24 maja Krakowianie pójdą do urn, aby zagłosować za odwołaniem lub nieodwołaniem Aleksandra Miszalskiego (KO) z urzędu prezydenta miasta oraz za odwołaniem lub nieodwołaniem rady miasta.
Aby referendum było ważne, musi w nim uczestniczyć co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa, czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w II turze. W przypadku rady miasta liczba ta wynosi 179 792. Liczba wyborców ogółem w Krakowie wynosi 583551 (stan na 31 grudnia 2025).
Politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie w rozmowie z PAP zwrócił uwagę, że „kwestie referendalne czasami rozstrzygają się już w dniu wyborów” i decyduje o nich frekwencja. Jeżeli była ona niska, to wybrany organ - wójt, burmistrz, prezydent miasta albo rada, jak zauważa ekspert, powinien wiedzieć, że jego legitymacja jest „skromna” i może być poddana weryfikacji w referendum. Frekwencja w II turze wyborów prezydenckich w Krakowie wyniosła 45,5 proc.
- Referenda nie odbywają się tam, gdzie frekwencja była wysoka – powiedział prof. Piasecki.
Jak zauważył, średnia frekwencja w referendach odwoławczych to 17-18 proc. i bardzo rzadko przekracza 30 proc. Aby głosowanie ws. odwołania prezydenta Krakowa było ważne, do urn musi pójść ok. 27 proc. wyborców.
- Może jest to frekwencja do osiągnięcia, ale przykłady innych metropolii, np. Łódź, Warszawa, pokazują, że tam nie osiągnięto frekwencji wystarczającej do uznania referendum za ważne – zwrócił uwagę prof. Andrzej Piasecki.
Dodał, że jeżeli dojdzie do przedterminowych wyborów, to frekwencja będzie również niska, ale - ponieważ jest rok bez wyborów ogólnopolskich – to te przedterminowe wybory będą okazją dla partii politycznych, aby zweryfikować poparcie od swoich twardych elektoratów.
Jak ocenił, „skuteczność referendum w Krakowie na pewno byłaby czymś niezwykłym w historii miasta, ale już samo doprowadzenie do tego referendum jest wydarzeniem” i wymusiło na prezydencie „wyraźną aktywność”.
- To referendum już przyniosło skutki żółtej kartki dla władz miasta. Widać szereg działań, które mają poprawić wizerunek prezydenta i pokazać jego skuteczność – powiedział politolog.
Jego zdaniem zebranie wystarczającej liczby podpisów poparcia dla organizacji referendum to efekt rzeczywistego niezadowolenia części mieszkańców, ale i – jak zauważył – według doniesień medialnych osoby zbierające podpisy były opłacane. Zaangażowanie środków finansowych w zbiórkę podpisów świadczyłoby o zainteresowaniu, jak mówił profesor, głównego pretendenta do fotela prezydenckiego – byłego posła PO i Ruchu Palikota, radnego, przedsiębiorcy Łukasza Gibały.
Prof. Piasecki zwrócił też uwagę, że na sukces zbiórki podpisów wpłynął fakt, że zaangażowany w nią był przewodniczący Rady Dzielnicy Stare Miasto, ale i partie centroprawicowe.
Politolog zapytany o czynniki, które wpłyną na frekwencję 24 maja ocenił, że będzie to nie tylko pogoda, ale i agitacja ze strony inicjatorów referendum i zwolenników Miszalskiego – tym powinno zależeć, aby wyborcy nie poszli do urn.
Miszalski po ogłoszeniu przez komisarza wyborczego daty referendum zwrócił się do mieszkańców z apelem, aby w dniu referendum zostali w domach. – Co obywatele zrobią, to ich sprawa. Ale demokratycznie wybrany prezydent miasta nie powinien w tak jawny sposób nawoływać do tego, aby nie brać udziału w głosowaniu – ocenił politolog.
- Nawet jeśli referendum będzie nieskuteczne, to jest poważną przestrogą i osobiście dla Miszalskiego jako polityka i dla Koalicji Obywatelskiej w Krakowie, która nie ma szczęścia do dobrych kandydatów na prezydenta. Jest też przestrogą dla wszystkich wójtów burmistrzów, prezydentów, rad, że już w czasie kampanii wyborczej trzeba walczyć, by do referendum nie doszło – podsumował prof. Andrzej Piasecki.
W kwietniu 2024 r. w II turze wyborów Miszalski zdobył 133 703 głosów. Za jego kontrkandydatem Łukaszem Gibałą opowiedziało się 128 269 wyborców. Dzieliły ich 5 434 głosy.