Rząd rozważa powrót programu Ceny Paliw Niżej. Co będzie bezpośrednim impulsem do przewrócenia tego programu? Jeśli to ceny ropy na światowych rynkach, no to jaki pułap musiałby być przekroczony, by CPN wrócił?
- Dzisiaj rozmowy o powrocie pakietu CPN nie ma. Rozmawiamy, jak można rynkowo doprowadzić do niższych cen paliw. Dziś na cenę wpływa to, że odbudowywane są powierzchnie magazynowe, rezerwy strategiczne. Z tego wynika to, że spadki na rynkach nie przekładają się tak szybko na spadki cen na stacjach paliw. Jak chodzi o Bliski Wschód, będziemy to analizowali na bieżąco.
Dementuje pan? Nie będzie powrotu do CPN?
- Sytuacja międzynarodowa jest dynamiczna. Na dzisiaj nie przewidujemy powrotu do tego bardzo dobrego programu osłonowego na czas globalnego kryzysu.
Widzimy, że nie deeskaluje sytuacja na Bliskim Wschodzie. Jeśli ministerstwo energii sięgnęłoby po jakieś mechanizmy, które powodowałyby, że ta cena paliw byłaby niższa, to które to byłyby te mechanizmy? VAT, akcyza, cena maksymalna?
- O tym porozmawiamy z Ministerstwem Finansów. Na dziś nie ma co straszyć słuchaczy. Sytuacja nie jest tak zła, jak brzmią niektóre nagłówki. Donald Trump i państwa Bliskiego Wschodu wiedzą, że deeskalacja dla gospodarki jest dobra. Tego oczekuje świat.
Do tej pory program CPN kosztował 4 miliardy 700 milionów. Gdyby była taka potrzeba, ile można jeszcze realnie dopłacić do programu? Na ile stać jeszcze budżet państwa?
- To pytanie do ministra finansów. My zadeklarowaliśmy, że jak ceny będą bardzo wysokie, wtedy porozmawiamy o powrocie do osłon. Dzisiaj raczej dążymy do stabilizacji rynkowej, nie poprzez subsydiowanie cen.
Wielu kierowców jest zawiedzionych, że akurat CPN skończył się wraz z początkiem wakacji. Czy to nie był taki impuls do tej refleksji i do tych rozważań, że być może warto wrócić do niektórych mechanizmów osłonowych albo w ogóle do programu CPN?
- Z jednej strony cena paliwa w Polsce była konkurencyjna. To pokazywało skuteczność naszego pakietu. Opozycja mówiła, że paliwa braknie. PiS i Konfederacja mówiły, że doprowadzi to do katastrofy i mechanizm nie zadziała. Musimy pozwolić na to, żeby ceny były niższe rynkowo. Do tego dążymy. Polityka zakupowa w kolejnych tygodniach, po odbudowaniu poziomu magazynów, będzie się stabilizowała.
Jeśli nie będzie poważnej eskalacji na Bliskim Wschodzie i poważnego wzrostu cen ropy na światowych rynkach, rozumiem, do tego momentu w ogóle nie ma rozważań co do powrotu CPN-u?
- Raczej nie. Musiałoby się zdarzyć coś niespodziewanego pod kątem eskalacji i powrotu do napiętych działań Iranu i USA. Oby do tego nie doszło. Sytuacja na Bliskim Wschodzie rzutuje na cała gospodarkę. Oby nie trzeba było reagować na sytuację wojenną. Wszyscy dążymy do tego, żeby tego konfliktu nie było.
Teraz polski atom. W tym miesiącu rozpoczną się pierwsze prace nad obiektami tymczasowymi w gminie Choczewo, gdzie ma powstać pierwsza elektrownia jądrowa. Pierwszy jądrowy beton ma zostać wylany w roku 2028, a od tego momentu ma upłynąć 8 lat, kiedy to z elektrowni popłynie energia. To jest wariant bardzo optymistyczny, bo budowy elektrowni w Europie zajmowały zwykle kilkanaście lat. Co będzie decydujące dla utrzymania tego ambitnego harmonogramu?
- To bardzo ambitny scenariusz i harmonogram, ale realny. Wskazują na to nie tylko nasze przewidywania, ale też oceny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Eksperci tej agencji ocenili ten harmonogram jako realny. Zdecyduje to, czy budowa reaktora ruszy w 2028 roku.
Jakie będzie zaangażowanie polskich firm w ten projekt? Na jakim etapie pracy nastąpi ten przepływ know-how?
