Galeria rozkoszy to jeden z cykli mojej audycji Furtka do raju, rozmowy o Erosie. Pojawiają się w nim artyści sztuk wizualnych, kuratorzy, historycy sztuki.
Zapraszam do lektury fragmentów wywiadu, którego udzielił mi Piotr Kachny.
Galeria rozkoszy to jeden z cykli mojej audycji Furtka do raju, rozmowy o Erosie. Pojawiają się w nim artyści sztuk wizualnych, kuratorzy, historycy sztuki.
Zapraszam do lektury fragmentów wywiadu, którego udzielił mi Piotr Kachny.
Hanka Wójciak: Bardzo się cieszę, że możemy porozmawiać w mojej nowej audycji. Kiedy w Twoim życiu pojawiła się sztuka? Malowanie, muzyka? Czy mały Piotruś już miał dryg i pociąg do tego, co piękne?
Piotr Kachny: Zaczęło się od muzyki. Mam starszego brata, który zawsze przynosił muzykę do domu. Miałem jakieś pięć albo sześć lat, kiedy zacząłem słuchać Shakin' Stevensa. Mój brat lubił takie rzeczy, jak Depeche Mode czy The Cure. No a ja właśnie od tego Shakin’ Stevensa zacząłem. Później to poszło w kierunku new wave, new romantic, tego typu klimatów. A jeśli chodzi o malarstwo… Rysowałem twarze, były też jakieś komiksy po drodze. No i w międzyczasie uderzałem w poduszki kijkami, miałem wtedy około dziesięć lat, może dwanaście. Mając szesnaście lat zobaczyłem okładkę szwedzkiego zespołu Tiamat pod tytułem Wildhoney. Bardzo ładna płyta, romantyczna, mimo że to zespół wywodzący się z muzyki deathmetalowej, później gotycko-metalowej, eksperymentalnej. Miała takie ilustracje, że jak je zobaczyłem, już byłem pewien: chcę się zająć malarstwem. To, to był punkt zapalny.
Później studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, wydział w Kaliszu, ale także studia w Dublinie. Dyplom. Poszukiwanie własnego stylu. Czy to wtedy pojawiła się Twoja charakterystyczna, wyrazista kreska?
Tę kreskę zauważył mój profesor. Podszedł do mnie, żeby udzielić jakiejś korekty podczas malowania. Powiedział: „Zwróć uwagę na kreskę, którą kończysz pewne elementy w tym obrazie. Pomyśl nad tą kreską w ogóle, skąd się ona bierze?”. I faktycznie, ta kreska kilka lat później wręcz zdominowała moje obrazy.
I mam jakieś takie dziwne przeczucie, zagrzebane głęboko w podświadomości, którego nie potrafię do końca zdefiniować: przychodzi do mnie, ale nie mam wyraźnego obrazu. Coś mocno połączonego z moim dzieciństwem przejawia się w moich pracach, głównie w malarstwie.
Czy to są świeże przemyślenia? Czy może od początku, kiedy zacząłeś malować, wiedziałeś, że sięgasz właśnie do takich pokładów, gdzieś ukrytych, ale związanych z dzieciństwem?
Od początku. Co jakiś czas miewam takie przebłyski właśnie. To odczucie wraca. Próbuję się do niego dokopać. Ale im bardziej się staram, tym szybciej ucieka. Więc ćwiczę… medytację. Mam nadzieję, że prędzej czy później dowiem się, skąd to się wzięło.
Do malowania wrócimy, zajmijmy się na chwilę muzyką. Dla mnie, jako osoby, która się nią zajmuje, pewną trudnością jest to, że dźwięki są niematerialne. Po koncercie zostaję z pustymi rękoma. Owszem, są opinie słuchaczy, którzy dzielą się swoimi przemyśleniami, mówią o tym, co czuli. Natomiast wydaje mi się, że to musi być takim osobnym przeżyciem, kiedy po wykonanej pracy zostaje nam coś w dłoniach. W Twoi przypadku: obraz. Powiedz, czy dla Ciebie także muzyka i malarstwo są dziedzinami bardzo odmiennymi? Może dlatego potrzebujesz ich obu? Równie mocno?
To są odmienne dziedziny, chociaż, hm, nie. [śmiech] Nie są odmienne w takim sensie, że zarówno malarstwo, jak i muzyka polegają na rytmie. Każdy obraz ma swój rytm widoczny w układzie różnych figur, kresek, plam i tak dalej. A muzyka? Też ma kolor, powstaje gdzieś tam w wyobraźni. W przypadku malarstwa ten kolor bezpośrednio idzie na płótno i jest po prostu widoczny dla wszystkich. W muzyce podejmuję inne tematy niż w malarstwie.
W malarstwie jestem bliżej cielesności. A w muzyce idę w duchowość, transowość. Chyba potrzebuję obu tych dziedzin, żeby w pełni się wyrazić.
