Z prawej strony bar z przyćmionym, dyskretnym światłem. Za kontuarem barman, który stanie się kabaretowym konferansjerem, mistrzem ceremonii. W głębi, grający na żywo, zespół przywołuje muzyczne klimaty Toma Waitsa. Będą głównym leitmotivem muzyczno – wokalnym spektaklu. Przy kontuarze mężczyzna w białym garniturze w kapeluszu, pali cygaro, pije kolejne drinki. Nie dowiemy się szybko kim jest i po co tu przyszedł. Przy barze pojawi się także młody facet wyglądający jak sponiewierany mim czy kloszard, choć nim nie jest. Będzie głównym bohaterem opowieści. Na imię ma Abel. Po lewej stronie trapez, a po środku zasłonięta kurtyną scena, na której pojawi się gwiazda wieczoru. Raz po raz czarować będzie swoim głosem i kreacjami. Za moment wywołana przez konferansjera / mistrza ceremonii pojawi się jeszcze jedna postać – Manuela.
To „Cabaret Berlin” wykreowany na zakopiańskiej scenie Teatru Witkacego przez Andrzeja Stanisława Dziuka i jego aktorów.
Trochę cyrku w mistrzowskim wykonaniu Abla i Manueli, narkotycznej muzyka Weitsa, pięknego głosu kabaretowej divy Grety, dymu cygar, entuzjazmu konferansjera / mistrza ceremonii – właściciela lokalu Herr Solomona. Stopniowo w tej kabaretowej przestrzeni, która pozostanie swoistą ramą scenicznego obrazu „wygenerowane” zostaną rozmieszczone na różnym poziomie kolejne plany akcji, która jak w filmie szybko przenosić nas będzie z miejsca na miejsce.
Czas akcji rok 1923. Republika Weimarska targana niepokojami społecznymi i ogromnym kryzysem ekonomicznym, kiedy dolar kosztował setki miliardy marek. Elita zarabiała na spekulacjach finansowych albo topiła smutki i zżerane przez hiperinflację majątki w rozrywce, hazardzie, alkoholu, narkotykach. Biedota przymierała głodem. Winę za kryzys zwalano na bolszewików i Żydów a Adolf Hitler i jego akolici z SA próbowali przeprowadzić zamach stanu w Monachium.
Spektakl oparty został na scenariuszu Ingmara Bergmana, mistrza szwedzkiego kina, do filmu „ Jajo węża” będącego próbą pokazania głębokiego kryzysu społecznego rodzącego patologie a także przywołującego genezę faszyzmu. „Jajo węża - pod cienką przezroczystą błoną można zobaczyć ukształtowanego już w pełni gada” - te wymowne słowa padną także i z zakopiańskiej sceny.
Abel, amerykański Żyd, znany artysta cyrkowy pojawi się w kabarecie, by powiadomić występującą tam Manuelę o samobójczej śmierci swojego brata a jej byłego męża i wspólnego partnera w występach cyrkowych. Jego śmierć, wzbudziła zainteresowanie komisarza Bauera, bowiem wpisuje się w serię niewyjaśnionych zgonów ludzi, którzy powiązani zostają z Ablem. Pośrednio będą łączyć się także z byłą żoną brata i ich znajomym sprzed lat, obecnie kochankiem Manueli. To ten mężczyzna w białym garniturze, którego widzimy w pierwszej odsłonie spektaklu. Nazywa się Hans i jest, jak się później okaże, także autorem eksperymentalnych badań na ludziach mających zmieniać - wedle potrzeb - ich psychikę, zachowania. Jedną z ofiar będzie brat Abla, kolejną stanie się Manuela.
Jaki obraz kreuje reżyser spektaklu?
Z jednej strony: kabaret, artyści, muzyka - sztuka. Z drugiej: manipulacja, eksperymenty, strach i śmierć. W scenicznym kabarecie mimo artystycznej jego atrakcyjności nie ma szczerej zabawy, wyczuwa się jakieś napięcie, gdzieś czai się zło. Niepokoi postać mężczyzny w białym garniturze, entuzjazm właściciela snującego wizje połączenia kabaretu z burdelem w Bejrucie wywołuje tylko ironiczny uśmiech, zasłużone brawa otrzymuje pieśniarka i mistrzowie trapezu, chociaż sceny, które odtwarzają jak np. taniec ze śmiercią nie wprawiają przecież w stan beztroski. Radość z obcowania ze sztuką ulatnia się … „Nic nie funkcjonuje oprócz strachu” – powie próbująca walczyć z dekadencją i z alkoholizmem Abla Manuela, nieświadoma bycia także królikiem doświadczalnym. Nie uspokoją nas słowa komisarza Bauera, który obwieści z dumą, na wieść o zdławieniu puczu Hitlera w Monachium, że demokracja wygrała (na razie) ani to, że swoje eksperymenty doktor Hans prowadzi w tajemnicy: „za dziesięć lat będziemy gotowi” – obwieści w którymś momencie.
Niech nas nie zwiodą historyczne odniesienia do czasu akcji sztuki, bo tym przywołaniem przeszłości Dziuk pokazuje naszą teraźniejszość, nasze strachy, lęki doskonałe narzędzia kontroli i zagrożenia przed którymi staje nie tylko nasza demokracja, ale i człowieczeństwo. Do jakiego stopnia czujemy się albo jesteśmy już królikami doświadczalnymi w rękach tych, którzy mają władzę czy będą ją mieli? Jak mocna jest i dziś chęć stworzenia nowego człowieka o której marzyli także bohaterowie poprzedniego spektaklu Dziuka: witkiewiczowski Wahazar i dr. Rympel odpowiednik Hansa z „Cabaretu Berlin”?
