Autorstwa Didier Descouens – Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=26722179
Szerszeń żółtonogi w Wielkiej Wsi. Dlaczego jego pojawienie się jest problemem?
Gniazdo szerszenia azjatyckiego znaleziono w Wielkiej Wsi pod Krakowem, a pojedyncze osobniki podobno krążyły wokół pasieki AGH w Krakowie. Pytanie, czy to problem?
Tak, jest to problem. Prawidłowa nazwa w polskiej nomenklaturze to szerszeń żółtonogi, ze względu na jego żółte nogi. Dobrze ją stosować również po to, żeby nie budować paniki związanej z innym szerszeniem azjatyckim, dużo większym, którego w Europie w ogóle nie ma.
Ten ma od dwóch do trzech centymetrów długości, tak?
Tak. Jest mały, ale liczny i właśnie w tej liczebności tkwi duży problem. Znalezienie jednego gniazda jest niepokojące, choć nie świadczy jeszcze o tym, że gatunek się tutaj zadomowił.
Jego pojawienie się pod Krakowem jest nieco zaskakujące, ponieważ spodziewaliśmy się go raczej na Śląsku, skąd mógłby przybyć od naszych czeskich sąsiadów.
Albo Niemców.
Ewentualnie mógłby przejść ze Słowacji lub Niemiec. W Czechach stwierdzono jego obecność w 2023 roku, na Słowacji w 2024 roku, a w Niemczech, o ile dobrze pamiętam, już w 2014 roku.
Po raz pierwszy pojawił się w Europie w 2004 roku, we Francji. Prawdopodobnie przybył z Chin. Obecnie uważa się, że było to jedyne takie wprowadzenie gatunku do Europy, chociaż nie jestem specjalistą w tej konkretnej kwestii, żeby o tym przesądzać.
Niebezpieczne jest również jego skokowe przemieszczanie się. Dotychczas rozprzestrzeniał się po Europie dość stopniowo, trochę jak front burzowy.
Powiedzmy, dlaczego jest tak dużym zagrożeniem. Dla ludzi podobno nie jest groźniejszy niż zwykły szerszeń, natomiast zjada pszczoły. Po prostu się nimi żywi.
Tak. Pojedynczy osobnik nie jest groźniejszy niż nasz szerszeń europejski, który zresztą jest pożądanym organizmem w naszym ekosystemie.
Ja zawsze się go bałem.
A szerszenie europejskie są dość łagodne. Nawet stosunkowo blisko gniazda nie powinny być szczególnie agresywne. Latem, wieczorami, bywają uporczywe.
Natomiast szerszeń żółtonogi stanowi zagrożenie ze względu na swoją liczebność i preferencje żywieniowe. Jego gniazdo może liczyć ponad tysiąc osobników. Z tego, co pamiętam, w rekordowych przypadkach stwierdzano obecność ponad 1700 robotnic w jednym momencie.
A wiadomo, ile może ich być w gnieździe w Wielkiej Wsi?
Jeszcze nie, ale prawdopodobnie zostanie to policzone. Ta liczebność ma duże znaczenie, jeśli weźmiemy pod uwagę ilość pokarmu. W ciągu roku takie gniazdo może zużyć około jedenastu kilogramów owadów wielkości pszczoły miodnej.
Szerszenie żółtonogie nie żywią się wyłącznie pszczołami miodnymi, ale według niektórych badań stanowią one ponad jedną trzecią ich diety. Oczywiście mogą tu występować różnice. Dla porównania, w diecie naszego szerszenia europejskiego pszczoły miodne stanowią maksymalnie około dziesięciu procent. Dla pszczelarzy będzie to więc zdecydowanie duży problem.
Dla ludzi również może być niebezpiecznie. Gniazda szerszenia żółtonogiego często powstają wysoko na drzewach. Przypominają duże kokony, nawet o średnicy siedemdziesięciu centymetrów, wyglądem zbliżone do gniazd os. Są budowane na otwartej przestrzeni, a niekoniecznie w dziuplach, jak w przypadku szerszenia europejskiego.
Zdarza się jednak, że gniazda znajdują się nisko, na przykład w żywopłotach. Były przypadki śmiertelne po przypadkowym zniszczeniu takiego gniazda. Dlatego trzeba zachować dużą ostrożność.
Przede wszystkim nie należy próbować samodzielnie zabijać tych owadów. Lepiej je sfotografować i zgłosić obserwację do gminy albo Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, zgodnie z procedurami dotyczącymi inwazyjnych gatunków obcych.
