Sesja Rady Miasta Krakowa/ Fot. Ola Sobczak.
Czego dowiesz się z tej rozmowy:
- Pomysł uzawodowienia radnych pojawia się sporadycznie, ale nie ma szerokiego poparcia.
- Radni powinni pozostać częścią lokalnej społeczności, a nie odrębną „klasą zawodową”.
- Obecny system diet ma charakter rekompensaty za utracone dochody, a nie wynagrodzenia.
- Powiązanie diet z aktywnością skutecznie motywuje radnych do działania.
- Brak wymogu niekaralności dotyczy rad dzielnic i może wymagać zmian ustawowych.
Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego z prof. Kazimierzem Bandarzewskim.
Krakowskie radne (Aleksandra Owca i Agnieszka Łętocha) przedstawiły projekt rezolucji, aby zaapelować do rządu o uzawodowienie radnych. Czyli radny nie mógłby zasiadać w innych radach ani zajmować się czymś innym. Zastanawiam się, czy to w ogóle jest dobry pomysł i dobry kierunek.
- To pomysł, który pojawia się dość rzadko, jednak nie jest to zupełnie nowy. Czy jest to dobry kierunek? Do tej pory przeważa stanowisko, które neguje taki kierunek zmian, uznając, że radni – na wzór posłów czy senatorów – nie są reprezentantami całego narodu, tylko reprezentują małe społeczności lokalne i powinni w tych społecznościach funkcjonować także na zasadach podobnych jak inni mieszkańcy, a więc prowadzić działalność gospodarczą czy być zatrudnieni.
Kwestia dodatkowych obowiązków, jakie radni na siebie nakładają, polega na tym, że przystępując do wyborów, a później składając ślubowanie, stają się radnymi i przyjmują na siebie określone obowiązki. Te obowiązki mają związane z realizacją zadań publicznych, ale zawsze z uwzględnieniem – poza oczywiście przepisami prawa – interesu samej wspólnoty samorządowej.
To bardzo silne zakotwiczenie radnego we wspólnocie samorządowej odgrywa istotne znaczenie. Mandat, w takiej formie, w jakiej obecnie funkcjonuje – a właściwie funkcjonuje od momentu reaktywacji samorządu – jest związany z dietami. Diety nie mają charakteru stałego wynagrodzenia za wykonywanie mandatu ani za czynności z nim związane, tylko mają charakter rekompensacyjny. Oznacza to, że rekompensują radnemu utratę lub ograniczenie możliwości zarobkowania w innych miejscach.
Czas, który radny poświęca na wykonywanie mandatu, to czas, w którym nie pracuje albo nie może pracować – na przykład kiedy otrzymuje zwolnienie z pracy etatowej, pracując w administracji samorządowej czy rządowej, albo gdy prowadzi działalność gospodarczą. W tym okresie, w którym realizuje mandat, najczęściej nie ma możliwości łączenia tych różnych sfer aktywności. Stąd funkcjonuje dieta o charakterze rekompensacyjnym. I póki co nie wydaje się, żeby był to zły model – właśnie taki, w którym dieta jest formą rekompensaty, a nie stałego dochodu, niezależnego od tego, jak bardzo radny się angażuje i jakie czynności podejmuje.
A może, jak w przypadku posłów, wprowadzić możliwość bycia radnym zawodowym i pobierania uposażenia albo pozostania przy innym zatrudnieniu i pobierania jedynie diet? Taki model hybrydowy, zależny od decyzji radnego.
- To pewnie jest ciekawy pomysł i można byłoby spróbować go przetestować, ale ja upatruję większą wartość w obecnym modelu. Dlaczego? Dlatego, że rady gmin, rady miasta i rady powiatu, a także sejmiki województw, podejmując uchwały w sprawie diet, najczęściej określają również zasady ich wypłacania. Łączą aktywność radnego i wykonywanie przez niego mandatu z konkretnymi, zauważalnymi czynnościami. Przykład: radnym potrącane są diety za brak udziału w sesji rady gminy albo za brak udziału w posiedzeniach komisji. To jest zasada, która sprawdza się w praktyce niemal w 100 procentach.
Ma ona bardzo istotną cechę – wymusza na radnym aktywność. Radny, chcąc otrzymać dietę w pełnej wysokości, a nie pomniejszoną, musi uczestniczyć w sesjach i komisjach. Dzięki temu jego obecność i zaangażowanie są przynajmniej w pewnym stopniu gwarantowane. Byłoby to trudniejsze do osiągnięcia, gdyby był radnym zawodowym, bo wtedy traktowałby to jako stały element wykonywania mandatu, niezależnie od rzeczywistej aktywności. Wówczas poziom zaangażowania mógłby być bardzo różny.
Tymczasem wykonywanie mandatu radnego nie sprowadza się tylko do udziału w sesjach czy komisjach. Aktywność powinna być znacznie szersza – radni muszą pełnić dyżury, spotykać się z mieszkańcami, współpracować z organizacjami pozarządowymi, składać interpelacje i zapytania. Można by te aktywności jeszcze dokładniej powiązać z dietą - radny, który nie podejmuje działań, otrzymywałby na przykład 25 procent diety, a wraz ze wzrostem aktywności – coraz wyższe świadczenie, aż do maksymalnej wysokości. Dzięki temu łączy się zaangażowanie w sprawy lokalne z realnym wynagrodzeniem. Najważniejsi są mieszkańcy i ich potrzeby, a nie wizja samego radnego czy ustalenia klubowe.
Tu właśnie widać różnicę między radnymi a posłami czy senatorami. Ci drudzy mają na uwadze interes całego państwa, natomiast radni reprezentują mieszkańców i ich działania powinny być skierowane na to, żeby mieszkańcom było jak najlepiej. To nie radny ma mieć rację, tylko mieszkańcy. Jeżeli taki system byłby konsekwentnie stosowany, to z jednej strony radny byłby motywowany do aktywności, a z drugiej mieszkańcy widzieliby, że brak zaangażowania ma konkretne konsekwencje – także finansowe.
Pojawił się także pomysł – przy okazji jednego z radnych dzielnicowych w Krakowie, który został prawomocnie skazany – aby radny był osobą niekaraną. Zastanawiam się, dlaczego do tej pory nikt nie zwrócił na to uwagi. Czy to przeoczenie?
- W przypadku radnych rad miasta przepisy ograniczają możliwość pełnienia funkcji przez osoby karane. Natomiast w odniesieniu do rad dzielnic rzeczywiście takiej regulacji nie ma. Na poziomie jednostek pomocniczych taka regulacja nie obowiązuje i można się zastanawiać, czy powinna zostać wprowadzona. Wydaje się, że osoby skazane za przestępstwa, zwłaszcza te poważniejsze, nie powinny reprezentować mieszkańców, nawet na tym poziomie. Jest to jednak pytanie do ustawodawcy – czy chciałby szerzej regulować wykonywanie mandatu w jednostkach pomocniczych i w jaki sposób to zrobić. Trzeba rozważyć, czy regulacja powinna być identyczna jak na poziomie rad gmin, czy też dostosowana do specyfiki rad dzielnic.