- Świetne pytanie. Dzisiaj zaczynamy licencjonowanie polskich firm, które powinny bardziej partycypować. Na pierwszym bloku powinno to być minimum 40%. Blok drugi trzeci – tam partycypacja polskich form powinna być na poziomie 70%. To nie tylko trwałe komponenty na budowę i logistykę. To kable, stal, łańcuch dostaw. Oby on potem był wykorzystywany w kolejnych projektach jądrowych w kraju.
Czym mają się zajmować polscy podwykonawcy i czego się nauczą? Chodzi też o ten przepływ know-how, przepływ kompetencji w wypadku budowy pierwszej elektrowni jądrowej.
- To budowa całej infrastruktury logistycznej – kolej, drogi. To też budynki elektrowni, reaktor. To nie jest know-how budowy reaktora, ale tego się mogą nauczyć, jak będą realizowane kolejne projekty jądrowe. W naszym regionie nie ma budowanych nowych reaktorów. Oby była potem ekspansja polskich firm, jak inne kraje podejmą decyzję o budowie kolejnych bloków.
Tymczasem o budowę drugiej elektrowni ubiegają się trzy podmioty ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Francji. Co będzie decydujące dla wyboru tego kontrahenta? Jak to jest w praktyce? Które z rozwiązań jest korzystniejsze dla stabilności energetycznej? Elektrownie jądrowe w tej samej technologii czy w różnych?
- Każda z tych ofert ma własne zalety. Jak chodzi o decyzję, to nie jest widzimisię, ale złożony proces determinowany ceną energii elektrycznej dla odbiorcy indywidualnego. Jak cena będzie wysoka, nie możemy sobie na to pozwolić. Jest też gwarancja udziału polskich firm. Jak będziemy mieli pierwsze elektrownie, naturalne jest to, że te firmy będą mogły partycypować w budowie drugiej elektrowni. Ważne jest także zaangażowanie kapitałowe po stronie inwestora, czyli gwarancja finansowania, żeby też ten proces przebiegał bardzo sprawnie.
Dla stabilności energetycznej, dobrze jak są te same technologie czy różne?
- Są różne sytuacje. Francja ma w tej samej technologii reaktory, Finlandia ma różne technologie i różnych inwestorów. Nie ma to wpływu na sieć i bezpieczeństwo. Wady i zalety wszystkich technologii są. Eksperci to zbadają.
Jeszcze odniosę się do szczytu NATO, bo tam też również o paliwach sporo dyskutowano. Wnioski ze szczytu NATO płyną następujące, że Stany Zjednoczone nie podjęły decyzji o wycofaniu wojsk z Europy. Mamy zapowiedzi o amerykańskich inwestycjach wojskowych w Polsce, jest zgoda co do wsparcia Ukrainy, ale też na szczycie w Ankarze sojusznicy zatwierdzili inwestycje o wartości 27 miliardów euro w modernizację i rozbudowę wojskowego łańcucha dostaw paliw. Kiedy i w jaki sposób Polska dołączy do natowskiego systemu?
- To był bardzo dobry szczyt dla Polski. Jednym głosem mówił prezydent i rząd. Są zapisy pewnych porozumień. To była dobra, wspólna praca. Słyszę ministra Błaszczaka, który mówi o tym, że rząd by próbował budować cokolwiek, co byłoby NATO bis albo poza NATO, jest po prostu bzdurą. To szczyt bezczelności. Rozbudowa systemu ropociągów… Mówimy o systemie dual use. W razie kryzysu byłoby to logistyczne wsparcie dla armii. W czasie pokoju będzie to wspierało dostawy do lotnisk. To kluczowe. Jest porozumienie między MON i Ministerstwem Energii. To proces, który będzie łączył nowy system ropociągów w Europie środkowowschodniej z systemem na zachodzie. Nie będzie NATO dwóch prędkości. Nie może być tak, że jeżeli dzisiaj to zagrożenie jest ze strony Federacji Rosyjskiej, czyli ze wschodu, to logistyka dostarczania paliw na wschodzie jest gorsza niż na zachodzie. Bez tego wojna będzie taka, że NATO będzie na straconej pozycji. Stąd nasze działania z każdym sojusznikiem. Podnosiliśmy to. Rozbudowa powierzchni magazynowych, dystrybucji, masowy front kolejowy to elementy systemu. Polska jest gotowa. To krytyczny dla Polski projekt.
Jaki jest harmonogram?
- W następnych latach. Harmonogram będzie przyjmowany po decyzjach konkretnych NATO, po zagwarantowaniu finansowania. Polska już dzisiaj robi, ile może z punktu widzenia budżetu, szuka środków, żeby już inwestować w przepompownie, bazy paliw, masowe fronty kolejowe. Liczę, że ta decyzja zapadnie w ciągu następnych miesięcy.