Ekspozycja ukazuje Karpaty jako przestrzeń wymiany artystycznej i wspólnoty kulturowej późnego średniowiecza. Prezentowane dzieła pochodzą z krajów regionu karpackiego – Polski, Czech, Austrii, Słowacji, Węgier i Rumunii, a także z Francji, Belgii, Szwajcarii i Niemiec. Wystawa powstała we współpracy z muzeami i instytucjami kościelnymi z dziesięciu państw. Ekspozycja w Gmachu Głównym MNK stanowi zwieńczenie wieloletniego projektu badawczego.
- Nagrodziliśmy te wystawę z kilku powodów. Wystarczy sięgnąć do katalogu, by przekonać się, że jej powstanie to efekt wielu lat badań naukowych. To ważne. Ale ta naukowa perspektywa nie sprawia, że wystawa przytłacza, czy onieśmiela. To efekt fantastycznej aranżacji, która choć nawiązuje do architektury sakralnej nie jest dosłowna, tylko tworzy dla średniowiecznej rzeźby dyskretne, minimalistyczne ramy - tłumaczyli jurorzy.
Wśród najcenniejszych eksponatów znajdujących się na wystawie zobaczymy m.in. popiersie będące jedynym zachowanym fragmentem Krucyfiksu Ostrzyhomskiego, rzeźbę św. Jana Chrzciciela z Roadeș, autorstwa Wita Stwosza młodszego, a także Chrystusa Frasobliwego Mistrza Pawła z Lewoczy z konkatedry preszowskiej. Z kolei z kościoła Franciszkanów w Wiedniu na wystawę pozyskano słynny Krucyfiks Siedmiogrodzki, który, sprowadzony w dobie baroku z Sybina do stolicy cesarstwa, stał się tam najważniejszym przedmiotem kultu. Zobaczymy obrazy tablicowe, rzeźby w drewnie i w kamieniu. Dopełnienie stanowi dokumentacja fotograficzna obiektów nieprzenośnych – malowideł ściennych, rzeźb architektonicznych, a także tych obiektów, których stan techniczny nie pozwolił na przewiezienie do Krakowa.
Istotnym aspektem wystawy jest refleksja nad charakterem sztuki gotyku jako pierwszego prawdziwie powszechnego stylu w dziejach sztuki europejskiej. Sztuka gotycka nie jest już towarem luksusowym, wytwarzanym na potrzeby elit w skryptorium klasztornym lub w dworskim atelier. Widać tu przemianę funkcji dzieła sztuki wpisanego teraz w rytm życia społeczności.
Kurator wystawy dr Wojciech Marcinkowski zaproponował odejście od interpretowania zjawisk artystycznych w granicach współczesnych państw narodowych. Wskazuje, że tego rodzaju ramy – ukształtowane dopiero w XX wieku – nie oddają rzeczywistego kontekstu funkcjonowania sztuki dawnej. Zamiast tego proponuje perspektywę euroregionalną, w której kluczową rolę odgrywają naturalne uwarunkowania topograficzne. Karpaty (podobnie jak wszystkie inne góry) nie dzieliły, tylko łączyły.
Jak mówi: Pokazujemy Karpaty jako obszar artystyczny o utrzymanej ciągłości rozwoju, gdzie jedne dzieła sztuki dawały początek kolejnym. Poprzez odpowiednie zestawienie eksponatów próbujemy wykazać wewnętrzną spójność tego obszaru. Po obu stronach gór działały te same warsztaty, dzieła sztuki przesyłane były z jednej strony masywu górskiego na drugą, w obu kierunkach przenikały też nowe tendencje artystyczne (ujęcia formy, schematy ikonograficzne, konteksty funkcjonalne). Składa się to na perspektywę, którą chciałoby się określić za Zbigniewem Herbertem jako poszukiwanie „znaków utraconej wspólnoty”.