Izba przyjęć w szpitalu św. Ludwika w Krakowie to miejsce, które po 24 lutego, czyli po wybuchu wojny przyjmuje głównie matki z maluchami z Ukrainy. Wcześniej udzielano tu w ciągu dnia ok. 40 świadczeń, teraz jest ich dwa razy więcej.
"Przyjeżdżają też dzieci, które były w schronach. Dołączając do tego wielodniowy transport i kolejki na granicy one są odwodnione, wycieńczone, z wymiotami, z biegunką. Są do tego przestraszone, w słabej kondycji psychicznej" - mówi Anna Więcław, pielęgniarka z izby przyjęć.
Opiekunowie dzieci też nie są w lepszej kondycji. Na ich twarzach widać przemęczenie, bezradność, a w oczach ogromny strach o przyszłość.
"Niejednokrotnie są to ludzie, którzy są do nas przetransportowani tak, jak wysiedli z pociągu" - mówi pediatra, dr Aleksandra Zima.
Dzieci śpią na szpitalnych korytarzach albo zapłakane tulą się do rodziców.
Uchodźcy, którzy nie mają peseli – nie mogą zapisać się do przychodni, a nie wszyscy nadają się do hospitalizacji.
"Bardzo by nam zależało na tym, aby nasi koledzy lekarze z POZ pomogli nam troszkę rozładować te tłumy na izbie przyjęć, tak, aby wprowadzić pewien rodzaj triażu, żeby te dzieci były w pierwszej kolejności zbadana, zaopatrzone w POZ. Wiem, że jest to trudne, też z uwagi na to, że dopóki dziecko nie ma nadanego numeru PESEL, nie może się zapisać do danej jednostki" - mówi dr Zima.
Efekt jest taki, że szpitale są przeciążone. Medycy mimo wszystko są jednak wyrozumiali, widząc maluchy, które mają za sobą takie przeżycia, jakich nic prawdopodobnie nie wymaże z ich pamięci.
Według danych z ubiegłego tygodnia w Małopolsce tylko w lecznicach podległych urzędowi marszałkowskiemu, z usług medycznych skorzystało około 750 uchodźców. W całej Polsce w szpitalach jest leczonych jest teraz ponad 2 tysiące uchodźców, z czego przeszło tysiąc to dzieci.
Ich rodzice nie zawsze potrafią dogadać się z lekarzami.
W szpitalu św. Ludwika z pomocą medykom przychodzą wolontariusze.
Ponad 90% pacjentów z Ukrainy trafia na internę, 2% do hospicjów, 5% na oddziały psychiatrii.
W szpitalu św. Ludwika przyjmowani są już pierwsi mali pacjenci z objawami silnego stresu pourazowego, który jest wynikiem wojennych przeżyć.