Manewry Steadfast Defender 24, największe wspólne ćwiczenia wojsk krajów NATO od czasu zakończenia zimnej wojny. Fot. Autorstwa Ministry of Defence - https://www.defenceimagery.mod.uk/, OGL v1.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=147870626
Chaos wokół rotacji wojsk USA
Czy powinny nas uspokajać zapewnienia administracji Stanów Zjednoczonych, że nie dojdzie do zmniejszenia kontyngentu wojsk amerykańskich w Polsce i że mamy jedynie do czynienia z opóźnieniem rotacji żołnierzy?
Prof. Artur Gruszczak:
To odpowiedź strony amerykańskiej na chaos informacyjny, który pojawił się po wstrzymaniu rotacji. Uspokaja mnie to tylko częściowo. Dziś brzmi to kojąco, zwłaszcza że sekretarz obrony Pete Hegseth potwierdził, że chodzi o opóźnienie, a nie zatrzymanie rotacji. Niepokoi jednak to, że Amerykanie nie wykluczają dalszych opóźnień i nadal nie wiemy, jak dokładnie ta rotacja będzie wyglądać. Tym bardziej że wpisuje się to w plany ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.
Szef MON mówi o zapewnieniach, że Polska nie będzie stratna na redukcji wojsk amerykańskich w Europie. Z drugiej strony kontyngent na terenie Unii Europejskiej ma zostać zmniejszony.
Trzeba patrzeć na to szerzej. Obecność amerykańska w Europie jest elementem strategii Stanów Zjednoczonych od zakończenia II wojny światowej. Jednocześnie administracja Donalda Trumpa ma bardzo krytyczne podejście do Europy, co wielokrotnie wyrażała publicznie. Wydaje się więc, że jest to część dłuższego działania politycznego. Sądząc po wypowiedziach przedstawicieli administracji Trumpa, Amerykanów w Europie będzie mniej.
Europa ma przejąć większą odpowiedzialność
Szef MON mówi o „nowym modelu rozmieszczenia wojsk amerykańskich w Europie”. Jak mogą wyglądać te zmiany? Czy chodzi o relokację wojsk, czy po prostu o ich redukcję?
Myślę, że chodzi po prostu o zmniejszenie liczby żołnierzy w Europie. Pozostaną oni w bazach w Stanach Zjednoczonych albo zostaną przesunięci do Azji i regionu Indo-Pacyfiku. Europa będzie musiała tę lukę wypełnić własnymi siłami i zasobami. To zgodne z podejściem administracji Trumpa, która kieruje się zasadą „Ameryka na pierwszym miejscu”.
Czy można to traktować jako zapowiedź całkowitego wyjścia wojsk amerykańskich z Europy?
Nie sądzę. Istnieją też ograniczenia formalne i prawne — taka decyzja wymagałaby działania Kongresu. To jednak sygnał, że obecna administracja będzie robić wszystko, aby zmniejszyć swoje zaangażowanie w Europie i zmobilizować europejskich sojuszników do większego wysiłku w zakresie obrony kontynentu.
Pojawiają się opinie, że może to oznaczać powrót do sytuacji sprzed 1999 roku i ograniczenia obecności NATO na wschodniej flance.
Nie szedłbym tak daleko. To raczej element strategii wywierania presji na państwa europejskie, by same przejęły większy ciężar obrony konwencjonalnej. Stany Zjednoczone nadal utrzymają strategiczny parasol bezpieczeństwa, przede wszystkim nuklearny, ale także wsparcie wywiadowcze, satelitarne czy logistyczne. Nie ma jednak wątpliwości, że ostatnie działania administracji Trumpa zostały dobrze przyjęte na Kremlu, bo wpisują się w długofalową strategię Rosji wobec Europy.
Czy Polska mogłaby przejąć żołnierzy z Niemiec?
W debacie publicznej pojawiają się pomysły przeniesienia do Polski części amerykańskich żołnierzy stacjonujących dziś w Niemczech. Czy to ma sens?
Trzeba pamiętać, że chodzi o wojska rozmieszczone na stałe w Niemczech. To nie tylko żołnierze, ale także ich rodziny. Musielibyśmy zapewnić im odpowiednią infrastrukturę: mieszkania, szkoły, opiekę medyczną. Oznaczałoby to konieczność stworzenia zaplecza dla kilkunastu tysięcy osób. Organizacyjnie i logistycznie byłoby to bardzo trudne i kosztowne.
Poza tym trzeba pamiętać, że są to po prostu jednostki realizujące swoją misję zagraniczną. To nie są jacyś super żołnierze, to nie są Avengersi, którzy dadzą nam ochronę w razie agresji.
A więc ograniczenie obecności żołnierzy stacjonujących na stałe rzeczywiście oznaczałoby osłabienie amerykańskiego kontyngentu w Europie?
Tak, ponieważ to nie są siły rotacyjne, ale jednostki stale obecne na terenie Europy.