Szerszeń żółtonogi to nie szerszeń olbrzymi
W ostatnich dniach wiele mówi się o pojawieniu się nowego gatunku szerszenia. Wokół tego tematu narosło jednak wiele nieporozumień, domysłów i nieprawdziwych informacji, powielanych w różnych źródłach. Pierwsza nieprawdziwa informacja dotyczy tego, że jest to szerszeń azjatycki. Rzeczywiście, pochodzi on z Azji, ale nazwa „szerszeń azjatycki” jest zarezerwowana dla Vespa mandarinia – największego szerszenia, który żyje w Azji, między innymi w Japonii. Jest to jeden z największych, a być może największy gatunek szerszenia, ponieważ jego przedstawiciele dorastają do czterech i pół centymetra długości.
Natomiast szerszeń, który pojawił się w Europie ponad dwadzieścia lat temu, to Vespa velutina. Określa się go nie jako szerszenia azjatyckiego, lecz jako szerszenia czarnego albo żółtonogiego, co odpowiada jego wyglądowi. Jeżeli przyjrzymy się temu szerszeniowi, zauważymy, że jego rozmiary są takie same jak w przypadku naszego szerszenia europejskiego, Vespa crabro. Osiąga on około dwóch i pół do trzech centymetrów długości. Czasami u samic długość ta przekracza trzy centymetry, więc pod względem wielkości nie różni się od naszego rodzimego gatunku.
Różni się natomiast wyglądem. Jest ciemny, prawie czarny, ma na odwłoku jeden wąski pasek, a na jego końcu znajdują się jeszcze dwie żółtawe, żółtopomarańczowe plamy, które zlewają się ze sobą. Nie jest bardziej groźny od naszego szerszenia europejskiego. Jego użądlenia mogą więc zaszkodzić przede wszystkim osobom szczególnie uczulonym na jad szerszeni.
Czy szerszeń żółtonogi jest zagrożeniem dla pszczół?
Wiele mówi się natomiast o tym, że jest on ogromnym zagrożeniem dla pszczół. Uwierzę w to, jeżeli zobaczę wyniki badań, o ile takie badania zostaną przeprowadzone w Polsce. Na razie spotkaliśmy tylko jedno gniazdo szerszenia, gdzieś tutaj, w okolicach Krakowa, w Dolinie Kluczwody.
Pod względem rozmiarów gniazdo to nie różni się od gniazda naszego szerszenia. Miało około sześćdziesięciu centymetrów średnicy. Nie wiem, ile szerszeni znajdowało się w tym gnieździe, ponieważ połowa października to już koniec okresu aktywności szerszeni. Wystarczy jeszcze kilka dni i szerszeni, a także os, już nie będzie, ponieważ w tym okresie robotnice giną. Pozostają jedynie zapłodnione samice. Z gniazda, o którym wspomniałem, zapłodnione samice już dawno wyleciały. Likwidacja tego gniazda nie przyniesie oczekiwanych skutków, ponieważ część zapłodnionych samic na pewno przeżyje i w przyszłym roku założy kolejne gniazda.
Jak sytuacja będzie wyglądała w przyszłości? Trudno powiedzieć, ponieważ jest to oczywiście gatunek inwazyjny. Został sprowadzony do Europy przypadkowo, podobno w jakimś transporcie ceramiki. Musiała więc zostać przewieziona właśnie zapłodniona samica. Gatunek ten rozprzestrzenił się po całej Europie. Jest notowany we Francji, Portugalii, Słowenii i Niemczech. W każdym razie podejrzewam, że dotarł do Polski już jakiś czas temu, tylko nie został zauważony. Być może występuje już w różnych rejonach południowej lub zachodniej Polski. Tego nie wiemy. Chwała tym, którzy zauważyli obecność tego szerszenia.
A jak będzie dalej rozwijała się jego populacja? Zapewne, tak jak w przypadku każdego obcego gatunku, jego liczebność będzie rosła. Czy będzie zagrożeniem dla pszczół? Zobaczymy, ponieważ bardzo często mówi się o zagrożeniach dla pszczół w innym kontekście. Uważam, że pszczołom zagrażają przede wszystkim pestycydy. Przemysł chemiczny bardzo często próbuje jednak skierować uwagę na zupełnie inne tory. To już zupełnie inne zagadnienie, o którym jeszcze kiedyś państwu opowiem. Na razie pozostańmy przy tym temacie.
Warto również wiedzieć, jaka jest bionomia szerszeni. Otóż zimują zapłodnione samice, które kryją się w różnych miejscach. Czasami zagrzebują się w glebie, a czasami znajdują schronienie w naturalnych pęknięciach kory albo na terenach zamieszkanych przez ludzi. Wiosną wylatują i zaczynają budować pierwsze gniazdo, tworząc pierwszych kilkanaście komórek. Później rolę tę przejmuje potomstwo wyhodowane przez samicę. Liczebność takiej kolonii może następnie osiągnąć czterysta robotnic, a nawet więcej. Wszystko zależy od danego roku i dostępności pokarmu. Robotnice pobierają pokarm z roślin dla siebie, natomiast na potrzeby larw rozwijających się w gnieździe polują na inne owady. Szerszeń żółtonogi, zwany też czarnym, jest już w Polsce i tutaj pozostanie.