Był pan w niedzielę na wieczorze wyborczym Moniki Piątkowskiej?
- Tak, byłem.
Chciałem zapytać, bo bardzo mnie to dziwiło, od niedzieli tak to za mną łazi, skąd ta reakcja na wyniki wyborów? Ta euforia niemalże, ten entuzjazm, te brawa, te uśmiechy, ta radość? Czym one były spowodowane, bo przecież nie wynikiem?
- O godzinie 21 musiałem iść komentować wyniki do TVP Info.
Widział pan na pewno jakieś relacje wideo.
- Walka była do końca. To nie był jednak równy pojedynek. W mojej ocenie te wybory rozstrzygnęły się w czasie referendum. Liczba Krakowian, którzy opowiedzieli się za zmianą, nie zmieniła się od maja.
To po co była ta walka?
- Zawsze trzeba walczyć. Były wybory, trzeba podnieść rękawicę. Monika Piątkowska walczyła do końca. Po I turze można było podejrzewać, że potencjał głosów jest ograniczony. Wszystkie badania wskazywały na taki wynik, jaki został osiągnięty. To już jest za nami.
Przypomnijmy wynik. Ponad 62% głosów dla Łukasza Gibały, niespełna 38% głosów dla Moniki Piątkowskiej. Jeszcze do tej radości się odnosząc, czy nie lepiej było po prostu wyjść, powiedzieć - „okej, dostaliśmy w skórę, rozumiemy, poprawimy się”, a nie udawać, że się cieszymy, bo nie ma z czego przecież?
- Z euforią pan przesadza.
"Z pokorą trzeba przyjąć porażkę"
Widziałem te uśmiechy, to „huraaa”.
- Pana tam nie było.
Nie było mnie, ale widziałem wideo. Nasza reporterka była.
- Pana nie było. Wprowadza pan słuchaczy Radia Kraków w błąd.
Polecam naszą rolkę.
- Wszystko można nagrać i zrobić specjalne ujęcia. Byłem tam do 20.50. Tuż po programie byłem znowu. Oczekiwania były ograniczone, więc nikt się wygranej nie spodziewał. Wynik to potwierdził. Jak pan sugeruje potencjalną przegraną, wybory polityczne były w I turze, gdy każdy mógł startować. To był wybór za swoim pierwszym kandydatem. Nasi konkurenci zostali w tyle.
Monika Piątkowska miała 30 procent 17,5 procent Michał Drewnicki bez konkurencji po prawej stronie. Konfederacja nie zebrała podpisów, Lewica miała słaby wynik. Wybory polityczne były w I turze i jasno pokazały, że KO w Krakowie cieszy się największym poparciem. Nie zmienia to faktu, że z pokorą trzeba przyjąć porażkę, wyciągnąć wnioski, żeby na przyszłość to się nie powtórzyło. Sama kampania na wynik wyborczy miała mniejszy wpływ. Sprawa została przegrana w referendum w maju.
Jaki wpływ na wynik wyborczy miał dobór kandydatów? Czy to była najlepsza kandydatka z możliwych?
- Wydaje mi się, że tak. Były rozmowy. Finał jest taki, że postawiono na Monikę Piątkowską. Ona podjęła rękawicę, nie odstawiała nogi. Był wprost kandydatką z naszego środowiska. Konkurencja pokazywała znak równości z byłym prezydentem. Możliwości mieliśmy ograniczone.
Co dalej z Moniką Piątkowską? Chodzą słuchy, że chciałaby być może zostać szefową partii w regionie albo jedynką w najbliższych wyborach do Sejmu. Pan coś wie na ten temat?
- Zawsze kandydatka, która ubiega się o funkcję prezydenta, jest naturalnym liderem środowiska.
Czyli będzie szefową partii w Małopolsce? Podobno pan też się stara.
- Zaraz do tego przejdziemy. Jej pozycja osobista po wyborach jest wzmocniona. Nie mam tu wątpliwości. Co do szefa KO w Małopolsce, w odpowiednim momencie zdecydują członkowie KO. U nas są wybory demokratyczne, każdy członek głosuje. Nie wiem, czy te wybory będą tak szybko. To pytanie do marszałek Doroty Niedzieli. Ona jest komisarzem w naszym regionie.
"Kołodziejczak ma prawo się bronić"
Chciałem zapytać o wybrańca Donalda Tuska. Bo tak podobno sam siebie nazywa pan Michał Kołodziejczak, były wiceminister...
- Nie wiem, jak pana prezes nazywa w Radiu Kraków. Jest pan wybrańcem? To absurdalna postawa dla dziennikarza.
Ale on sam o sobie mówi, że jest wybrańcem Donalda Tuska.
- Jest świetnym prawnikiem.
Michał Kołodziejczak? Pytam o niego.
- Myślałem, że o Berka pan pyta.
O Berka za chwilę. O Michała Kołodziejczaka pytam, który ma poważne problemy z narkotykami. Dał się do tego jeszcze nagrać. Podobno przymuszał do zażywania tychże narkotyków swoje koleżanki i kolegów. Czy to są normalne postawy w Koalicji Obywatelskiej?
