Krakowianie nie chcieli polityki z Warszawy?
„Tu jest Kraków, nie Warszawa” - to hasło skandowali zwolennicy Łukasza Gibały po ogłoszeniu wyników wyborów. Zdaniem Anny Kulmy dobrze oddaje ono nastroje części mieszkańców.
W kampanię Moniki Piątkowskiej zaangażowali się politycy z Warszawy. Ich obecność miała zmobilizować wyborców Koalicji Obywatelskiej. Jak zauważa ekspertka, wśród zwolenników tej partii mobilizacja rzeczywiście była duża, ale wyborcy innych ugrupowań mogli odebrać takie wsparcie negatywnie.
- Wyborcy krakowscy, którzy mieli zadecydować, kto stanie u steru ich miasta, raczej czuli, że „nie przenoście nam stolicy do Krakowa” ponownie odzyskało swoje znaczenie - mówiła Anna Kulma.
Jej zdaniem Gibała skutecznie przekonał mieszkańców, że jest kandydatem niezależnym. Pomogło mu w tym konsekwentne podkreślanie lokalnego charakteru swojej działalności i hasło „Kraków dla mieszkańców”.
Porażka Koalicji Obywatelskiej. Czy to zapowiedź problemów w wyborach parlamentarnych?
Wynik Moniki Piątkowskiej może być dla Koalicji Obywatelskiej sygnałem ostrzegawczym. Kandydatka zdobyła niespełna 38 procent głosów, choć spodziewano się bardziej wyrównanej rywalizacji.
Anna Kulma zwraca uwagę, że Kraków od lat chętnie wybiera kandydatów niezależnych. Tak było również podczas wieloletnich rządów Jacka Majchrowskiego.
- Kraków dalej, po 20 latach rządów Majchrowskiego, lubi głosować na kandydatów niezależnych i w Krakowie lepiej się partią polityczną nie afiszować - oceniła ekspertka.
Jej zdaniem Koalicja Obywatelska powinna przeanalizować sposób prowadzenia kampanii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi. Nie oznacza to jednak, że wynik krakowskich wyborów można bezpośrednio przełożyć na poparcie dla partii w całym kraju.
W wyborach samorządowych duże znaczenie mają osobowość kandydata i lokalne problemy. W parlamentarnych wyborcy częściej kierują się sympatią do konkretnego ugrupowania.
Ekspertka zaznacza jednak, że polityczni przeciwnicy Koalicji Obywatelskiej z pewnością będą przypominać jej porażkę w Krakowie.
Trudne dwa i pół roku przed nowym prezydentem
Łukasz Gibała już po zwycięstwie zapowiedział, że czeka go wyjątkowo trudna kadencja. Wskazał na zadłużenie miasta, podzieloną Radę Miasta Krakowa i krótki czas na realizację obietnic.
Zdaniem Anny Kulmy podkreślanie tych trudności może być również elementem politycznej strategii.
Nowy prezydent będzie miał wpływ na przygotowanie kolejnych budżetów miasta, będzie mógł przeprowadzać zmiany kadrowe czy podejmować decyzje dotyczące cen biletów komunikacji miejskiej. Trudniej będzie mu jednak rozpocząć i zakończyć duże inwestycje.
- Nie sądzę, że będzie w stanie jakąś gigantyczną inwestycję bądź zmianę rozpocząć, ale będzie to świetny komunikat polityczny, że miałem tylko dwa lata i zrobiłem w te dwa lata i tak dużo - oceniła ekspertka.
Według niej Gibała może w przyszłości przekonywać mieszkańców, że potrzebuje kolejnej kadencji, aby dokończyć rozpoczęte działania. Nie ma jednak pewności, czy taka argumentacja okaże się skuteczna. Podobne tłumaczenia nie pomogły Aleksandrowi Miszalskiemu, który został odwołany ze stanowiska.
Młodzi wyborcy postawili na Gibałę
Frekwencja w drugiej turze wyniosła nieco ponad 44 procent. Była zbliżona do tej z pierwszego głosowania.
Anna Kulma zwraca uwagę na udział młodych wyborców, szczególnie osób do 29. roku życia. Choć ta grupa tradycyjnie jest mniej aktywna wyborczo niż osoby w wieku 30-40 lat, tym razem wyraźnie poparła Łukasza Gibałę.
Zdaniem ekspertki młodzi ludzie częściej zwracają uwagę na konkretne problemy niż na partyjne szyldy. W przypadku Krakowa ważne mogły być dla nich między innymi strefa czystego transportu i ceny biletów komunikacji miejskiej.
Znaczenie miały także działania zachęcające młodzież do udziału w głosowaniu, w tym kampania profrekwencyjna prowadzona przez młodych ludzi przy wsparciu profesora Radosława Marzęckiego.
Kampania bez debaty i nowych pomysłów
Anna Kulma krytycznie oceniła przebieg kampanii przed drugą turą wyborów. Jej zdaniem zabrakło przede wszystkim bezpośredniej debaty kandydatów, podczas której mieszkańcy mogliby porównać ich pomysły na zarządzanie miastem.
- Była to kampania dziwna, była to kampania pozbawiona debaty, w związku z czym może nawet trochę smutna dla wyborców, że nie mogli zobaczyć takiego bezpośredniego starcia - mówiła.
Ekspertka odniosła się również do zorganizowanej przez Monikę Piątkowską na Rynku Głównym symbolicznej debaty z pustą mównicą przeznaczoną dla Łukasza Gibały.
Jej zdaniem takie działania nie robią już na wyborcach dużego wrażenia. Zamiast przekonać niezdecydowanych, mogą stać się przedmiotem żartów i internetowych memów.
Kulma zwróciła też uwagę na wykorzystywanie przez obie strony pozwów w trybie wyborczym. W jej ocenie kampania była mało interesująca i nie przyniosła wielu nowych propozycji dla mieszkańców.
Zwycięstwo to dopiero początek
Przed Łukaszem Gibałą stoi teraz zadanie przekonania mieszkańców, że potrafi nie tylko wygrywać wybory, ale również skutecznie zarządzać Krakowem.
Krótka kadencja, trudna sytuacja finansowa miasta i podziały w radzie mogą utrudnić realizację jego programu. Jednocześnie najbliższe dwa i pół roku będą dla nowego prezydenta okazją do pokazania, czy zapowiadane zmiany uda się wprowadzić w życie.