Czego dowiesz się z tej rozmowy:
-
Opłata turystyczna przyniesie dodatkowe dochody, ale Marek Zuber uważa, że 60–70 mln zł rocznie jest ostrożniejszą prognozą niż 100 mln zł.
-
Nie rozwiąże problemów finansowych Krakowa. Może pomóc w bieżącym budżecie i obsłudze zadłużenia, ale nie sfinansuje wielkich inwestycji.
-
Pięć złotych to według Zubera rozsądna stawka początkowa. Podnoszenie jej do 20 czy 50 złotych mogłoby zniechęcić część turystów.
-
Rzeczywiste wpływy są trudne do oszacowania. Znaczenie będą miały zwolnienia, struktura ruchu turystycznego i reakcje gości.
-
Wynajem krótkoterminowy wymaga regulacji. Ekonomista podkreśla jednak, że znalezienie rozwiązania akceptowanego przez wszystkie strony będzie trudne.
Posłuchaj rozmowy Łukasza Sobieszkody z Markiem Zuberem.
Od 1 stycznia 2027 roku mają obowiązywać nowe zasady pobierania opłat od turystów korzystających z noclegów. Dla Krakowa oznacza to możliwość wprowadzenia opłaty niezależnej od warunków klimatycznych. Ostateczną decyzję o jej pobieraniu będzie musiała podjąć Rada Miasta Krakowa.
Ekonomista Marek Zuber przekonuje, że dodatkowe dochody przydadzą się zadłużonemu miastu. Zwraca jednak uwagę, że wysokość wpływów będzie zależała nie tylko od liczby noclegów, lecz także od zachowania samych turystów.
Dodatkowe miliony nie rozwiążą problemów finansowych Krakowa
Wpływy z nowej opłaty turystycznej mogą sięgnąć nawet 100 milionów złotych rocznie. Marek Zuber podchodzi do tej prognozy ostrożnie i mówi raczej o 60–70 milionach złotych.
Tłumaczy, że dodatkowe dochody będą odczuwalne w bieżącym budżecie, szczególnie przy kosztach obsługi zadłużenia. Nie zmienią jednak zasadniczo możliwości inwestycyjnych miasta. Zuber przywołuje przykład planowanego metra, którego koszt szacowany jest na kilkanaście miliardów złotych.
To nie jest z całą pewnością coś, co rozwiąże strategiczne problemy Krakowa, a w szczególności w kontekście tego, o czym marzymy, czyli tych inwestycji najważniejszych, choćby metra. Jeśli szacujemy koszt metra na kilkanaście miliardów złotych, to 100 milionów jest optymistyczną wersją. 60, 70 milionów złotych rocznie z całą pewnością nie jest kwotą, która pozwala z większym optymizmem patrzeć na szanse wybudowania metra w Krakowie. Oczywiście trzeba też na to patrzeć w kontekście kosztu finansowania. Nie chodzi o to, żebyśmy zebrali na przykład 11 miliardów złotych, jeżeli to metro tyle by kosztowało. Mamy nadzieję na finansowanie zewnętrzne, Unii Europejskiej i tak dalej, ale to nie chodzi o to, żeby zebrać te pieniądze, tylko na przykład wyemitować obligacje kolejne czy wziąć kredyty. No i wtedy te pieniądze odnosimy właśnie do odsetek. Ale też przecież musimy kiedyś te pieniądze oddać
- mówi Marek Zuber.
Ekonomista przypomina również, że wysokie zadłużenie ogranicza swobodę podejmowania kolejnych dużych inwestycji - nie oznacza to finansowej katastrofy, lecz konieczność ostrożniejszego planowania wydatków.
Opłata za korzystanie z miasta zamiast opłaty za klimat
Kraków przez lata nie mógł pobierać opłaty miejscowej ze względu na wymogi dotyczące jakości powietrza. Marek Zuber uważa, że nowe rozwiązanie usuwa tę sprzeczność. Miasto nie będzie musiało uzasadniać pobierania pieniędzy walorami klimatycznymi.
