Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Posłuchaj rozmowy Rafała Nowaka-Bończy z prof. Łukaszem Mamicą.
Ceny gazu na światowych rynkach gwałtownie wzrosły po rozpoczęciu wojny w Iranie. Polskie gospodarstwa domowe nie odczuły jednak podwyżek w takiej skali. Prof. Łukasz Mamica, kierownik Katedry Gospodarki Publicznej i prorektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie tłumaczy, że wynika to przede wszystkim z regulacji cen gazu i energii elektrycznej. Zmiany na rynkach międzynarodowych docierają do odbiorców z opóźnieniem.
Ekonomista przewiduje, że wyższe koszty to prawdopodobnie większe rachunki w przyszłym roku, kiedy zostaną ustalone kolejne ceny regulowane. Ale zastrzega: dzisiejsza stabilność nie oznacza, iż światowy wzrost cen nie będzie miał konsekwencji dla polskiej gospodarki.
Z pewnym opóźnieniem odczuwamy efekty podwyżek na rynkach międzynarodowych. Trochę inaczej jest w przypadku paliw na stacjach benzynowych, bo to jest inna kwestia, ale w przypadku prądu, gazu ceny są regulowane i co jakiś czas uaktualniane. Więc mamy taką sytuację, że ceny na rynkach międzynarodowych rosną, ale my na razie nie odczuwamy tego w naszych portfelach. Co innego w przyszłym roku. Sytuacja jest z punktu widzenia odbiorców stabilna.
Prof. Mamica przywołuje dane, według których od początku konfliktu w Iranie światowe ceny gazu wzrosły o 150 procent, podczas gdy odbiorcy w Polsce odczuli w tym roku ich trzyprocentowy spadek.
Dopłaty do energii. Kto powinien otrzymać pomoc?
Wysokie ceny energii wywołują presję na rządy, żeby chroniły odbiorców przed podwyżkami. Prof. Mamica przestrzega jednak przed rozwiązaniami, które obniżają rachunki wszystkim, niezależnie od dochodów. I przekonuje, że takie wsparcie trzeba finansować z pieniędzy publicznych, a przy wysokim deficycie może ono oznaczać dalsze zadłużanie państwa.
Trzeba unikać prostego dofinansowania. Dofinansowanie oznacza, że musimy wspólnie jako budżet państwa pożyczyć skądś te pieniądze. Przypominam, że mamy deficyt. I dopłacać do tego, żeby odbiorcy mieli taniej. Jestem przeciwnikiem szerokiego dopłacania, bo jak dopłacamy, to zanikają naturalne mechanizmy oszczędnościowe. Jak każdy z nas widzi, że coś jest drogie, to zastanawia się, czy jednak nie zacząć oszczędzać. Bardziej jestem zwolennikiem, żeby ewentualnie pomóc tym osobom, które są w trudnej sytuacji dochodowej. Żeby im to zrekompensować.
Koszty obsługi długu publicznego ograniczają możliwości finansowania innych potrzeb państwa - uważa profesor. Przyznaje jednak, że przed wyborami politycy mogą niechętnie podejmować decyzje, które oznaczałyby wyższe rachunki dla gospodarstw domowych.
Zdaniem profesora wysokie ceny energii powinny skłaniać do ograniczania jej zużycia. W jaki sposób?
Ocieplać budynki, ograniczać zużycie energii na noc, trochę zmniejszyć temperaturę, ubrać sweter. Podjąć takie działania, które rozwiązują ten problem, a przy okazji zrobić coś pozytywnego dla klimatu. Mamy poważny problem klimatyczny, który wynika z tego, że od rewolucji przemysłowej spalamy paliwa kopalne. Jest więcej dwutlenku węgla, mamy wzrost średnich temperatur i mamy bardzo wysokie koszty. Płacimy za to powodziami, rozregulowaniem klimatu, suszami, ekstremalnymi upałami
- przekonuje gość Radia Kraków.
Ekonomista dodaje, że rozwój odnawialnych źródeł energii może przynosić korzyści również polskiej gospodarce. Zamiast wydawać pieniądze na import surowców, kraj może inwestować w produkcję energii i tworzyć miejsca pracy.
ETS i koszty transformacji. Jak szybko Europa powinna odchodzić od paliw kopalnych?
Jednym z tematów unijnego szczytu jest przyszłość systemu handlu uprawnieniami do emisji CO₂. Rozszerzenie systemu na budynki i transport, znane jako ETS2, budzi sprzeciw części państw, w tym Polski. Prof. Mamica mówi o przesunięciu terminu jego wprowadzenia na 2028 rok i niepewności dotyczącej ostatecznego kształtu przepisów.
