Akcję nazwano "Nauczycielu nie dopłacaj do edukacji". Arkadiusz Boroń prezes okręgu małopolskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego tłumaczy, że ma ona zwrócić uwagę na to, ile pieniędzy nauczyciele muszą dokładać z własnej kieszeni, by sprawnie funkcjonować:
Ja tu apeluję do swoich koleżanek i kolegów w szkołach, żeby od poniedziałku przez tydzień nie używać swoich prywatnych telefonów do rozmów z rodzicami, z pracodawcą, żeby nie drukować na swoim komputerze, na swoich drukarkach, nie robić wycinanek, wyszywanek w przedszkolach.
Barbara Nowak małopolska kurator oświaty uważa, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, ale jest przeciwna tej akcji. Podkreśla, że wielu pracowników w innych przedsiębiorstwach też nie ma telefonów służbowych. Tłumaczy również, że nauczyciele mogą przygotowywać materiały na zajęcia lekcyjne, korzystając z komputerów znajdujących się w szkołach:
Pytanie, komu to ma służyć? Na pewno nie służy to w tym momencie uczniom. To jest chybiona zupełnie sprawa, taka po prostu niepoważna.
Kurator dodaje, że związkowcom przedstawiano już rozmaite propozycje, ale każda z nich była odrzucana:
Jednak rozmawia się nad przedstawionymi propozycjami i się jej w jakiejś części przyjmuje, a nie przychodzi się, żąda się. Musi być dobra wola i musi być też taka wola kompromisu.
A zdaniem kurator Nowak tego nie było widać w zachowaniu związkowców.
ZNP nadal walczy o 20-stoprocenotową podwyżkę. Dziś wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski zapewniał, że w styczniu rząd zamierza podnieść wynagrodzenia nauczycieli o 7,8 procent. Prezes Boroń twierdzi jednak, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że tej podwyżki nie dostaną:
Jest w ustawie budżetowej zapisane, że państwowa sfera budżetowa otrzyma podwyżkę na poziomie 7,8%, natomiast nauczyciele nie należą do państwowej stery budżetowej, z czego większość społeczeństwa nie zdaje sobie sprawy.
20-procentową podwyżkę od września otrzymali nauczyciele początkujący, którzy mają teraz 3400 złotych wynagrodzenia zasadniczego. Związkowcy podkreślają jednak, że ta konkretna grupa pedagogów musiałaby podobnie zarabiać już w styczniu, bo byłoby to gwarantowane płacą minimalną.
Zdaniem ZNP bez większych zarobków trudno będzie zachęcić nowych nauczycieli do podjęcia pracy w szkole, a to sprawi, że problem w kolejnych latach tylko będzie narastać.
Przed rozpoczęciem roku szkolnego w Małopolsce brakowało 3 700 nauczycieli i specjalistów. Ostateczne dane mamy poznać z początkiem października.
Jan Ryba dyrektor III Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie, przyznaje, że sam od wielu lat szuka nauczyciela fizyki. Specjaliści po studiach są, ale chętnych do pracy brak:
Nie chcą tu przyjść, bo za takie pieniądze to się im nie opłaca. Cokolwiek będą robić, ten, kto ukończył fizykę na rynku ma dużo innej, lepiej płatnej pracy.
Jeśli nauczyciel fizyki musi pójść na L4, na doraźne zastępstwo wysyłany jest nauczyciel matematyki, chemii a nawet siostra zakonna. - Doraźne zastępstwo to jest tydzień, na dłuższą metę tak nie można - komentuje dyrektor.
W Małopolsce brakuje także nauczycieli języka angielskiego, informatyków, pedagogów i psychologów.