|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|

Bartłomiej Biga o niedzielach bez handlu: "Nie dojdzie do masowych zwolnień, ale do redukcji miejsc pracy"

5

A
A
A
We wtorek rząd zajmie się obywatelskim projektem ograniczenia handlu w niedzielę. Podpisy w tej sprawie zebrali przedstawiciele Solidarności. Tymczasem według przeciwników tego pomysłu ograniczenie handlu w niedzielę może przynieść likwidację nawet 100 tys. miejsc pracy.

Posłuchaj rozmowy

fot: pixabay

Zapis rozmowy Jacka Bańki z dr. Bartłomiejem Bigą z katedry Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego oraz Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

 

Ograniczenie handlu w niedziele wpłynie na naszą gospodarkę?

- Wpłynie. Wpłynie na rynek pracy. Mamy sporo wakatów w handlu. Taka nowa regulacja zmniejszy jednak popyt na pracę. W efekcie obniży się presja na podwyżkę płac, która ostatnio była silna i skuteczna. Teraz przez zakaz handlu w niedzielę osłabimy ten mechanizm.

 

Te najczarniejsze prognozy to nawet 100 tysięcy miejsc pracy mniej. To uzasadnione? Jak były wprowadzane dni wolne w święta to masowych zwolnień nie było.

- Tu też nie dojdzie do masowych zwolnień, ale do redukcji miejsc pracy. Ponieważ część miejsc pracy nie jest obsadzona, nie można powiedzieć, że redukcja 100 tysięcy miejsc pracy = zwolnieniu 100 tysięcy osób. W kontekście naszych doświadczeń we wprowadzaniu dni wolnych od handlu, nie jest najgorzej. Jednak te dni były wprowadzane stopniowo, po kilka rocznie. Takie nagłe pojawienie się 40-kilku dodatkowych dni może być szokiem. Klub Jagielloński miał propozycję, żeby te wolne niedziele sprowadzać stopniowo. To by pozwoliło uniknąć szoku.

 

Takie stopniowe wprowadzanie niedziel bez pracy nie spowodowałoby chaosu wśród pracodawców i pracowników?

- Każde ograniczenie wolności musi się wiązać z chaosem. To będzie trudny czas. Wiele osób ma nawyk robienia zakupów w niedzielę. To będzie trudne, bez znaczenia czy zlikwidujemy handel w niedzielę, czy go ograniczymy.

 

Możliwe jest zmniejszenie konsumpcji?

- To jest zagadka. Jest takie stwierdzenie „konsumpcja zbędna”. Ona być może by była ograniczona, ale nagle nie zaczniemy mniej jeść. Tu jest duża zagadka. Nikt nie potrafi oszacować ile z tych niedzielnych zakupów było zbędnych. Dlatego być może lekkie obniżenie popytu wewnętrznego by było.

 

Jak ekonomiści definiują pojęcie konsumpcji zbędnej?

- Trudno mówić, które potrzeby człowieka są niezbędne. Dominująca teoria mówi, że każdy człowiek ustala swoją listę potrzeb i dąży do ich zaspokojenia. Stąd być może to, co patrząc z zewnątrz uznamy za przypadkowe i niepotrzebne, tak naprawdę dla tej osoby jest tym, na co chce przeznaczyć część swojego dochodu.

 

Powinny nam coś mówić doświadczenia innych państw? W Niemczech i Austrii jest surowy zakaz handlu w niedziele. Włosi powracają do tego handlu.

- Każda regulacja jest możliwa i każda zadziała. Pytanie jaki będzie bilans kosztów i korzyści. Niemcy i Austria są rygorystyczne, wielu mieszkańców się na to skarży. Jednak trudno wskazać większe perturbacje dla gospodarki. Czym innym jest jednak obowiązywanie zakazu, czym innym jest moment wprowadzenia, czyli szoku. Tam się to kształtowało w innej rzeczywistości. U nas też być może samo funkcjonowanie takiego zakazu nie jest niebezpieczne, ale sam moment wprowadzenia może być szokiem, który chwilowo zaburzy pewną równowagę.

 

To jest moment na wprowadzanie takich ograniczeń?

- To nie jest zły moment. Mamy wakaty, nieobsadzone miejsca pracy w handlu. Tworzy się rynek pracownika. Jest przestrzeń dla takich ograniczeń. Pytanie czy możemy znieść ograniczenie presji na podnoszenie płac.

 

Teraz kwestia pomysłów dotyczących zmian emerytalnych. Premia dla osób, które mimo wieku emerytalnego dalej pracują. 10 tysięcy złotych dla emeryta, który pracuje po 2 latach, potem 15 w trzecim roku i tak dalej. Stać nas na to?

- Wydaje mi się, że nie. To wygląda na bohaterskie rozwiązywanie problemów, które sami stworzyliśmy. Obniżenie wieku emerytalnego to jest coś, na co nas nie stać. To trzeba powiedzieć. Reforma podwyższająca wiek emerytalny była trudna, ale konieczna. Skutkiem pochopnej deklaracji może być to, że nasze emerytury będą głodowe. Będzie też trzeba zwiększyć podatki. ZUS coraz bardziej się nie będzie dopinał.

 

To jest rozwiązanie systemowe, czy to ma być tylko premia?