Wygląda na to, że po prostu samo malarstwo mi nie wystarczyło, a dźwięki w głowie słyszę już od wielu lat, jestem przesiąknięty muzyką. Zajęło mi kopę lat, żeby sprawić sobie pierwszy instrument i w ogóle zacząć na nim grać. A już nie mówiąc o komponowaniu, takim namacalnym. No i tego wszystkiego się tyle nagromadziło, że jak zacząłem komponować i wydawać, dosyć gęsto to robiłem. Teraz już troszeczkę zwalniam i dłużej pracuję nad utworami, one są bardziej przemyślane. Na początku czułem potrzebę, żeby wyrzucić z siebie mnóstwo pomysłów, nagromadzonych przez lata.
Powiedziałeś: cielesność w malarstwie, duchowość w muzyce. I zastanawiam się, czy w Twojej pracy rzeczywiście zachodzi taka dychotomia? Kiedy słucham wokalistek, które zapraszasz do swoich projektów, myślę, że w ich śpiewie jest dużo cielesności. Myślę też o skupieniu na fizyczności oddechu w śpiewie. Ta cielesność wydaje mi się dzika. W twoich obrazach z kolei widać wpływy kultury, zwłaszcza popkultury. Jeżeli mamy tam nagość, to często z jakimiś gadżetami. To są szpilki, podwiązki… W muzyce czuję odmianę dzikiej cielesności, a w obrazach pojawia się nakładka kultury, która nam – kobietom – każe się umalować, ubrać i wyglądać sexy, prowokować. Rozchylić usta do zdjęcia.
Cóż, uczeni zajmujący się fizyką kwantową uważają, że tego podziału ciało – duch nie ma. Zadałaś dosyć skomplikowane pytanie. Nie wiem, jak ci z miejsca na to pytanie odpowiedzieć. Jest złożone.
Omna Mah - jeden z muzycznych projektów Piotra Kachnego. W utworze Epigenetic do muzyki kompozytora improwizuje wokalistka Sara Lotus
Powiedz mi, jak ci się podoba tytuł naszej rozmowy:„Intymność obnażona”? Rymuje się z „obrażona”. Intymność obrażona w tym znaczeniu, że czasem malujesz obrazy wzbudzające kontrowersje, a te zaburzają poczucie intymności. Widzimy na przykład zakonnicę, która się całuje z księdzem. Pytam się w myślach: po co to robisz? Czy to jest prowokacja? Czy jest naprawdę potrzebna? Pamiętaj, rozmawiasz z góralką [śmiech] z konserwatywnego środowiska. Po co Ci takie środki? Co chcesz swojemu odbiorcy przez nie powiedzieć?
Nie wiem, czy to jest w ogóle prowokacja. Myślę, że to jest prawda. Chodzi mi o to, że zarówno ksiądz, jak i zakonnica są takimi samymi ludźmi jak ja. Podjęli tylko wybory, co do których uważam, że tłumią poczucie cielesności, a przez to i samą naturę ludzką. Ja po prostu pokazuję ich jako ludzi, którzy żywią te same pragnienia co my. Jestem przekonany, że księża katoliccy, którzy mają narzucony celibat, wypierają się własnej natury, jednocześnie szukając dla niej ujść w inny sposób. Dla mnie kontrowersyjne jest to, co oni robią, a nie to, co robię ja.
A czy ktoś oskarżył Cię kiedyś o obrazę uczuć religijnych?
Spotykam się z bardzo skrajnymi opiniami. Wiele osób mi powiedziało, że zraniłem jej czy jego uczucia religijne. Wtedy odpowiadam, że nie ma czegoś takiego jak uczucia religijne. Uczucia to są uczucia, a religia… To jest po prostu rzecz stworzona przez człowieka. I nie uważam, żeby to miało coś wspólnego z uczuciami. To są dogmaty, a często nawet – zabobony. To są programy wgrane najczęściej w dzieciństwie przez rodziców.
Wielu ludzi tak ma, że niestety środowisko, w jakim się wychowali, jest niepodważalne dla nich i nie zastanawiają się nad innymi drogami, a nawet boją się pomyśleć o nich.
W katolicyzmie jest mnóstwo zakazów, albo na przykład ksiądz mówi małemu dziecku, że urodziło się grzeszne. Dziecko nie rozumie tego, nie wie, o co chodzi.
Spróbuję podsumować. Twoja twórczość jest także rodzajem buntu przeciw temu, jak sam odbierasz instytucję Kościoła katolickiego?
Tak, myślę, że jest to jakiś rodzaj buntu, aczkolwiek ja już do tego nie podchodzę tak emocjonalnie jak z początku. Już tyle rzeczy z siebie wyrzuciłem, tyle pokazałem, że mówię czy raczej maluję dzisiaj z totalnym spokojem i z uśmiechem na twarzy. Każdy ma swoją drogę do przejścia. Jedni tego nie zrozumieją, inni się nad tym pochylą. Nie wszyscy są bezrefleksyjni, ale wszyscy są jakoś dotknięci programem, który najczęściej wywodzi się ze środowiska rodzinnego.
Piotr Kachny w swojej pracowni malarskiej.
