Nam już brakuje wody. Polska ma jedne z najmniejszych w Europie zasobów wodnych. Średnia przypadająca na jednego mieszkańca stawia nas w skali świata na poziomie Syrii, Afganistanu i Republiki Południowej Afryki, ale po kolei. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał ostrzeżenie: susza hydrologiczna wystąpiła między innymi w zlewni Białej Przemszy i fragmentu Wisły na Śląsku i zachodzie Małopolski. W skali kraju podobnych obszarów przybywa. Na mapie poziomu rzek także fragmenty Skawy, Raby i Soły są opisane jako "Poniżej minimum okresowego":
To znaczy, że już na niektórych rzekach notujemy stany minimalne, których wcześniej nie notowaliliśmy - mówi Paweł Staniszewski, synoptyk hydrolog z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.
Prognozowane na ten tydzień opady i chłodna końcówka maja sytuacji znacząco nie poprawią:
Żeby sytuacja wróciła do normy, musielibyśmy mieć naprawdę bardzo chłodny i mokry miesiąc, a sumy opadów musiałyby wynosić 150, 200, 250 procent normy opadowej, żeby uzupełnić to, co straciliśmy w marcu, kwietniu i w pierwszej połowie maja.
Tymczasem już lipiec według prognoz ma być ekstremalnie upalny. W ubiegłym roku w Małopolsce zakaz podlewania wprowadziła między innymi gmina Iwkowa koło Brzeska:
Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej, chociaż mam świadomość, że zima była bezśnieżna, potem opadów nie było, więc można się spodziewać, że problem suszy będzie również w tym roku - mówi wójt gminy Bogusław Kamiński.
Problemy miewała też gmina Michałowice. By zapobiec wprowadzeniu podobnych zakazów, gmina zainwestowała w rozwój wodociągów.
Teraz widzimy, że to zużycie jest znacząco większe, aczkolwiek nie przewyższa ono na razie przynajmniej ilości wody, którą jesteśmy w stanie dostarczyć - mówi Piotr Kącki z michałowickich wodociągów.
Jednak, jak wyjaśnia profesor Mariusz Czop z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo Hutniczej, potrzeba kontroli poboru wody, szczególnie tej ze źródeł podziemnych, która jest podstawowym źródłem wody pitnej.
Pobór wody jest często bez kontroli. Każdy może korzystać z wody w ramach powszechnego korzystania z wody do ilości około 5 m wody na dobę na jedno gospodarstwo rodzinne studnią do 30 m, ale nikt nie sprawdza, czy studnie nie są głębsze, nikt nie sprawdza, ile tak naprawdę wody ludzie pozyskują.
Tam, gdzie występuje problem, czyli głównie na terenach rolniczych potrzeba też natychmiastowych działań.
Powinny powstać takie programy, które pozwalałyby na pozyskiwanie dużych ilości wody w sezonach, kiedy te duże ilości wody w rzekach są i magazynowanie ich w różnych systemach napowierzchniowych i podziemnych dla potrzeby podlewania i dla celów rolniczych. Nie możemy liczyć na to, że natura nam pomoże, tylko my musimy po prostu się dostosować do natury.
Programy, o których mowa, powinny być realizowane już nawet kilkanaście lat temu. Ekspert proponuje samorządom lokalnym, by zwróciły się do uczelni wyższych o ich opracowanie.
Tymczasem zanim gminy wezmą się do pracy, o wodzie i jej oszczędzaniu trzeba pamiętać na poziomie gospodarstw domowych. Sytuacja klimatyczna w najbliższych latach najprawdopodobniej się nie poprawi, więc kto jeszcze tego nie zrobił, niech w tym roku pomyśli o możliwości np. gromadzenia deszczówki.