nieźle.
Czy dzięki karcie turysty odnotowuje pan większe wpływy z opłaty miejscowej? Czy też są sytuacje, gdzie dzięki karcie drobni przedsiębiorcy opuszczają szarą strefę?
- Na pewno cyfryzacja systemu pomogła. Przybyło kilka tysięcy miejsc noclegowych w rejestrze. Oni korzystają z cyfrowej formy opłaty miejscowej. To jest prostsze. System był archaiczny, to się zmienia. Ta opłata była tak uciążliwa, że część przedsiębiorców tego nie chciała robić. Jesteśmy w procesie. Naiwnie liczę, że w Warszawie ktoś popatrzy przychylnie na miejscowości turystyczne i ucywilizujemy opłatę turystyczną, której ciągle nie ma, której nam brakuje i to nie tylko Zakopanemu, ale wszystkim miejscowościom turystycznym.
Pod znakiem zapytania stoi sprawa opłaty turystycznej. Coraz mniejsze są szanse na przyjęcie takiego rozwiązania w tej kadencji parlamentu. Jeśli dziś opłata miejscowa w Zakopanem sięga 2 zł, ile mogłaby wynieść w Zakopanem opłatę turystyczna? Czy liczył pan, jakie wpływy do kasy miasta opłata turystyczna mogłaby przynieść w taki weekend jak ten ostatni? Ile to by mogło być?
- Trudno powiedzieć. W skali roku to 5-6 milionów przy opłacie 2 zł. W naszym partnerskim Popradzie opłata to 2,5 euro. W Alpach to 2-6 euro. Słyszymy o miejscowościach, gdzie jest 10 euro. Polacy jadą na Zachód i nie narzekają. U nas jest wielkie oburzenie. Zaskarżają uchwały. To powinno być oczywiste. Opłacam opłatę turystyczną wszędzie, nie dyskutuję. W Zakopanem są kontrowersje. Infrastruktura jest nam wszystkim potrzebna.
W takim wypadku mówilibyśmy w kontekście Zakopanego o wielokrotności tych 6 mln rocznie wpływów do kasy miasta? Rozumiem, że pan jest za takim rozwiązaniem, żeby nie było tych warunków krajobrazowych i klimatycznych, żeby nie było potem powodów do tego, żeby zaskarżać tego typu rozwiązanie?
- Opłata turystyczna jest właściwie wszędzie na świecie. Gminy powinny mieć dowolność. Gminy uzdrowiskowe pobierają teraz 6 złotych, Zakopane ma 2 zł. Jeżeli my byśmy pobierali tak jak gminy uzdrowiskowe w Polsce 6 złotych, mielibyśmy automatycznie 18, może 20 mln z tej opłaty.
Czy musielibyśmy podnosić wtedy podatki lokalnym przedsiębiorcom? Nie. Mieszkańcy by nie ponosili kosztów infrastruktury turystycznej. Rozwijalibyśmy choćby komunikację. Możliwości są setki. Trzeba mieć jednak pieniądz w budżecie. To się z powietrza nie bierze.
Przyjęty przez rząd projekt ustawy o najmie krótkoterminowym spełnia pana oczekiwania? Były rezolucje zakopiańskiej Rady Miasta w sprawie umożliwienia radom właśnie decydowania o tego typu działalności na terenie miasta. Zakopane oferuje około 45 tysięcy takich miejsc.
- Ja należę do tych, którzy twierdzą, że samorząd powinien sam się rządzić. Ludzie w gminach wiedzą, co potrzebują. Centralizacja i zrobienie jednej ustawy? Ok, może zadziałać, ale więcej korzyści daje danie kompetencji samorządom. Zakopane by wyznaczyło strefę sypialnianą. Od lat mamy problemy z mieszkaniami, gdzie ludzie mogą się osiedlać. Presja inwestycyjna jest tak duża, że ceny rosną. Taka ustawa by dała możliwość wyznaczenia strefy. Automatycznie rynek by to wyrównał, inwestorzy by nie byli zainteresowani, mielibyśmy fajny obszar dla mieszkańców. To nietrafione, że ustawodawca z tego zrezygnował. Dla Zakopanego byłoby to zbawienne w pewnych aspektach. Nie narzucałoby nam to też czegoś z góry.
Choć słyszymy, że poprawki są przygotowywane w tej sprawie. Regulacja najmu, bo to się wydaje bardziej prawdopodobne, w jaki sposób wpłynie na te 45 tysięcy miejsc noclegowych w Zakopanem? Będzie ich więcej, mniej?
- Myślę, że wiele się nie zmieni. U nas, wbrew pozorom, większość obiektów jest legalna. Są podatki, są odbiory, to działa. To nie jest wielka szara strefa, jak czasem mówią media. To by się ucywilizowało. Taka ustawa jest potrzebna, żeby klient miał pewność, że obiekt działa legalnie, ma odbiory. Skończyłyby się kwatery widmo, które widzimy na portalach ogłoszeniowych.
Na koniec jeszcze pytanie odnośnie transkrypcji małżeństw zagranicznych. Przed kilkoma miesiącami deklarował pan, że w Zakopanem nie będzie transkrypcji małżeństw osób tej samej płci zawartych za granicą. Nie zmieniła tego Nagroda Literacka Zakopanego dla Maryli Szymiczkowej, czyli dla Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego? Tak im się spodobała zakopiańska atmosfera związana z tą nagrodą, że nawet dyskutowali o transkrypcji swojego małżeństwa w Zakopanem. Czy zmienił pan zdanie?
- Nie zmieniamy zdania. Wniosek może złożyć każdy. Trzymamy się przepisów. Znamy werdykt TK ws. tych przepisów. Sytuacja prawnie jest patowa. My jesteśmy otwarci dla wszystkich, Zakopane jest tolerancyjne, ale promujemy tradycyjny model rodziny. Podhale szczyci się tradycją, historią i swoimi fundamentami. To promujemy. Każdy jest tu jednak mile widziany. Nie ma przeszkód, żeby osoby nieheteronormatywne dostały nagrodę literacką. My promujemy jednak tradycyjną rodzinę, to nasz fundament.
Zatem Maryla Szymiczkowa, czyli Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński tutaj niczego nie zmienią, mimo że w sumie napisali powieść, która w jakimś sensie promuje także Zakopane?
- Bardzo dobrze. Każdy jest w Zakopanem mile widziany. Zapraszam wszystkich. Zakopane jest neutralne i tolerancyjne.