- Nie. Jak tylko ta sprawa wypłynęła, od razu został zawieszony w prawach członka klubu. To jest nieakceptowalne w naszym środowisku. Znalazł się na naszych listach w 2023 roku, na fali protestów rolników.
No ale go państwo wzięli.
- Tak. Na tym polegają wybory. Buduje się szerokie listy. Możliwości prześwietlenie wszystkich do końca nie są duże. Jak wchodził na nasze listy, jako szef AgroUnii w 2023 roku, tych informacji nie było. Są dzisiaj, od razu była decyzja klubu. Jego kariera polityczna w KO – bez względu jak się to potoczy w wymiarze prawnym… On ma prawo się bronić, nie przedstawił jednak swojej wersji wydarzeń do klubu nawet.
Czym sobie bardziej nagrabił? Czy tą prawdopodobnie kokainą, bo tak się mówi, i tym przemocowym stosunkiem do podwładnych? Czy może tym, że pojawił się z błaznem, który udaje detektywa, panem Rutkowskim, w prokuraturze i skleił w ten sposób Platformę z tym człowiekiem i teraz setki memów po sieci krążą?
- Zawsze ważna jest przyczyna. To jest oczywiście informacja medialna i taśmy opublikowane o jego zachowaniu i potencjalnych relacjach ze współpracownikami. To jasne.
"Jak ktoś jeździ po pijaku, jest to naganne"
Jeszcze jedna sprawa problemowa dla Koalicji Obywatelskiej, konkretnie dla posła Roberta Wardzały z Tarnowa. Jak donosi reporter Radia Kraków Bartek Maziarz, dwa dni temu poseł Wardzała został w nocy zatrzymany ponieważ jechał bez świateł na rowerze. Policja twierdzi, że była wyczuwalna woń alkoholu od niego, ale pan poseł nie pozwolił się zbadać, zasłonił się immunitetem. Immunitet od tego jest, żeby zasłaniać w nim w takich sytuacjach?
- Ja się immunitetem nie zasłaniam. Jeśli to dotyczy Roberta Wardzały, bo media podawały informacje bez nazwiska, sugerując tylko posła z Tarnowa… Ja bym tego nie zrobił. Trzeba czekać. Jeśli sprawa jest dla policji, gdy będzie wniosek o uchylenie immunitetu, to mam nadzieję, że Robert się zrzeknie i przedstawi swoją wersję wydarzeń. Jak ktoś jeździ po pijaku, jest to naganne. Różnica jest tylko taka, że w jednym przypadku to wykroczenie, w drugim to przestępstwo.
Domagał się pan Macieja Berka, więc pytam teraz o Macieja Berka. Za pół godziny z hakiem podobno ma złożyć ślubowanie w obecności marszałka Sejmu, skoro prezydent nie chce tego ślubowania odebrać. Czy tak powinno być? Czy na to ślubowanie ma wpływ werdykt Komisji Weneckiej z wczoraj, że ślubowanie musi zostać przyjęte, a jeśli prezydent to opóźnia, to kandydat na sędziego czy sędzia już wybrany przez Sejm, może sobie złożyć ślubowanie właściwie jak chce, byle tylko poinformować o tym prezydenta?
- Komisja Wenecka, czyli ciało doradcze przy Radzie Europy, w takich sprawach podejmuje działania. Doradza organom konstytucyjnym, jak się zachować. W Polsce prezydent Nawrocki odmawia wypełniania swoich obowiązków. Sprawa jest jasna. Sejm wybiera członków TK, prezydent przyjmuje ślubowanie.
Prezydent uniemożliwia złożenie ślubowania od pierwszego tygodnia września. Nie dotyczy to tylko sędziego Berka, ale też czterech sędziów wybranych wiosną do TK. Prezydent ślubowania nie przyjął. Nie może być anarchii w państwie. Jeżeli ktoś prawo łamie, trzeba stosować rozwiązania prawnie możliwe. Maciej Berek być może dziś złoży ślubowanie. Zostanie to przekazane do prezydenta i pewnie wkrótce obejmie funkcję sędziego TK.
"Oczekuję, że wybrani sędziowie TK ten problem rozwiążą"
Jeśli opinia Komisji Weneckiej jest dla państwa tak bardzo ważna, to dlaczego nie publikują państwo wyroków Trybunału Konstytucyjnego? Komisja Wenecka twierdzi, że rząd ma obowiązek te wyroki publikować.
- Mamy kryzys. On jest od dziewięciu lat, od grudnia 2015 roku. Chodzi o status niektórych sędziów TK. TK stwierdził o ważności wybrania trzech wybranych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego w 2015 roku.
Kto to jeszcze pamięta?
- Przyczyny są ważne, warto je przytaczać. Jako polityk oczekuję, że wybrani sędziowie TK ten problem rozwiążą i przywrócą rządy prawa w Polsce.