Jak rozpoznać szerszenia żółtonogiego i gdzie go zgłosić?
Tylko najpierw trzeba rozpoznać tego szerszenia. Jak on wygląda? Czym różni się od innych? Czy wystarczy zobaczyć jakiegokolwiek szerszenia, żeby od razu wysyłać zgłoszenie?
Nie. Przede wszystkim nie należy go zabijać, nawet jeśli mamy niemal pewność, że to właśnie ten gatunek.
Pozornie jest dość łatwy do rozróżnienia. Występująca tutaj forma ma łacińskie określenie nigrithorax, co w wolnym tłumaczeniu oznacza czarny tułów. To bardzo ciemny owad, który ma wyraźniejszy pomarańczowy pasek na odwłoku, czyli w tylnej części ciała, bliżej żądła. Charakterystyczne są również częściowo żółte nogi.
Czyli jeśli zobaczymy coś takiego latającego koło nosa albo koło ula sąsiada, natychmiast robimy zdjęcie i wysyłamy?
Tak. Zgłoszenie można wysłać do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska albo do gminy.
Zachęcam również do zamieszczania obserwacji na platformach takich jak iNaturalist. Takie zgłoszenie bardzo nam pomogło w przypadku gniazda w Wielkiej Wsi. Między innymi dzięki niemu i dzięki ogromnej pomocy pszczelarzy udało się wykryć miejsce, w którym znajdowało się gniazdo.
Pszczelarze powinni zwracać na to szczególną uwagę, ponieważ szerszenie żółtonogie mogą pojawiać się w ich pasiekach.
Na iNaturalist po zamieszczeniu zdjęcia pojawiają się sugerowane identyfikacje, a naukowcy korzystający z platformy mogą potwierdzić nasze podejrzenia. Nie należy jednak traktować takiej identyfikacji jako podstawy do samodzielnej likwidacji owadów.
Tego nigdy nie powinniśmy robić. Jest to niebezpieczne, a poza tym możemy przez pomyłkę zniszczyć przedstawicieli naszej rodzimej fauny. Zgłoszenie pozwala natomiast ocenić, czy podejrzenie występowania gatunku jest uzasadnione.
Kto zlikwiduje gniazdo i czy można powstrzymać inwazję?
Do likwidacji gniazda w podkrakowskiej Wielkiej Wsi mieli zostać wezwani specjaliści aż z Francji. Czy dlatego, że lepiej się na tym znają i nie dopuszczą do ucieczki szerszeni? Czy może nasi specjaliści obawiają się użądleń?
Z tego, co obecnie wiem, plany prawdopodobnie zostały zmienione i nie będziemy musieli sięgać po pomoc francuskich specjalistów.
Trzeba jednak podkreślić, że Francuzi mają duże doświadczenie w zwalczaniu tego gatunku. Francja jest dobrym przykładem kraju, na którego rozwiązaniach moglibyśmy się wzorować.
Myślę, że dobrze byłoby opracować ogólnopolską strategię walki z szerszeniem żółtonogim, tak aby droga od wykrycia gniazda do jego likwidacji była prosta i szybka.
Przydatne byłyby również szkolenia. Nie wiem jeszcze, które służby będą się dokładnie tym zajmowały, ale w tym przypadku skorzystamy z polskich specjalistów, którzy usuwają gniazda różnych błonkówek.
Mamy już dostępne odpowiednie stroje ochronne. Likwidacja gniazda szerszenia żółtonogiego wymaga nieco innego zabezpieczenia i podejścia niż w przypadku naszego szerszenia europejskiego.
A dlaczego innego stroju? Czym różni się ten szerszeń?
Może mieć nieco dłuższe żądło. Pojawiają się również twierdzenia, że może w większym stopniu rozpryskiwać jad, a nie tylko żądlić. Nie chciałbym jednak szerzyć dezinformacji, ponieważ nie jest to do końca potwierdzone. Traktowałbym to jako niepotwierdzoną ciekawostkę.
Czyli jednak jest groźniejszy niż nasz szerszeń?
Jest znacznie liczniejszy, a jego agresywność jest większa. W przypadku gniazda w Wielkiej Wsi samo kopnięcie w pień drzewa spowodowało, że z gniazda wyleciała ogromna liczba szerszeni.
Największe zagrożenie stanowią wielokrotne użądlenia. W przypadku pojedynczego użądlenia wiele zależy od miejsca, w którym zostaliśmy użądleni, oraz od tego, czy jesteśmy uczuleni. Jeśli nie ma takich dodatkowych czynników, pojedyncze użądlenie nie powinno stanowić zagrożenia dla życia.