Profesor wyjaśnia, że system ma zachęcać przedsiębiorstwa do ograniczania emisji. Firmy, które inwestują w mniej emisyjne technologie, mogą zmniejszać zapotrzebowanie na uprawnienia i sprzedawać niewykorzystaną część. Jednocześnie ekonomista przyznaje, że system zwiększa koszty działalności przedsiębiorstw, co ma znaczenie dla ich konkurencyjności.
Mechanizm ETS powstał dlatego, żebyśmy racjonalizowali emisję dwutlenku węgla. Czyli mamy firmę. Ta firma na przykład zmienia technologię i emituje mniej dwutlenku węgla. To może te swoje uprawnienia sprzedać na rynku i zrekompensować sobie te nakłady. I to jest dobry kierunek. Tylko wiadomo, że to powoduje też wzrost kosztów energii. Działamy w takim otoczeniu międzynarodowym. Chińczycy tego nie robią. W związku z tym ten przemysł ma problemy. Ale z drugiej strony nie ma alternatywy dla tej transformacji energetycznej. Proszę zobaczyć na Chiny, które dziś są liderem w zakresie tempa zmian; zrozumieli, że nie ma alternatywy dla taniej, czystej energii.
Mamica przekonuje, że rozwój nowych technologii będzie stopniowo obniżał koszty produkcji czystej energii. Jako przykład zmian zachodzących w Polsce wymienia fotowoltaikę i farmy wiatrowe. Podkreśla też znaczenie energetyki jądrowej, która nie emituje dwutlenku węgla podczas produkcji prądu i może zapewniać stabilne dostawy energii.
Pieniądze z ETS powinny zostać w Polsce
Spór na unijnym szczycie dotyczy również podziału wpływów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO₂. Mamica odnosi się do propozycji przekazywania części tych środków do wspólnego budżetu Unii Europejskiej i sprzeciwu polskiego rządu. Popiera pozostawienie pieniędzy w krajach, które je uzyskują - powinny służyć inwestycjom ograniczającym zużycie energii i emisje, w tym ocieplaniu budynków oraz rozwijaniu nowych źródeł energii.
Myślę, że to jest dobre rozwiązanie, żeby te pieniądze miały trafiać do naszej gospodarki. Często słyszymy, że to jest jakieś unijne działanie - nie, to jest działanie Unii Europejskiej, która dokonuje pewnego przesunięcia. Czyli ci, którzy emitują dwutlenek węgla, generują dochody, które powinniśmy przeznaczyć na działania zmniejszające zużycie. Ocieplasz swój dom, przeprowadzasz termomodernizację, o kilkadziesiąt procent spada zapotrzebowanie na energię. Czyli emitujesz mniej dwutlenku węgla i zmniejszasz swoje rachunki
- tłumaczy Łukasz Mamica.
Ekonomista podkreśla, że odpowiednio wykorzystane wpływy z ETS mogą przynieść gospodarstwom domowym trwałe oszczędności. Zamiast finansować bieżące zużycie energii, państwo może wspierać inwestycje, dzięki którym w przyszłości potrzeba jej mniej.
Bezpieczeństwo energetyczne i obronność. Dlaczego te sprawy się łączą?
Wydatki na transformację energetyczną konkurują o publiczne pieniądze z innymi potrzebami, w tym z obronnością i pomocą Ukrainie. Prof. Mamica uważa jednak, że nie należy traktować tych celów jako sprzecznych.
Przekonuje, że ograniczanie zależności od rosyjskich surowców służy bezpieczeństwu Europy. Rozwój krajowych źródeł energii ma więc, według ekonomisty, znaczenie nie tylko dla klimatu i gospodarki, ale także dla polityki bezpieczeństwa:
To są priorytety, które musimy realizować. Tutaj nie ma alternatywy. Rosja jest podmiotem bezwzględnym - codziennie giną cywile, są bombardowane budynki mieszkalne. Rosja nie ma żadnych zahamowań. Jakiekolwiek próby osłabienia naszych zdolności obronnych byłyby po prostu naiwnością. I to jest powiązane z polityką energetyczną, o której mówiliśmy. Mamy problem, czy kupować, czy nie tanią energię z Rosji. Większość Europy jest tutaj zdecydowana - każdy zakup energii z Rosji to wzmacnianie ich potencjału i szykowanie sobie problemów w przyszłości. Więc dopóki mamy taką sytuację polityczną w Rosji, jaka jest, energię powinniśmy głównie produkować u siebie, szukać niezależności, stabilności.
Dla profesora ograniczanie importu energii z Rosji i rozwijanie własnej produkcji to elementy tej samej strategii: zmniejszania zależności Europy od państw, które mogą wykorzystywać dostawy surowców jako narzędzie politycznego nacisku.