Czy Polska może liczyć na pomoc sojuszników, gdyby Rosja zaatakowała już nie tylko bocznicę kolejową przy polskiej granicy, ale na przykład Przesmyk Suwalski? Czy niemieckie, litewskie albo amerykańskie wojska broniłyby wtedy Polski?
To wynika z naszego członkostwa w NATO. Nie wyobrażam sobie, żeby w razie jakiejkolwiek agresji ze strony Putina Polska miała zostać pozostawiona sama sobie, bo wtedy oznaczałoby to, że cały sojusz NATO jest po prostu na nic.
Dlaczego w takim razie Mariusz Błaszczak, poseł PiS i były minister obrony, pytany o podobną sytuację w kontekście krajów bałtyckich, powiedział, że polscy żołnierze powinni bronić Polski, a nie tych państw?
Tak jest skonstruowane założenie NATO, że w momencie, kiedy dochodzi do agresji i samo NATO uruchamia odpowiedni artykuł umowy...
W takim właśnie kontekście był pytany Mariusz Błaszczak i odpowiedział, że polscy żołnierze powinni bronić Polski.
Tak jak odpowiedziałem – mówię, co wynika z przepisów. Jeśli dochodzi do agresji na którykolwiek z krajów członkowskich, wtedy po decyzji Sojuszu dochodzi do reakcji. Nie wiem dokładnie, jak wyglądają te konstrukcje prawne.
Jeżeli Rosja zaatakowałaby na przykład Łotwę i zostałby uruchomiony artykuł 5., powinniśmy wysłać tam polskich żołnierzy?
Jeśli jest decyzja całego Sojuszu...
Jeśli zostanie uruchomiony artykuł 5.?
Tak.
To powinniśmy wysłać żołnierzy?
Wtedy dochodzi do połączenia sił, bo takie jest założenie NATO, i do obrony. Które to dokładnie będą kraje i którzy dokładnie żołnierze, to pewnie wynika już z dalszych decyzji, regulaminów czy konkretnych wskazań w bardziej szczegółowych zapisach.
Dlaczego tak trudno panu powiedzieć, że polscy żołnierze powinni wtedy pojechać na Łotwę, Litwę czy do Estonii w ramach NATO?
Nie ma tutaj żadnego znaczenia, czy będziemy wymieniać żołnierzy z poszczególnych krajów. NATO jest NATO. Jeśli jesteśmy jego członkami, to poszczególne kontyngenty z każdego kraju mają, jak podejrzewam, takie same prawa i obowiązki.
Jest pan absolutnie pewien, że Stany Zjednoczone przyszłyby nam z pomocą? Kilka dni temu bliski sojusznik USA, Arabia Saudyjska, kilkukrotnie prosił Stany Zjednoczone o pomoc zbrojną, a Donald Trump odmówił.
Trzeba rozróżnić oficjalne działania NATO, które uruchamia odpowiednie przepisy, na które umówiły się te kraje. Wtedy sytuacja dotyczy całej struktury NATO, a nie pomocy poszczególnego państwa. Nie chcę być rzecznikiem prezydenta Trumpa. Jesteśmy w Polsce, jesteśmy Polakami i tutaj też dużo się dzieje.
Wirtualna Polska i TVN podają, że słynnym „panem X”, którego cytował z mównicy Donald Tusk, tym samym, który miał obiecywać Przemysławowi Kralowi ułaskawienie, jeśli Karol Nawrocki zostanie prezydentem, jest współwłaściciel Telewizji Republika Tomasz Sakiewicz. Jest pan częstym gościem Republiki. Instytut Lecha Kaczyńskiego jest mniejszościowym współwłaścicielem tej stacji. Słyszał pan coś o takim porozumieniu?
Cieszę się, że porusza pan ten temat, bo spodziewałem się tego. Rzeczywiście rano zostało to opublikowane. Po pierwsze, umówmy się co do jednego: nikt w ogóle nie wie, w jakim trybie przesłuchiwany jest pan Kral. Zacznijmy od tego, że te zeznania pochodzą od pana Krala, wszystko na to wskazuje.
Polski premier wszedł w posiadanie tych zeznań, a pan Kral prawdopodobnie dalej przebywa za granicą. Prokuratura nie chce odpowiedzieć, czy był przesłuchiwany, jak był przesłuchiwany i jak mógł być przesłuchiwany, skoro nie jest w Polsce. Pikantności całej sprawie dodaje fakt, że Roman Giertych jest obrońcą pana Krala.
Jest jego adwokatem.
To jest rzecz pierwsza i fundamentalna.
Nic w tym dziwnego.
Ale czy został do tego zmuszony?
Myślę, że z wielką radością przyjął to zlecenie, żeby móc zbierać kompromitujące dla PiS informacje.
No właśnie. Sam pan to powiedział. Przez to sformułowanie pokazuje pan, że ta sprawa jest szyta grubymi nićmi. Dlatego nie ma się co dziwić, że pan Kral mówi, co mu ślina na język przyniesie, bo ma takie prawo jako obwiniony czy oskarżony – nie wiem, czy dostał już zarzuty, czy dostanie je jutro, czy w ogóle ich nie dostanie.
To jest clou całej sprawy. To jest sprawa polityczna. Ma uderzyć w obóz polityczny Prawa i Sprawiedliwości, a pan Kral, tak jak powiedziałem, wcale nie musi mówić prawdy.
Czyli wszelkie powiązania członków, posłów czy sympatyków Prawa i Sprawiedliwości z Zondacrypto i Przemysławem Kralem to fikcja, kłamstwo i manipulacja?
Widział pan jakiekolwiek dowody na to, że którykolwiek członek naszego środowiska, nawet nie partii politycznej, dostał zarzuty albo jest o coś oskarżony?
