- Kardiochirurgia dziecięca w Prokocimiu należy do europejskiej i światowej czołówki. Do Krakowa przyjeżdżają najwybitniejsi specjaliści z Harvardu i najlepszych ośrodków medycznych świata, a polscy lekarze są dla nich partnerami do wymiany doświadczeń.
- Lekarze z Prokocimia wykonują jedne z najbardziej skomplikowanych operacji wrodzonych wad serca. Klinika przeprowadza rocznie około 300–400 zabiegów, a część z nich należy do najtrudniejszych procedur wykonywanych w medycynie dziecięcej.
- Mimo medycznych sukcesów szpital znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Prokocimiu nie otrzymał zapłaty za część świadczeń wykonanych w ubiegłym roku, a zaległości sięgają kilkudziesięciu milionów złotych.
- Brak pieniędzy może wpłynąć na leczenie pacjentów z całej Polski. Jeśli sytuacja finansowa się nie poprawi, szpital może zostać zmuszony do ograniczenia liczby wykonywanych procedur, co odbiłoby się na funkcjonowaniu kardiochirurgii i kardiologii dziecięcej w całym kraju.
- A
- A
- A
Medyczny sukces szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Jest jednak wielki problem
Światowej klasy specjaliści, przełomowe operacje i międzynarodowe uznanie – tak dziś wygląda codzienność kardiochirurgów dziecięcych z Prokocimia. Mimo medycznych sukcesów przyszłość szpitala budzi jednak niepokój. Placówka czeka na dziesiątki milionów złotych za wykonane świadczenia, a lekarze i dyrekcja nie ukrywają obaw o kolejne miesiące funkcjonowania.To historia, która mogłaby być powodem do narodowej dumy. Do Krakowa przyjeżdżają najwybitniejsi kardiochirurdzy świata, polscy specjaliści wykonują operacje uznawane jeszcze niedawno za niemożliwe, a dziecięca kardiochirurgia z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu jest stawiana w jednym szeregu z najlepszymi ośrodkami w Europie i Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie szpital zmaga się z wielomilionowymi problemami finansowymi, które stawiają pod znakiem zapytania jego dalsze funkcjonowanie. To właśnie ten kontrast najmocniej wybrzmiał podczas rozmowy z prof. Tomaszem Mroczkiem, kierownikiem Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej USD w Krakowie.
Kraków w światowej elicie
Podczas międzynarodowej konferencji zorganizowanej w Krakowie pojawili się specjaliści z Harvardu oraz najlepszych szpitali w Stanach Zjednoczonych i Europie. Nie przyjechali jednak po to, by uczyć polskich lekarzy.
My nie uczymy się, my wymieniamy nasze doświadczenia i wzajemnie wzbogacamy się między sobą
– podkreśla prof. Tomasz Mroczek.
To zdanie najlepiej pokazuje, jaką pozycję wypracowali sobie lekarze z Prokocimia. Nie są już uczniami zachodnich ośrodków. Stali się ich partnerami.
Profesor nie ma wątpliwości:
Jeżeli chodzi o perspektywę europejską, to jesteśmy jako kraj w tej chwili absolutną czołówką.
Operacje, których inni nie wykonują
Na wyjątkową pozycję polskich specjalistów wpływa również specyfika pacjentów leczonych w kraju.
W wielu państwach Europy Zachodniej rozwinięta diagnostyka prenatalna sprawia, że liczba dzieci rodzących się z najcięższymi wadami serca jest znacznie mniejsza. W Polsce takich pacjentów wciąż jest relatywnie dużo, dzięki czemu lekarze zdobywają doświadczenie w leczeniu najbardziej skomplikowanych przypadków.
W Europie jesteśmy absolutnie liderem i jesteśmy porównywani czy zestawiani ze Stanami Zjednoczonymi
– mówi prof. Mroczek.
To właśnie w Prokocimiu wykonywane są operacje trwające wiele godzin, wymagające niezwykłej precyzji i doświadczenia całych zespołów medycznych.
Profesor przyznaje, że obecnie zajmuje się niemal wyłącznie najtrudniejszymi przypadkami.
Jestem raczej umówiony na te najbardziej zaawansowane operacje. One trwają bardzo długo, więc można wykonać tylko jedną taką operację dziennie.
Kardiochirurg przyszłości? To coraz trudniejsza droga
Mimo sukcesów środowisko mierzy się z kolejnym wyzwaniem – brakiem następców.
Choć nowoczesne technologie, sztuczna inteligencja, druk 3D czy wirtualna rzeczywistość zmieniają sposób szkolenia młodych lekarzy, sama specjalizacja pozostaje jedną z najtrudniejszych ścieżek zawodowych w medycynie.
Młody adept medycyny, który myśli o zajmowaniu się kardiochirurgią wrodzonych wad serca, podejmuje gigantyczne ryzyko
– ocenia profesor.
Jak dodaje, jedynie niewielka część rozpoczynających szkolenie lekarzy będzie w stanie w przyszłości wykonywać ten zawód samodzielnie.
Powodem jest nie tylko poziom trudności specjalizacji, ale również zmieniająca się sytuacja demograficzna.
W tej chwili w Polsce rodzi się bardzo mało dzieci
– zauważa ekspert.
Mniejsza liczba pacjentów oznacza mniej okazji do zdobywania doświadczenia przez młodych lekarzy.
Technologia nie zastąpi człowieka
Choć medycyna coraz częściej kojarzona jest z robotami chirurgicznymi, w kardiochirurgii dziecięcej sytuacja wygląda inaczej.