Bodaj najważniejszą sceną w spektaklu jest spotkanie Manueli z tajemniczym mnichem, któremu dziewczyna zwierza się z lęku i swej bezradności. Jej prośba o wybaczenie tego, że nie umie, nie chce, nie może pomóc staczającemu się w otchłań nihilizmu Ablowi spotyka się ze zrozumieniem i otwartością. Krótką rozmowę zakończy wspólna modlitwa, rodzi się jakaś więź. A więc nadzieją „ kołem ratunkowym” jest drugi człowiek, jest dialog, wzajemne przebaczenie. Ten drugi jest wyjściem z owej ”kryjówki” strachu i lęku, o którym pisał też ks. prof. J.Tischner: „ trzeba się wychylić, przekroczyć próg, wyciągnąć rękę, znaleźć wspólne miejsce do rozmowy”.
Więc na koniec wrócimy do kabaretu, bo, gdy z entuzjazmem chłonąć będziemy kolejną kreację divy pojawi się sponiewierany, przybity odkryciem eksperymentalnej, zbrodniczej działalności Hansa, Abel. Wskoczy na trapez i zacznie, odbijając się od siatki, wchodzić po ścianie raz za razem, coraz wyżej i wyżej. Dokąd zmierza ? Czy uda się mu/ nam uciec z „kryjówki”?
Wyraźny przekaz spektaklu wzmacnia Dziuk inscenizacyjne. Podobają się filmowe, mocno kontrastujące zmiany miejsc akcji. Scena jest miejscem popisów gwiazdy kabaretu - znakomicie wokalnie i ruchowo prezentującej się Marceliny Rusnak w roli Grety (olśniewające kostiumy autorki scenografii Katarzyny Gabrat – Szymańskiej ) oraz temperamentnego z twarzą ukrytą pod białym makijażem mima czy klauna konferansjera/ mistrza ceremonii Herr Solomona odtwarzanego przez Krzysztofa Wnuka (w zespole gra na ukulele), który na przekór czasom z uporem prowadzi swój teatr. W kolejnej odsłonie scena staje się posępnym prosektorium, w którym Abel rozpoznać ma ciało brata i innych ofiar - tu robiące duże wrażenie ekspresyjne rzeźby Janusza Wątora, następnie posterunkiem policji, z dociekliwym, wiernym demokracji i Republice komisarzem Bauerem przekonująco i bez patosu zagranym przez Marka Wronę. W rozświetlonym światłem świecy niedookreślonym wnętrzu zobaczymy tutaj także Manuelę, której wspaniałe umiejętności artystki – akrobatki, ale także zmieniające się emocje z dużym aktorskim wyczuciem odegrała Agnieszka Michalik. W tej scenie w rolę tajemniczego mnicha wcielił się wymownie Andrzej Bienias, także członek zespołu muzycznego ( obok Maxa Kowalskiego, Przemysława Sokoła) grający na perkusji i gitarze. Tu wreszcie rozegra się dramatyczna konfrontacja między doktorem Hansem, umiejętne prowadzonym od zblazowanego bywalca kabaretowego do demonicznego eksperymentatora przez Dominika Piejkę z Ablem, porażonym filmową rejestracją ( bardzo dobre wprowadzenie video do spektaklu) efektów badań Hansa. Odtwórcą Abla jest Kamil Joński. To pierwsza tak duża rola aktora związanego z Teatrem Witkacego od kilku lat. Jego znane akrobatyczno /taneczne umiejętności prezentowane w innych spektaklach tym razem, zarówno w duecie z Agnieszką Michalik jak i solo, stały się niewątpliwie dużym atutem przedstawienia, dodając mu, czasem koniecznego w magiczności teatru, realizmu. Siła i pewność wykonywanych akrobacji stają się interesującą przeciwwagę do rozlicznych słabości targających postacią Abla, w tym poruszającą, dobrze aktorsko odegraną, „rozprawą” z żydowską tożsamością bohatera.
„Cabaret Berlin” Andrzeja S.Dziuka w Teatrze Witkacego w Zakopanem to nie tylko bardzo udana inscenizacyjnie i aktorsko aktualna diagnoza zagrożeń współczesnego świata, naszych obaw i niepokojów, uleganiu manipulacji i propagandzie, ale także próba pokazania, że nadzieją może być, jeśli tylko znajdziemy w sobie dość siły i determinacji, zburzenie ścian owej wygodnej, będącej także źródłem słabości „kryjówki zbudowanej z lęku przed drugim człowiekiem i prawdą”.
„Caberet Berlin” na podstawie „The serpent’s egg (Jajo węża)” Ingmara Bergmana. Tłumaczenie Zygmunt Łanowski
Scenariusz, koncepcja muzyczna i reżyseria: Andrzej Stanisław Dziuk
II reżyser: Andrzej Bienias, scenografia i kostiumy: Katarzyna Gabrat – Szymanska
Premiera 8 sierpnia 2026 r. - Teatr Witkacego w Zakopanem