- To próba łagodzenia negatywnych skutków dla budżetu możliwości wcześniejszego przechodzenia na emeryturę. Państwu korzystniej jest zapłacić te 5-15 tysięcy za to, że ta osoba nie będzie pobierać świadczeń i będzie generować składki. Dla państwa to oszczędność. Tak należy to tłumaczyć. Rządzący boją się też zmniejszenia podaży pracy. Jak nagle dużo osób wycofa się z rynku pracy to będzie jeszcze bardziej brakowało rąk do pracy, bo wiele osób wyjechało.

 

Systemu jako takiego to rozwiązanie nie zmienia?

- Nie. To premia, która nie wiadomo z jakich pieniędzy będzie pokryta. To będzie trwałe? To kwestia zaufania. Czy potencjalni emerycie maja na tyle zaufania do rządu, że za 2-3 lata premia im się będzie należała? Ten i poprzedni rząd wiele zrobiły, żeby nie cieszyć się zaufaniem ludzi jak chodzi o system emerytalny. Obie ekipy pieniądze z OFE traktują jako źródło pieniędzy na swoje inne pomysły. Z zaufaniem może być problem.

 

Drugie rozwiązanie to 15 lat okresu składkowego. Jak ktoś przepracował mniej to emerytury nie zobaczy.

- Może tak być. Coraz więcej osób nie zobaczy emerytury, jak chodzi o pokolenie osób urodzonych na przełomie lat 80. i 90. Szacuje się, że około 70% - jeśli będzie mieć jakąkolwiek emeryturę – będzie to emerytura minimalna. Trudno powiedzieć co będzie za kilkadziesiąt lat, ale to widmo emerytury jednolitej dla wszystkich jest realne. Coraz więcej pieniędzy będzie brakowało, nawet na te niewysokie emerytury, które mamy obecnie w Polsce.

 

Rozumiem, że jak ktoś pracował 8 lat i nie dostanie emerytury to przynajmniej dostanie zwrot składek?

- Tak powinno być. Jednak większość osób nie traktuje składek na ZUS jako składki, ale jako podatek. Coraz mniej widoczna jest korelacja między tym ile wpłacę i ile będę mieć. To dziwna umowa społeczna. Za to, ze ja dziś płace duże pieniądze, być może w przyszłości państwo coś mi za to zapłaci. To połączenie jest mgliste. Dlatego wiele osób z mojego pokolenia traktuje to jako podatek, nie jako składkę.

 

Na koniec temat rytualny. Czas zaczynać ponownie dyskusję o wejściu do strefy euro?

- Tu mamy dwie kategorie argumentów: polityczne i ekonomiczne. Jak chodzi o argumenty polityczne to odpowiedź nie jest jednoznaczna. Bycie w strefie daje pewną większą szansę na decydowanie o UE. Natomiast parząc na to od strony ekonomicznej, nie ma dzisiaj żadnych argumentów za wejściem Polski do strefy euro.

 

Czyli mamy dzisiaj dyskusję tylko na poziomie politycznym?

- Wydaje się, że tak. Ekonomiści mają problem z mówieniem o przyszłości. Chętniej tłumaczą przeszłość. W tym kontekście wystarczy popatrzeć na kryzys roku 2008. Jakbyśmy wtedy mieli wspólną walutę, kryzys by w nas uderzył o wiele bardziej. My żalimy się na słabą złotówkę, ale to uratowało nasz eksport. To ciągnie naszą gospodarkę. Przeszliśmy suchą nogą przez trudny czas dla strefy euro, która trzeszczy w szwach. Nie wiadomo co z kolejnymi krajami. To pobożne życzenie, że każdy kraj w strefie euro będzie miał istotny wpływ na kształt tej strefy. Tak naprawdę cały czas to będzie duopol francusko-niemiecki.

Liczba komentarzy: 5

fiki78

Poniedziałek, 20 marca 2017, 22:48

nie kumam. We wszystkich sklepach prawie to samo, a jedne będą otwarte a drugie zamkniete. Gdzie sens i logika ?

Odpowiedz

rownosc

Poniedziałek, 20 marca 2017, 22:27

a sklepiki koscielne tez pozamykają? Jak zakaz handlu w niedzilę to zakaz handlu

Odpowiedz

Poniedziałek, 20 marca 2017, 16:27

@N

Ty przeciez jesteś na garnuszku rodziców jeszcze, nie wiem dlaczego sie wypowiadasz.

Odpowiedz

Belzebup

Poniedziałek, 20 marca 2017, 16:25

Klechy tez nie będą brać na tace w niedziele? To tez przecież praca

Odpowiedz

N

Poniedziałek, 20 marca 2017, 14:47

W takim razie, ci co robią zakupy w niedzielę na cały tydzień umrą z głodu, ponieważ nie będą mieli kiedy zrobić zakupów.Tak bardzo wszyscy tzw. postępowcy mówią o standardach zachodnich, to proszę mi powiedzieć ,w którym państwie zachodniej Europy hipermarkety są otwarte w niedzielę? Żaden pracownik handlu nie straci pracy,to są strachy na lachy, Polska i polski pracownik nie może być niewolnikiem obcego kapitału.

Odpowiedz