Natomiast wielokrotne użądlenia mogą być bardzo niebezpieczne, nawet dla osób bez uczulenia. Dlatego konieczne jest odpowiednie zabezpieczenie.
Metody zwalczania szerszenia żółtonogiego w Europie są bardzo różne. Ciekawostką jest to, że w Hiszpanii w niektórych przypadkach dopuszcza się nawet wysadzanie gniazd. Nie jest to jednak standardowa procedura.
Szerszeń ten pojawił się we Francji dwadzieścia dwa lata temu. Prawdopodobnie był to jednorazowy przypadek przywiezienia kilku osobników. Mimo to przez dwadzieścia lat rozprzestrzenił się po Europie Zachodniej, chociaż służby z nim walczą, niszczą gniazda i eliminują owady. Dotarł do Niemiec, Słowacji, Czech, a teraz do Polski. Czy walka z nim nie jest więc walką z wiatrakami? Czy mamy jakiekolwiek szanse zwyciężyć?
Jest to zdecydowanie trudne. Szczególnie dlatego, że mamy pierwsze wykryte gniazdo i nie wiemy jeszcze, czy są kolejne.
Dosłownie przed chwilą zawieszałem na AGH specjalistyczną, selektywną pułapkę, żeby sprawdzić, czy w tej okolicy mogą znajdować się kolejne gniazda i czy uda się schwytać więcej szerszeni.
Od razu podkreślę, że nie powinniśmy samodzielnie zawieszać takich pułapek, bo wymaga to specjalistycznej wiedzy.
Prawdopodobnie przyjadą też specjaliści z Węgier, którzy pomogą nam poszukiwać kolejnych gniazd z wykorzystaniem telemetrii radiowej. Zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijała.
Jeśli rzeczywiście jest to pojedyncze gniazdo, mamy szansę jeszcze zatrzymać rozprzestrzenianie się tego gatunku. Niestety, te szanse nie są duże.
Z jednego gniazda może pochodzić kilkaset królowych zdolnych do przezimowania. Oczywiście nie wszystkie przeżyją zimę, ale istnieje ryzyko, że gniazd będzie więcej.
A potem będzie kilkadziesiąt albo kilkaset kolejnych gniazd.
Dlatego myślę, że edukacja i dalsza walka z tymi gniazdami są wskazane. To najskuteczniejsza metoda ograniczania rozprzestrzeniania się gatunku.
We Francji takie działania już są prowadzone, a u nas również obserwujemy duży odzew. Jeszcze raz chciałbym podziękować pszczelarzom za zaangażowanie w monitoring i zgłaszanie obserwacji.
To przede wszystkim w ich interesie, prawda?
Tak. Mam nadzieję, że dzięki temu sytuacja będzie w naszym kraju wyglądała lepiej. Na Słowacji również przeprowadzano ostatnio likwidacje gniazd.
Możemy przynajmniej ograniczyć lub spowolnić rozprzestrzenianie się szerszenia żółtonogiego albo zyskać więcej czasu, żeby lepiej przygotować się na jego obecność i odpowiednio wyszkolić służby.
Trzeba w jakiś sposób radzić sobie z tym problemem.
Czy mieszkańcy Małopolski powinni obawiać się szerszenia żółtonogiego?
Na początku mówił pan, żeby nie mylić tego szerszenia z dużo większym i, jak rozumiem, jeszcze groźniejszym gatunkiem występującym w Azji, który stanowi poważne zagrożenie także dla człowieka. Tamtego szerszenia jeszcze w Europie nie ma?
Nie ma. Dlatego lepiej tych gatunków nie mylić, żeby nie wywoływać paniki.
Nie chciałbym, żebyśmy zaczęli się bać każdego szerszenia. Powinniśmy działać rozsądnie, spokojnie i z rozwagą, ale jednocześnie zachować czujność i dobrze się zorganizować.
Możemy nawet uczyć się od pszczół. W Azji niektóre pszczoły znacznie lepiej radzą sobie z tym szerszeniem właśnie dzięki organizacji i synchronizacji zachowań.
Potrafią wykazywać zachowania odstraszające, sygnalizować, że obserwują szerszenia, wystawiać liczne strażniczki, które kontrolują jego ruchy, a także odpowiednio szybko wlatywać do gniazda i z niego wylatywać, żeby nie zostać schwytanymi.
My również powinniśmy postawić na organizację. Być może w ten sposób uda nam się przeciwdziałać dalszemu rozprzestrzenianiu się tego gatunku.