Ale nie, to nie jedyne problemy. Pasażerowie coraz częściej narzekają na komfort jazdy w słynnych "sto-piątkach", zwanych potocznie "akwariami". To jest najgorsze, co się człowiekowi może przytrafić, kiedy ma kiepski dzień - usłyszałem od pewnej młodej kobiety. Podobne opinie wyrażają podróżujący nie mniej legendarnymi "wiedeńczykami", kursującymi na przykład na liniach nr 22 i 52.
Powód tej irytacji widzę jeden. W Krakowie po prostu mamy za dużo... nowoczesnych tramwajów. Bo popatrzcie: czy 20 lat temu, kiedy po mieście jeździły właściwie tylko "akwaria" i "wiedeńczyki", ktokolwiek narzekał? Zaczęło się to odkąd pojawiły się "bombardiery". Bo okazało się, że można inaczej.
Podobnie jest z autobusami. Mając do dyspozycji futurystyczne Solarisy Urbino i eleganckie Mercedesy Citaro zaczynamy psioczyć, kiedy linią 173 pojedzie Jelcz, który wcale nie wygląda najgorzej. Jedynie za głośno warczy, a przegub trochę mu zgrzyta. W pierwszej połowie lat 90., w dobie ikarusów, był zaś prawdziwym rarytasem.
W tej dyskusji można pójść jeszcze dalej. W połowie lat 90. z rodzinnego miasta do Krakowa jeździłem pierwszymi busami, którymi były wtedy... nyski! Nikomu to nie przeszkadzało. A teraz, kiedy coraz więcej jest klimatyzowanych mercedesów, psioczymy na busa z niemieckimi komunikatami o dopuszczalnej liczbie osób, co wyraźnie sugeruje, że ma już kilkanaście wiosen i został sprowadzony zza zachodniej granicy.
Gdyby przewoźnicy nie kupowało co jakiś czas nowych pojazdów, pewnie nie mielibyśmy takich problemów. Bo czego oko nie widzi...
Żeby była jasność: nie mam zamiaru chwalić krakowskiego MPK, choć może należą mu się słowa uznania, że wymienia i modernizuje tabor. To dobrze, że wraz z postępem technicznym i estetycznym rosną też nasze wymagania. Warto jednak przekierować swoją uwagę na to co nowe, a nie na to, co jeszcze pozostało. Na 265 tramwajów w Krakowie, starych i zdezelowanych jest w tej chwili 116. A po przyjeździe "krakowiaków" z Bydgoszczy zostanie już ich tylko 80.
Swoją drogą... jeżdżąc komunikacją miejską nigdy nie zwracałem uwagi na tak zwanych brzydko pachnących współpasażerów. Zaczęli mi przeszkadzać dopiero wtedy, gdy wszyscy wokół zaczęli o nich mówić...
Maciej Skowronek