Wbrew powszechnym wyobrażeniom robot da Vinci nie jest dziś rozwiązaniem dla najbardziej skomplikowanych operacji wykonywanych na małych dzieciach.
Robot wciąż nie nadaje się do tego, żeby mógł zostać wykorzystany w naszej pracy
– mówi prof. Mroczek.
Jak tłumaczy, współczesne systemy robotyczne są zbyt wolne i zbyt mało precyzyjne w przypadku najbardziej skomplikowanych wad serca.
W tej dziedzinie nadal kluczową rolę odgrywają doświadczenie chirurga, jego refleks i umiejętności zdobywane przez wiele lat praktyki.
Euforia i przerażenie
Najbardziej poruszający fragment rozmowy pojawił się jednak pod koniec wywiadu.
Profesor został zapytany o największe problemy systemowe, z jakimi mierzy się dziś polska ochrona zdrowia. Odpowiedź była zaskakująco szczera.
Panuje absolutna dychotomia
– przyznał.
Z jednej strony Kraków gości światowe autorytety, a polscy lekarze występują w roli ekspertów.
Z drugiej – Uniwersytecki Szpital Dziecięcy znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji finansowej.
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy jest w tej chwili jedynym szpitalem dziecięcym w Polsce, który nie otrzymał zapłaty za zeszły rok na sumę kilkudziesięciu milionów złotych.
Słowa profesora nie pozostawiają wątpliwości.
Z jednej strony jesteśmy w euforii z powodu tego, o czym rozmawiamy, a z drugiej strony jesteśmy przerażeni, co czeka szpital w najbliższym czasie.
Czy ucierpią pacjenci?
Największe obawy dotyczą przyszłości leczenia dzieci z całej Polski.
Kardiochirurgia dziecięca należy do najdroższych dziedzin medycyny. Pojedyncze operacje kosztują dziesiątki, a niekiedy setki tysięcy złotych. Do tego dochodzą koszty wielotygodniowej opieki pooperacyjnej, specjalistycznej diagnostyki i nowoczesnego sprzętu.
Prof. Mroczek nie ukrywa, że jeśli sytuacja finansowa nie ulegnie poprawie, konieczne mogą być trudne decyzje.
Jeżeli nie będzie ze strony NFZ-u wsparcia finansowego i wywiązywania się z zobowiązań, to myślę, że dyrekcja szpitala będzie rozważać różne opcje, to znaczy ograniczenie ilości procedur czy wstrzymanie wykonywania tych zabiegów.
To scenariusz, który wykracza daleko poza Kraków.
Jak podkreśla profesor, do Prokocimia trafiają pacjenci z całej Polski. Problemy szpitala mogą więc przełożyć się na funkcjonowanie całej kardiochirurgii dziecięcej w kraju.
Duma i ostrzeżenie
Historia szpitala dziecięcego w Prokocimiu jest dziś symbolem szerszego problemu polskiej ochrony zdrowia. Pokazuje, że nawet światowej klasy medycyna nie jest odporna na konsekwencje problemów finansowych systemu.
To paradoks naszych czasów. Z jednej strony polscy lekarze wykonują zabiegi, które budzą podziw międzynarodowego środowiska medycznego. Z drugiej – placówki, w których pracują, coraz częściej muszą walczyć nie tylko o zdrowie swoich pacjentów, ale również o własną stabilność finansową.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
15:45
Przednówek w Polanach. Kościelisko znów rozbrzmiewa góralską muzyką
-
15:30
Piwniczna ostrzega: uwaga na niedźwiedzie spacerujące po mieście
-
15:04
Medyczny sukces szpitala dziecięcego w Prokocimiu. Jest jednak wielki problem
-
14:55
Prezes Wisły Kraków odsłania karty. Wiemy, jak będzie wyglądać drużyna w Ekstraklasie
-
14:36
Ciężki piątek na małopolskich drogach. Kolizje, stłuczki, wypadki z udziałem motocyklistów
-
14:10
Serial "The Boroughs". Luksusowe osiedle dla seniorów z mroczną tajemnicą
-
13:59
Szef krakowskiej KO nie wyklucza odwołania. „Oddałem się do dyspozycji pani komisarz”
-
13:21
Laureatka Nagrody Bujwidowej: "Niepełnosprawność mnie nie zdefiniowała"
-
13:21
Zakopane uszczelnia system opłat za śmieci. W blokach rachunki będą zależeć od zużycia wody
-
12:58
Nowa premiera Łaźni Nowej. „Larwy” o kobiecym ciele, kontroli i wyborze
-
12:31
Po latach starań Tarnów upamiętni ofiary OUN-UPA. Jest zgoda prezydenta miasta
-
12:11
Jedni płacą tysiące, inni prawie nic. Tak działa składka zdrowotna w Polsce
-
11:42
86-letni kierowca stracił uprawnienia po potrąceniu dziecka na przejściu
-
11:37
Rozpoczyna się przebudowa węzła przy Bagateli. Wielkie zmiany dla pasażerów i kierowców
-
11:19
NFZ vs prywatna opieka psychiatryczna - różnice w dostępie, jakości i kosztach
-
11:13
Święto Miodu w Harmężach już w sobotę
-
11:01
Wypadek w Stryszawie. Motocyklista ranny po zderzeniu z samochodem
-
10:12
Bezpłatne treningi wracają do Tarnowa. W tym roku także na osiedlu Jasna
-
10:05
To już trzecia edycja letniej zabawy w Oświęcimiu - Spływ na byle czym, byle po Sole