Ekonomista dostrzega uzasadnienie dla takiej opłaty w kosztach utrzymania infrastruktury, z której korzystają przyjezdni. Jednocześnie zaznacza, że turyści już teraz przynoszą Krakowowi korzyści gospodarcze:
Mamy dzisiaj możliwość pobierania opłaty nie dlatego, że udajemy, że jesteśmy uzdrowiskiem, tylko dlatego, że – jeśli taką decyzję oczywiście Rada Miasta Krakowa podejmie – uważamy, że korzystanie z tej infrastruktury miejskiej przez turystów oznacza dodatkowe jej zużycie. Więc to jest element, który w jakiejś mierze będzie pomagał tę infrastrukturę utrzymywać w należytym stanie. Oczywiście próbuję na siłę racjonalizować to wszystko, ale wiemy doskonale, że nawet w kampanii wyborczej mieliśmy przecież takie hasła, mniej czy bardziej oficjalnie. Chodzi przede wszystkim o to, żeby zebrać pieniądze. Musimy mieć świadomość, że jeśli przyjeżdża do Krakowa turysta, to absolutna większość korzysta z restauracji, hoteli, pensjonatów, kawiarni, kupuje coś w sklepach, nawet jeżeli to będą sklepy spożywcze, a to oznacza większy obrót, większy zysk, a zatem także więcej pieniędzy, które w Krakowie zostają.
Pięć czy dwadzieścia złotych? Zbyt wysoka stawka może zaszkodzić
Podczas kampanii wyborczej Łukasz Gibała proponował znacznie wyższą opłatę turystyczną, wynoszącą co najmniej 20 złotych. Zuber przypuszcza, że taka propozycja wynikała przede wszystkim z potrzeb finansowych Krakowa.
Ekonomista nie jest jednak przekonany, że wielokrotne podniesienie stawki przyniosłoby proporcjonalny wzrost dochodów. Zwraca uwagę na różnice między turystami wybierającymi drogie hotele a tymi, którzy szukają najtańszych noclegów.
Wcale nie jestem pewien, czy możemy robić takie proste analogie. Czy jeżeli zwiększymy tę opłatę razy 10, to tyle samo turystów do Krakowa przyjedzie? 50 złotych wobec ceny hotelu cztero- czy pięciogwiazdkowego w Krakowie to nie jest oczywiście coś, co zatrzyma turystę, ale pamiętajmy o tym, że bardzo wielu turystów szuka jednak tanich noclegów i korzysta raczej z tańszej infrastruktury, a takiej coraz więcej w Krakowie również jest. Więc pytanie, czy sami sobie nie strzelimy w stopę i czy nie ograniczymy liczby turystów, i ten przyrost, nawet jeżeli będzie, będzie dużo, dużo mniejszy. Mam wrażenie, że trzeba to robić jednak partiami, jeśli już w ogóle będzie pomysł, żeby zwiększać te opłaty
- mówi ekonomista.
Zuber przywołuje różne doświadczenia europejskich miejscowości turystycznych. Jak twierdzi, część z nich nie odczuwa spadku zainteresowania mimo wysokich opłat, ale w innych pojawiają się głosy o konieczności ich obniżenia. Dlatego za rozsądny punkt wyjścia uznaje stawkę pięciu złotych.
Sto milionów złotych to prognoza, nie pewny dochód
Marek Zuber podkreśla, że nie można obliczać przyszłych wpływów, zakładając, że każdy turysta zapłaci maksymalną stawkę. Przypomina o zwolnieniach z opłaty i zmieniającej się strukturze osób odwiedzających Kraków. Bierze pod uwagę także możliwość, że sama informacja o dodatkowej należności wpłynie na decyzje części podróżnych. Uważa, że dopiero doświadczenia pierwszego roku pozwolą oszacować rzeczywiste dochody.
Jest jeszcze jeden element układanki, mianowicie to, czy nawet ta niewielka opłata nie zniechęci turystów do przyjazdu do Krakowa. Nawet jeżeli nie sama kwota, około jedno euro, która nie wydaje się zabójcza, to może się okazać, że sam fakt, że Kraków pobiera taką opłatę, może paru turystów zdenerwować. Taką sytuację mieliśmy w Wenecji
-tłumaczy.
Ekonomista proponuje, by miasto utrzymywało kontakt z hotelami i prowadziło badania wśród turystów. Takie informacje mogłyby pomóc w ocenie opłaty i podejmowaniu decyzji o ewentualnych zmianach jej wysokości.
Regulowanie tego rynku jest wyzwaniem nie tylko dla Krakowa, ale też dla innych europejskich miast. Zuber tłumaczy, że nowe przepisy mogą budzić sprzeciw właścicieli mieszkań, którzy zarabiają na wynajmie. Jednocześnie coraz częściej nieruchomości powstają lub są kupowane specjalnie z myślą o turystach. Zdaniem ekonomisty szczególne znaczenie ma to w miastach, gdzie mieszkania służą również stałym mieszkańcom.
%article_ 3736500%