Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Nierozliczona historia wciąż wpływa na relacje Polski i Ukrainy oraz bieżącą politykę.
- Rosja świadomie wykorzystuje historyczne spory do pogłębiania podziałów między państwami.
- Media społecznościowe wzmacniają emocje i utrudniają spokojną debatę o przeszłości.
- Potrzebna jest pauza w sporach historycznych, choć politycznie jest to bardzo trudne do osiągnięcia.
- „Rewanż pamięci” dotyczy nie tylko Europy Środkowo-Wschodniej. Coraz więcej społeczeństw wraca dziś do przemilczanych fragmentów własnej historii.
Posłuchaj rozmowy Jacka Bańki z Andrzejem Brzezieckim.
Historia nie została zamknięta. Nadal wpływa na relacje Polski i Ukrainy
Andrzej Brzeziecki uważa, że dzisiejszych napięć między Polską a Ukrainą nie da się zrozumieć bez spojrzenia na nierozliczoną historię. Jak tłumaczy, jednym z punktów zwrotnych była decyzja władz Ukrainy o uhonorowaniu UPA, co ponownie wywołało spór o Wołyń i sprawiło, że historia zaczęła mocno oddziaływać na bieżącą politykę.
Dodaje, że problem nie dotyczy wyłącznie relacji między państwami. Politycy kierują swoje przekazy także do własnych wyborców, a pamięć historyczna stała się ważnym elementem walki o poparcie. W takich warunkach trudno oczekiwać, że któraś ze stron zdecyduje się wyciszyć spór.
Rozmówca przekonuje, że dziś nie ma realnych warunków do rozwiązania konfliktu pamięci - najrozsądniejszym wyjściem byłoby czasowe odsunięcie historycznych sporów na dalszy plan i skupienie się na bezpieczeństwie Europy oraz wojnie toczącej się za wschodnią granicą. Ale nawet taki krok byłby politycznie bardzo trudny, bo oczekiwania elektoratów często idą w przeciwnym kierunku.
Myślę, że dzisiaj go nie rozwiążemy. Jedyne, co możemy zrobić, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną i to, że mamy wielkie problemy związane z agresywnym państwem na Wschodzie, to zrobić krok wstecz, odłożyć na chwilę spory i zająć się tym, co jest teraźniejszością. Ale nawet gdyby politycy chcieli zrobić taki krok, presja ich zaplecza bardzo im to utrudnia
- mówi Brzeziecki.
Rosja wykorzystuje historię, a media społecznościowe wzmacniają emocje
Współczesna polityka historyczna nie kończy się na podręcznikach i muzeach - przekonuje Brzeziecki. Historia stała się narzędziem wykorzystywanym do osiągania bieżących celów politycznych, a jednym z państw, które robią to najskuteczniej, jest Rosja.
Jak tłumaczy, Kreml nie musi tworzyć nowych sporów. Wystarczy sięgać po istniejące konflikty i umiejętnie je podsycać. Wystarczy wykorzystywać archiwa, publikować dokumenty i odpowiednio dobierać narracje historyczne. Chodzi o pogłębianie nieufności między państwami oraz osłabianie ich współpracy.
Jaka jest w tym rola mediów społecznościowych? Sprzyjają emocjom, uproszczeniom i rozpowszechnianiu niezweryfikowanych informacji. To sprawia, że spokojna rozmowa o historii staje się coraz trudniejsza, a najbardziej nośne okazują się przekazy budzące gniew lub poczucie krzywdy. Brzeziecki wyjaśnia:
Rosja przywiązuje wielką wagę do historii jako narzędzia politycznego. Nie wymyśla nowych historii, tylko wyszukuje istniejące spory i je podgrzewa. Akurat konflikt polsko-ukraiński jest do tego bardzo wygodny.
Wołyń pozostaje najtrudniejszym punktem w relacjach obu państw
Brzeziecki przypomina, że przez lata istniała przestrzeń do dialogu między polskimi i ukraińskimi historykami. Prowadzono wspólne badania, organizowano spotkania i podejmowano próby wypracowania wspólnego języka opisu przeszłości. Ważnym elementem tego procesu miały być również ekshumacje ofiar. Ten dialog został przerwany, a stanowiska obu stron wyraźnie się usztywniły. Jednocześnie rozmówca uważa, że Ukraina nie zrezygnuje z honorowania UPA, bo ten element pamięci historycznej jest tam głęboko zakorzeniony. Z polskiej perspektywy pozostaje to jednym z najtrudniejszych tematów we wzajemnych relacjach.
Brzeziecki zwraca także uwagę na różnice w interpretacji wydarzeń wołyńskich - w Ukrainie pojawiają się narracje przedstawiające je jako spontaniczną rebelię chłopską albo symetryczny konflikt dwóch stron. Dodaje, że podkreślany jest również antysowiecki charakter UPA. W jego ocenie te interpretacje nie rozwiązują jednak problemu odpowiedzialności za zbrodnie popełnione na ludności cywilnej. Dodaje, że nawet jeśli pojawią się polityczne gesty łagodzące napięcia, sam spór o pamięć będzie obecny jeszcze przez długie lata:
- Był czas, kiedy historycy spotykali się, podpisywali wspólne dokumenty i mówili, że potrzebne są dalsze badania. Był też moment prowadzenia ekshumacji. Potem ten proces został zatrzymany i obie strony się usztywniły.„Rewanż pamięci” to zjawisko, które wykracza daleko poza Polskę i Ukrainę - uważa gość Radia Kraków.
Wszyscy upominają się o swoją przyszłość
Zdaniem Brzezieckiego powrót do historii jest zjawiskiem obserwowanym na całym świecie. Coraz więcej środowisk przypomina własne doświadczenia i domaga się miejsca dla nich w debacie publicznej. Dotyczy to potomków chłopów, mniejszości narodowych i etnicznych, ale także wielu innych grup, których historie przez lata pozostawały na marginesie.
Jak tłumaczy, po zakończeniu zimnej wojny wiele społeczeństw uwierzyło, że najważniejsze konflikty zostały już zamknięte. Z czasem okazało się jednak, że liczne doświadczenia zostały przemilczane, a pamięć o nich zaczęła wracać wraz z kolejnymi pokoleniami. W różnych krajach rozpoczęły się dyskusje o odpowiedzialności za kolonializm, wypędzenia czy prześladowania mniejszości.
Rozmówca uważa, że właśnie z tego procesu wyrasta zjawisko, które nazywa „rewanżem pamięci”. Coraz więcej ludzi chce opowiedzieć historię własnych rodzin i własnych społeczności. To zmienia sposób prowadzenia debaty publicznej i sprawia, że przeszłość coraz częściej wpływa na współczesne decyzje polityczne:
Wszyscy upominają się dziś o swoją przeszłość. Potomkowie chłopów, mniejszości, różne grupy społeczne przypominają historie swoich rodzin i chcą o nich opowiadać. To właśnie jest rewanż pamięci.