Zdaniem prokuratury i sądu pierwszej instancji stan zdrowia mężczyzny nie pozwalał na podjęcie takiej decyzji. Nie zgadza się z tym także skazany w tej sprawie notariusz. Wojciech W. podkreślał przed sądem, że rozmawiał z panem Henrykiem w marcu 2021 roku - w czasie pandemii - w maseczkach na twarzy. To zdaniem notariusza utrudniało ocenę jego stanu zdrowia psychicznego.
- Podczas dokonywania czynności notarialnych nie widziałem ust i sporej części twarzy pana Henryka. Ma to znaczenie, ponieważ całkiem inny jest odbiór danej osoby, gdy widać mimikę twarzy. Ruchy jego ciała nie wskazywały na nic, co mógłbym zidentyfikować jako objaw upośledzenia umysłowego lub choroby psychicznej. Moje pytania kierowane do pana Henryka podczas czynności notarialnych, to były proste pytania o fakty. Uzyskałem odpowiedzi zgodne z logiką i tym, co wynikało z dokumentów. Zachowanie pana Henryka podczas przesłuchania w sądzie okręgowym w Tarnowie 19 marca 2025 roku było odmienne od jego zachowania podczas czynności notarialnych u mnie, 4 lata wcześniej. Gdyby wtedy pan Henryk był tak spowolniały, a kontakt z nim byłby tak utrudniony i nielogiczny, nie sporządziłbym z nim żadnego aktu notarialnego - mówił.
Notariusz dodawał, że w marcu 2021 nikt z pracowników Domu Pomocy Społecznej nie przedstawił mu opinii lekarskiej o stanie zdrowia mężczyzny, który miał nie pozwalać mu na nieodpłatne przekazanie swojego rodzinnego domu gminie Szerzyny.
Sąd Apelacyjny w Krakowie odroczył rozpatrywanie odwołania od wyroku do 3 grudnia. Obrońcy oskarżonych wnioskowali o uniewinnienie lub - alternatywnie - uchylenie wyroku Sądu Okręgowego w Tarnowie i przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez sąd pierwszej instancji. Adwokaci nieprawomocnie skazanych urzędników przekonywali, że sąd pierwszej instancji nie wziął pod uwagę zachowania dyrektorki DPSu, w którym przebywał przebywał pan Henryk. Obrońcy podkreślali, że w 2021 roku kobieta nie przedstawiła urzędnikom opinii lekarskiej, która spowodowałoby, że temat próby przejęcia nieruchomości w Szerzynach zostałby zakończony.
Adwokanci przypomnieli także sytuację, w której wicestarosta Roman Łucarz chciał się przygotować do przesłuchania i polecił dyrektorce PCPR Annie Górskiej, żeby pojechała po dokumenty pana Henryka do DPSu. Jak zwrócili uwagę obrońcy, dyrektorka DPS wydała te dokumenty do skserowania, mimo że wcześniej Prokuratura Okręgowa w Krakowie chciała je uzyskać i zakazała udostępniania. Dyrektorka DPSu, nie wspomniała o tym dyrektorce PCPR, która przyjechała po akta. Kilkadziesiąt godzin później zarówno dyrektorka PCRP, jak i wicestarosta tarnowski zostali zatrzymani, a Roman Łucarz aresztowany. Właśnie, ze względu na zrobienie tego ksero.
Zdaniem obrońców, dyrektorka DPSu celowo wciągnęła swoich szefów w te swoistą "pułapkę". Natomiast kobieta przed sądem pierwszej instancji tłumaczyła się, że wydała akta pana Henryka swoim przełożonym ze strachu. Zapytana dlaczego nie powiedziała dyrektorce PCRP o dyspozycjach prokuratury, powiedziała, że nie uznała tego za istotną informację.
Adwokaci przypominali także, że wicestarosta Roman Łucarz konsultował z radcą prawnym Starostwa Powiatowego w Tarnowie, czy może zapoznać się z tymi dokumentami przed przesłuchaniem, do którego chciał się przygotować. Radca prawny miał nie widzieć w tym problemu. Inaczej jednak stwierdziła prokuratura.
W Sądzie Apelacyjnym stawił się jedynie wójt gminy Szerzyny Grzegorz Gotfryd i notariusz Wojciech W.