Widziałem na przykład posła Moskala, który za pieniądze pana Chodzińskiego, byłego ważnego agenta CBA z czasów PiS, pojechał na Ibizę i tam rozmawiał z Przemysławem Kralem. Później wrócił do Polski i złożył kilkanaście poprawek łagodzących regulacje dotyczące kryptowalut. Wiceszef pana partii za pośrednictwem pana Chodzińskiego zwrócił się również do Przemysława Krala i jego fundacja otrzymała 450 tysięcy złotych. To są jakieś poszlaki. Nie przeszkadza panu, że taka osoba jest wiceszefem pana partii?
Równie dobrze mogę odpowiadać na pytanie, czy przeszkadza mi, że pan Kral wspierał Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy czy TVN.
Naprawdę chce pan powiedzieć, że Jurek Owsiak skontaktował się z panem Kralem, żeby poprosić go o pieniądze?
Skąd mam wiedzieć? A skąd pan wie, czy wskazana przez pana osoba kontaktowała się i umawiała z panem Kralem na przekazanie pieniędzy?
Jeśli chodzi o pana Moskala, są fakty. Po pierwsze wydał stosowne oświadczenie.
Co to znaczy „wydał stosowne oświadczenie”?
Mnie tam nie było. Wytłumaczył całą sprawę.
Że oddał pieniądze w gotówce?
Mnie tam nie było. A czemu pan uważa, że nie oddał w gotówce?
A Zbigniew Ziobro? Czy przyjęcie 450 tysięcy złotych od Przemysława Krala przez byłego ministra sprawiedliwości i wiceszefa pana partii jest w porządku?
Minister Ziobro również wydał oświadczenie w tej sprawie, a sam prezes Kaczyński przyznał, zdaje się w jednej z wypowiedzi medialnych, że być może minister Ziobro nie powinien był wtedy tego robić.
Tylko na tym polega problem. Polskie państwo powinno w odpowiednim czasie poinformować opinię publiczną o tym, że pan Kral jest, delikatnie mówiąc, szemranym człowiekiem.
Zbigniew Ziobro przez osiem lat był ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. Już po zaginięciu Sylwestra Suszka, ostrzeżeniach KNF i po tym, jak Przemysław Kral przestał przyjeżdżać do Polski, nie wiedział, że wokół tej sprawy dzieje się coś podejrzanego? To nie świadczy dobrze o jego kompetencjach jako byłego ministra sprawiedliwości.
My wtedy nie rządziliśmy, nie mieliśmy skąd czerpać informacji.
Ale już w 2023 roku było wiadomo, że coś jest nie tak, szczególnie że pan Kral przestał się pojawiać w Polsce.
Nie dostał żadnych zarzutów, nikt o tym nie mówił. Obowiązkiem polskiego państwa jest poinformować opinię publiczną, jeżeli ma wiedzę, że 30 tysięcy albo zdecydowanie więcej Polaków ma tam swoje oszczędności, być może oszczędności całego życia.
Dlaczego zawsze ludzie tracą pieniądze, kiedy Tusk jest u władzy? Z Amber Gold było to samo. Potem syn Tuska mówił: „Tata wiedział, że to jest lipa”.
Przypomnę, że to posłowie PiS składali poprawki w Sejmie łagodzące przepisy dotyczące rynku kryptowalut. Chciałem jeszcze zapytać o ostatnią debatę nad odrzuceniem trzeciego weta prezydenta w sprawie kryptowalut. Podobało się panu szczekanie z ław Prawa i Sprawiedliwości? Czy naprawdę posłowie PiS nie mają nic do powiedzenia i chcą szczekać w Sejmie?
Jedno zdanie jeszcze. Jarosław Kaczyński jako jedyny lider partii w Polsce powiedział jednoznacznie, że jesteśmy za delegalizacją kryptowalut w Polsce.
A potem głosują państwo przeciwko odrzuceniu weta prezydenta i popierają jego projekt ustawy, który jest łagodniejszy. Prezydencki minister twierdzi, że poprzednie projekty były zbyt restrykcyjne. W którą stronę chcecie państwo iść?
Jeśli chodzi o prezydenta, jego weta i projekty ustaw, to przecież mówił, jakie ma zastrzeżenia do ustaw Tuska. Chodziło między innymi o zbyt dużą kontrolę KNF.
No właśnie. Albo chcecie zdelegalizować kryptowaluty, albo mówicie, że kontrola jest za duża.
Polska jest państwem prawa i nie może być tak, że kiedy wprowadza się jakiekolwiek prawo, znajdują się w nim założenia niezgodne z innymi przepisami, w tym nawet z konstytucją.
Z jednej strony mówi pan, że chcecie zdelegalizować kryptowaluty, a z drugiej, że projekt prezydencki różni się od rządowego między innymi mniejszymi uprawnieniami KNF.
Bo nie może być niesprawiedliwie.
Ale likwidacja kryptowalut może być?
Oczywiście, że mogłaby być. Tylko jeżeli decydujemy się na to, że stanowczo mówimy „nie” kryptowalutom, to załatwia się to w inny sposób, a nie poprzez taką ustawę. Poza tym ta ustawa nie miała uderzyć w Zondacrypto. To jest najgorsze. Ona miała uderzyć w konkurentów.
A co ze szczekaniem podczas debaty?
Nie uważam, że to było fortunne zachowanie mojej koleżanki posłanki. Siedzę teraz, szczególnie po przemeblowaniach na sali plenarnej, na tyle daleko od poseł Chorosińskiej, że nie widziałem tej sytuacji z bliska. Dowiedziałem się o niej z mediów.
Być może zagrały tutaj jej aktorskie zamiłowania. Rozumiem, że nastąpiło społeczne oburzenie.