- Jeśli w najbliższym czasie zabraknie obfitych opadów deszczu, o otwarciu kąpieliska nie ma mowy. Odwiedziłem zalew w Klimkówce i widzimy, że do kąpieliska jest jeszcze daleko. Woda jest oddalona od tego miejsca, które jest przygotowane pod kąpielisko i które jest wydzierżawione od Wód Polskich po to, aby właśnie tam ludzie mogli się ochłodzić. Na dzień dzisiejszy muszę stwierdzić, że nie ma przesłanek ku temu, żeby to kąpielisko uruchomić, bo po prostu w tym miejscu wody nie ma - mówi wójt gminy Ropa Karol Górski.
Taka sytuacja martwi turystów, którzy podkreślają, że wyznaczony teren z ratownikami dawał gwarancję spokojnego wypoczynku.
- Jak było, to było bardzo fajnie. Można było się odważyć z młodszymi przyjechać, a w tej chwili jest to ryzyko. Szkoda, bo zawsze ludzie z okolicznych miejscowości mieli tutaj rozrywkę przy takim kąpielisku, w takim odpoczynku. To był cały kompleks przygotowany do tego. Pewnie, że duża strata, na pewno by więcej ludzi przyjeżdżało z rodzinami, z dziećmi i korzystałoby z tego, tym bardziej jakby był ten ratownik. Wiadomo, że dzieci się bawią, rodzice rozmawiają, siedzą, a różne rzeczy się mogą wydarzyć - mówią.
Obecnie z jeziora można korzystać wyłącznie na własną odpowiedzialność. Choć w rejonie zbiornika dyżurują ratownicy WOPR oraz policjanci z posterunku wodnego, służby te nie pełnią stałego nadzoru nad terenem dawnego kąpieliska.