Nie każda krytyczna uwaga czy skarga jest narzekaniem. Jak tłumaczył gość „Wieczornej Terapii”, o narzekaniu można mówić raczej wtedy, gdy negatywne komentowanie rzeczywistości staje się bardziej trwałym sposobem reagowania i nie prowadzi bezpośrednio do rozwiązania problemu.
Narzekanie pozwala rozładować emocje
Jedną z funkcji narzekania jest uwalnianie napięcia. Samo opowiedzenie komuś o trudnej sytuacji może przynieść ulgę. Jednocześnie w ten sposób angażujemy inne osoby i zwracamy ich uwagę na to, co przeżywamy.
Narzekanie może być też sposobem na podtrzymanie rozmowy. Pogoda, korki czy ceny są tematami, które łatwo stają się wspólnym punktem odniesienia dla osób, które nawet słabo się znają. Dobrym przykładem może być kolejka do lekarza – wspólne niezadowolenie z długiego oczekiwania pozwala rozładować frustrację, ale też szybko nawiązać relację.
Psycholog zwracał uwagę, że w niektórych sytuacjach wspólne narzekanie może wręcz wzmacniać więzi. Osoby mające podobny problem zyskują poczucie, że nie są z nim same i że inni widzą rzeczywistość podobnie.
Im więcej narzekamy, tym łatwiej narzekać dalej
Problem zaczyna się wtedy, gdy narzekanie przybiera formę chroniczną. Powtarzany schemat może się utrwalać, a negatywne reakcje stają się coraz bardziej automatyczne.
Jak zauważył Marcin Szafrański, badania nie dają podstaw do prostego stwierdzenia, że samo narzekanie „uszkadza mózg”. Popularne w internecie tezy o rzekomych poważnych zmianach w hipokampie wywołanych określoną liczbą minut narzekania dziennie należy traktować z dużą ostrożnością. Wyniki badań w tym obszarze nie są jednoznaczne.
Znaczenie może mieć natomiast długotrwałe utrzymywanie się w stanie stresu. Jeśli narzekanie podtrzymuje napięcie i negatywne nastawienie, może współwystępować ze wzrostem poziomu kortyzolu i przewlekłym stresem.
Czy narzekanie jest zaraźliwe?
Do pewnego stopnia tak. Gdy ktoś zaczyna mówić o korkach, cenach czy innych uciążliwościach, u rozmówcy mogą automatycznie uruchamiać się podobne wspomnienia i skojarzenia.
Dodatkowo człowiek łatwiej koncentruje uwagę na informacjach negatywnych niż pozytywnych. Wspólne doświadczenia i naturalna skłonność do porównywania się z innymi sprawiają, że w obecności osoby narzekającej sami możemy szybciej wejść w podobny sposób myślenia.
Nie wszyscy jednak reagują w ten sposób. Część osób próbuje odcinać się od nieustannego narzekania – zmienia temat, ogranicza kontakt albo nie podejmuje polemiki.
Najtrudniej, gdy zaczynamy narzekać na siebie
Szczególnego znaczenia narzekanie nabiera w związkach. Wspólne niezadowolenie z czegoś zewnętrznego – na przykład podatków czy kosztów życia – może nawet zbliżać partnerów. Sytuacja zmienia się jednak wtedy, gdy przedmiotem narzekania staje się druga osoba.
Krytyka konkretnego problemu może stopniowo przerodzić się w oskarżenia, a następnie w uogólnioną negatywną ocenę partnera. Szczególnie niebezpiecznym momentem jest pojawienie się pogardy. Zdaniem psychologa to jeden z najbardziej destrukcyjnych mechanizmów w relacji.
Znaczenie może mieć nawet sposób formułowania uwag. Zamiast atakować partnera jako osobę, lepiej mówić o konkretnym zachowaniu, które nam przeszkadza. Taka zmiana pozwala oddzielić problem od człowieka.
Narzekanie może też budować poczucie wspólnoty
W pracy wspólne narzekanie na trudną sytuację czy przełożonego może dawać poczucie, że nasze doświadczenia nie są odosobnione. Pozwala sprawdzić, czy inni widzą problem podobnie, a także buduje przekonanie, że w razie konfliktu możemy liczyć na wsparcie.
Podobną funkcję pełnią rozmowy z przyjaciółmi. Możliwość opowiedzenia o problemach i wyrzucenia z siebie emocji może przynieść ulgę, pod warunkiem że narzekanie nie staje się jedyną treścią relacji.
Narzekanie nie jest więc samo w sobie ani dobre, ani złe. Może pomagać rozładować napięcie, nawiązywać relacje i dostrzegać problemy. Gdy jednak staje się dominującym sposobem reagowania na rzeczywistość lub przeradza się w ciągłą krytykę najbliższych, jego skutki mogą być zdecydowanie negatywne.