Uspokajamy wszystkich. Głęboki oddech, napijcie się mylisy, a po przeczytaniu tego tekstu śmiało można iść na masaż. Informacja, że nowa ustawa likwiduje zawody dietetyka, masażysty czy zielarza to jest absolutny fejk. Internauci mocno popłynęli i pomylili zakaz cwaniactwa z zakazem pracy. Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta walczy z groźnymi praktykami pseudomedycznymi, a nie z legalnymi usługami.
O co więc tak naprawdę chodzi? Mówiąc najprościej o skrajne przypadki żerowania na ludzkim strachu i niewiedzy. Masażysta nadal może stawiać nas na nogi po ciężkim tygodniu w pracy. Problem pojawi się dopiero wtedy, gdy zacznie wymawiać pacjentowi, że uciskiem stopy wyleczy guza mózgu albo stwardnienie rozsiane.
Dietetyk bez przeszkód układa jadłospisy, ale jeśli zacznie twierdzić, że sok ze świeżego selera zastąpi insulinę u cukrzyka albo chemioterapię w chorobie nowotworowej, wtedy wkracza rzecznik praw pacjenta i nakłada kary finansowe sięgające nawet miliona złotych. Zielarz nadal sprzeda nam rumianek czy pokrzywę. Nie wolno mu jednak wmawiać choremu, że napar z korzenia mniszka załatwi sprawę i nakłaniać do porzucenia medycyny konwencjonalnej.
Zgodnie z nowymi przepisami zakaz wprowadzania w błąd dotyczy sytuacji szczególnych - gdy pseudometody wciska się dzieciom albo stosuje się w leczeniu nowotworów, ciężkich chorób nieuleczalnych czy zaburzeń psychicznych. Ustawa uderzy też w osoby, które prowadzą działalność leczniczą zupełnie na czarno.
Podsumowując, nikt nie odbiera dostępu do masażu, ziół czy dietetyków. Przepisy mają po prostu sprawić, by szarlatani przestali udawać lekarzy i nie narażali niczyjego zdrowia dla łatwego zysku.
Sprawdzajcie źródła i nie dajcie się nabrać na internetową panikę.