Piotrze, pozwól, że ja zacytuję takie mocne zdanie, które pojawia się w twojej notce biograficznej i opisie tego, czym się zajmujesz: „Przez kontrowersje i łamanie tabu artysta dociera do rdzenia człowieczeństwa”. Czym jest ów rdzeń i skąd ta pewność, że właśnie w ten sposób, przez kontrowersje i łamanie tabu można do tego rdzenia dotrzeć?
Zadajesz naprawdę niełatwe pytania. Dlaczego można liczyć, że przez kontrowersje i łamanie tabu dotrze się do rdzenia człowieczeństwa? Chodzi o to, żeby odnaleźć siebie, żeby poczuć się swobodnie w swoim ciele. A to już jest dla niektórych kontrowersyjne i to już jest dla nich łamaniem tabu. To, że człowiek czuje się swobodnie w swoim ciele, według niektórych skazuje go na potępienie. Czyli swoboda jest niewskazana.
Moim zdaniem należy szukać i należy się nie bać, że się zostanie potępionym, że się zrobi coś niewłaściwie. Chodzi o to, żeby nie szkodzić drugiemu, ale żeby czuć się swobodnie z samym sobą.
I to już jest dla wielu ludzi zagrożeniem, że człowiek czuje się bardzo swobodnie ze sobą, ze swoim ciałem. Bywa taki człowiek postrzegany jako zagrożenie, a jeszcze jak zacznie samodzielnie myśleć, no bo to jest ze sobą połączone, no to już mamy człowieka kontrowersyjnego, można powiedzieć. Tak ja to widzę. Tak bym odpowiedział na to pytanie w tej chwili.
Co ci się na dzisiaj wydaje naprawdę ważne, a co ci się wydaje kompletnie nieistotne? Jakie masz marzenia i plany?
Na pewno dążę do tego, żeby dotrzeć z moją twórczością do jak największego grona ludzi. Chciałbym wyjść poza Europę. Marzy mi się wystawa w Nowym Jorku. Albo w Chinach. Ważna jest dla mnie praca nad sobą, żeby być coraz lepszą osobą. Na pewno warto. Czasami myślę, że jest to trudne, ale czasem myślę, że jest łatwe.
Bardzo Ci dziękuję za to dzisiejsze nocne spotkanie w Radiu Kraków, za Twoją opowieść.
I ja dziękuję!
Piotr Kachny - urodził się w1978 roku w Kluczborku.Ukończył studia na UAM w Poznaniu (wydział pedagogiczno artystyczny w Kaliszu) na kierunku EASP (dyplom z malarstwa) oraz Natonal College of Art and Design (Dublin).
Maluje, zajmuje się fotografią artystyczną oraz fotomontażem. Zarówno w malarstwie jak i fotografii interesuje go postać ludzka. Używa fotografii z wizerunkami często znanych mu osób oraz osób ze świata filmu, muzyki czy też świata szeroko pojętej rozrywki. Postacie te są swego rodzaju pretekstem do zbudowania obrazu. W jego obrazach sama twarz może być czymś na wzór budynku architektonicznego. Geometria = harmonia. Jednak najistotniejsze jest to, co bardzo często niewidoczne na pierwszy rzut oka: emocje, uczucia, stan ducha, charakter, zmysłowość, seksualność... Ukazuje to, co w człowieku zmysłowe, a z czym stracił kontakt na skutek oddziaływania kultury, związanych z nią konwenansów, w tym również edukacji i wychowania. W jego malarstwie inspiracją są też różnego rodzaju postawy czy wzorce zachowań społecznych.
Współpracuje z wieloma galeriami i domami aukcyjnymi w Polsce i na świecie. Należą do nich min: Gallery Store, Art. In House, Desa Unicum, Galeria Next, Galleri v58, Tapper Popermajer Gallery, Brick Lane Gallery, Art of Poland, Gemini Gallery, Galeria Oranż i wiele innych.
W roku 2024 został trzykrotnie wyróżniony przez Amarican Art Award w kategorii "Best Contemporary Cubists" za obraz "Liberthina", w kategorii "OilFigure" za obraz "RouteHC" oraz w kategorii "Erotic" za obraz „ObjectF”.
Archiwum zmysłów: W tym odcinku słuchaliśmy fragmentów audycji poetyckiej wyreżyserowanej w 1985r. przez Romanę Bobrowską pt. „Ogród pieszczot”
„Nie zrywaj jabłka granatu, który zdaje ci się najpiękniejszym. Nie pożądaj bogactw, których nie umiałbyś uczynić owocnymi. Nie pieść kobiety, która nie będzie mogla oddać się tobie. Przyspieszaj swój bieg ku temu, co zdaje ci się mamidłem - możesz odnaleźć rzeczywistość”.
- wiersze nieznanego arabskiego poety w tłumaczeniu Leopolda Staffa interpretowali: Anna Dymna, Magdalena Jarosz, Ewa Kolasińska, Beata Redo, Aleksander Bednarz, Krzysztof Globisz, Stefan Szramel.
Furtka do raju, rozmowy o Erosie to moja nocna audycja poświęcona bliskości, intymności, seksualności. Spotykamy się na żywo, w każdy piątek od g. 23.05 do g.1.00 w Radiu Kraków.
Zapraszam do słuchania, dzwonienia i pisania.