Pacjenci onkologiczni a in vitro
Jeszcze kilka lat temu dla wielu par diagnoza niepłodności oznaczała dramatyczny wybór: zadłużyć się na leczenie albo pogodzić się z tym, że nigdy nie zostaną rodzicami. Aktualnie sytuacja wygląda inaczej. Rządowy program finansowania in vitro i procedur wspomaganej prokreacji zmienił nie tylko dostępność leczenia, ale także sposób, w jaki pacjenci przeżywają moment usłyszenia jednej z najtrudniejszych diagnoz w swoim życiu.
Mamy program ministerialny i jest to wielka pomoc. Część tego stresu znika, ponieważ jest poczucie, że państwo zadbało o obywatela – mówi Jarosław Janeczko.
I właśnie to poczucie bezpieczeństwa lekarz uznaje za jedną z największych wartości programu. Procedura in vitro, badania, wizyty, opieka specjalistów – wszystko finansowane jest ze środków publicznych, a leki podlegają refundacji. Dla tysięcy rodzin oznacza to szansę, która wcześniej była poza ich zasięgiem finansowym. Szczególne znaczenie program ma dla pacjentów onkologicznych. Jeszcze niedawno osoby, które dowiadywały się o chorobie nowotworowej, często stawały przed kolejnym dramatem – terapią ratującą życie kosztem utraty płodności.
To była grupa pozostawiona sama sobie. Szczególnie młodzi ludzie, którzy nie byli jeszcze w związkach. Jednego dnia słyszeli diagnozę nowotworu i równocześnie musieli zdecydować, czy stać ich na zabezpieczenie płodności – dodaje.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W ramach programu niemal dwa tysiące osób skorzystało już z procedur zabezpieczania płodności w ramach tzw. oncofertility. Coraz więcej pacjentów wygrywa z rakiem. Problem polega na tym, że skutkiem ubocznym leczenia może być bezpłodność. Dzięki programowi można pomóc ludziom także w przyszłości zostać rodzicami.
Polska europejskim liderem skuteczności
Statystyki programu robią ogromne wrażenie. Do połowy maja 2026 roku do programu zakwalifikowano prawie 51 tysięcy par. Uzyskano niemal 29 tysięcy ciąż klinicznych, co daje skuteczność przekraczającą 50%. Na świat przyszło już ponad 14 tysięcy dzieci. To dowód nie tylko na skuteczność samego programu, ale również na bardzo wysoki poziom polskich klinik leczenia niepłodności. Ogromny postęp dokonał się zarówno w technologii, jak i w samym prowadzeniu pacjentów. Współczesne procedury są bezpieczniejsze, bardziej precyzyjne i mniej obciążające niż kilkanaście lat temu.
Skuteczność jest bardzo wysoka. Porównując skuteczność klinik w Polsce do klinik w innych krajach, jesteśmy w czołówce europejskiej – dodaje.
Jeszcze kilkanaście lat temu standardem było transferowanie dwóch lub nawet trzech zarodków jednocześnie, by zwiększyć szansę na ciążę. Dziś medycyna odchodzi od tego modelu. To ogromna zmiana z punktu widzenia bezpieczeństwa kobiet i dzieci. Ciąże wielopłodowe są bowiem ciążami wysokiego ryzyka i znacznie częściej wiążą się z powikłaniami.
Mikrobiota i kriotransfery
Najważniejsze odkrycia ostatnich lat to dwa obszary: rozwój technik mrożenia komórek i zarodków oraz odkrycie ogromnej roli mikrobioty organizmu. Jeszcze kilkanaście lat temu skuteczność mrożenia była znacznie niższa. Dziś kriokonserwacja komórek jajowych, plemników i zarodków osiąga bardzo wysoką efektywność, a tzw. kriotransfery, czyli transfery zamrożonych wcześniej zarodków, stały się standardem nowoczesnego leczenia. Drugim przełomem okazały się badania nad mikrobiotą, czyli florą bakteryjną organizmu, zwłaszcza jamy macicy.
Duży wpływ na zagnieżdżenie się zarodków ma mikrobiota organizmu, szczególnie mikrobiota jamy macicy. Ukazało się wiele prac, w których wyjaśniono zależności między poszczególnymi bakteriami a zdolnością do zagnieżdżenia zarodków – mówi.
To szczególnie ważne w przypadku endometriozy, która jest jedną z głównych przyczyn problemów z płodnością u kobiet. Nawet połowa kobiet leczących się z powodu trudności z zajściem w ciążę może cierpieć na endometriozę. Dlatego coraz większą rolę odgrywa nie tylko leczenie hormonalne, ale również styl życia i dieta.
Redukcja cukru to jeden z podstawowych elementów terapii. Cukier działa jak narkotyk, jego ograniczenie naprawdę pomaga – dodaje.
Coraz częściej lekarze rekomendują także dietę śródziemnomorską, czasem z elementami diety bezglutenowej. Zmiana sposobu odżywiania nie jest już traktowana jako dodatek, ale jako realny element terapii wspierający leczenie.